Aktualnie na słuchawkach,Muzyka

Aktualnie na słuchawkach #6: AC/DC, Paris Jackson, Me Lost Me i Told Slant

AC/DC
AC/DC

Wracamy do cyklu, który przeżywał na naszym portalu liczne wzloty i upadki. Pojawiał się i znikał, nie chcemy jednak z niego rezygnować, ponieważ widzimy w nim spory potencjał – nie dość że w 2019 roku zyskał zainteresowanie odbiorców, to praca nad nim to dla nas poszerzenie horyzontów, wyjście ze strefy komfortu, eksploracja nieznanych muzycznie terytoriów i przede wszystkim dobra zabawa. Główna struktura tego cyklu nie ulegnie zmianie – wciąż będziemy dzielić się przemyśleniami na temat czterech płyt, wystawimy im oceny, wskażemy naszym zdaniem najmocniejsze oraz najsłabsze utwory i podzielimy się z Wami teledyskiem (jeśli będzie dostępny). Dziś skupimy się na nowościach od: AC/DC, Paris Jackson, Me Lost Me oraz Told Slant. 

Wprowadzamy jednak drobne modyfikacje i usprawnienia. Od teraz przyjmujemy stałą zasadę, by omawiać tylko i wyłącznie nowości muzyczne z poprzedniego miesiąca. Dlatego też dziś przeczytacie (i miejmy nadzieję posłuchacie) nowości listopada, za miesiąc nowości grudnia, później nowości stycznia itd. Nasze teksty będą się ukazywać za każdym razem w ostatnim tygodniu miesiąca. W każdym miesiącu postaramy się umieścić w zestawieniu przynajmniej jedną płytę mainstreamową oraz wyłuskać takie płyty, po które naszym zdaniem warto sięgnąć, mimo niskiej lub nawet znikomej rozpoznawalności muzyków, którzy ją stworzyli. Dodatkowo, postaramy się napisać, z jakim artystą lub albumem kojarzy nam się omawiany wykonawca lub jego płyta. 

Nasz zespół redakcyjny odpowiedzialny za Aktualnie na słuchawkach to Patryk Wolski i Mateusz Cyra. Patryk jest miłośnikiem rocka, głównie pociągają go odłamy hard i stoner. Mateusz z kolei to niepoprawny Stan Eminema, miłośnik lirycznego rapu oraz amator jazzu i muzyki filmowej. Naszym wspólnym mianownikiem jest naprawdę szeroko pojęty indie rock oraz muzyka folk. Możecie spodziewać się zatem sporej różnorodności muzycznej.

Mateusz Cyra: 

Wykonawca: Told Slant

Tytuł: Point the Flashlight and Walk

Data premiery: 13 listopada 2020

Najsilniejszy punkt: Bullfrog Choirs, Flashlight On

Najsłabszy punkt: Family Still

Gatunek: slowcore, lo-fi, indie folk

Kojarzy mi się z: Muzyką do gry Life is Strange, Death Cab for Cutie, The Lumineers

Ocena: 7/10

Nie znam wcześniejszych dokonań tej grupy i szczerze przyznam, że nie zdążyłem na potrzeby tego tekstu zapoznać się z ich dorobkiem, dlatego podchodziłem do tej płyty bez żadnych oczekiwań. Moją uwagę przykuła niebanalna okładka, przywodząca na myśl jakąś mroczną baśń dla dzieci i… w sumie w pewnym stopniu muzyka Told Slant właśnie czymś takim jest, jednak przy zdecydowanym przekreśleniu słów „dla dzieci”. Tekstowo to muzyka skierowana do dzisiejszego pokolenia, które nie do końca potrafi odnaleźć się w strukturach XXI wieku. Problematyka wielu utworów to samotność, niezrozumienie, kompleksy, zaburzenia psychiczne, niespełniona miłość oraz uzależnienie od leków. Wszystko to stanowi miszmasz mrocznych myśli, wątpliwości oraz wewnętrznych konfliktów, jednak jak sugeruje sam tytuł płyty – Skieruj latarkę i idź. A to już daje nadzieję, wskazuje jakiś kierunek do działania, miast siedzenia z rozłożonymi rękami i bierności. Dlatego też – mimo dość ponurej natury większości utworów, gdzieś nad nimi przedziera się światło symbolizujące ulotny optymizm i wiarę, że można pokonać swoje własne demony. Dominujące instrumenty na płycie to gitara akustyczna, banjo, prosta perkusja i wurlitzer. Całość została w taki sposób nagrana i zaaranżowana, aby zachowywać się jak wielkoduszna ręka chwytająca naszą, aby poprowadzić nas przez ten las melancholii, wewnętrznych konfliktów i wyzierającego miejscami smutku. To bardzo dobra i ciekawa muzycznie płyta, do której jednak trzeba dojrzeć, z którą należy zapoznawać się wytrwale i niestrudzenie, ponieważ dopiero po kilkudziesięciu minutach zza niepozornych dźwięków uderzy Was ogólny przekaz Told Slant.

Told Slant - Whirlpool (Official Music Video)


Wykonawca: Paris Jackson

Tytuł: wilted

Data premiery: 13 listopada 2020

Najsilniejszy punkt: repair, dead sea, another spring

Najsłabszy punkt:  let down, scorpio rising

Gatunek: indie-folk

Kojarzy mi się z: Dido, Vance Joy, Laura Marling

Ocena: 6,5/10

Biorąc pod uwagę jej rodowód, można by przypuszczać, że muzyka Paris Jackson będzie utrzymana w stylistyce popu i R&B, dzięki którym jej rodzina stała się znana pod koniec XX wieku. Na tym polega największa niespodzianka w postaci dobrego  debiutanckiego albumu, któremu zdecydowanie bliżej do folk-rocka momentami romansującego z gatunkiem shoegaze niż do popowych osiągnięć jej słynnego ojca, Michaela. Właśnie, pozostańmy chwilę przy niegdysiejszym królu popu – jego ducha na szczęście nie czuć w żadnej warstwie dzieła Paris Jackson. Prawdę mówiąc – gdyby artystka zdecydowała się nagrywać pod pseudonimem, nikt nigdy nie skojarzyłby faktu, że oto ma do czynienia z utworami dziecka TEGO Michaela Jacksona. I moim zdaniem to bardzo dobrze, że Paris nie spróbowała w żaden sposób nawiązać do twórczości ojca. Wyszło to na dobre zarówno dla muzyki, jak i dla samej wokalistki.

Jej pełnowymiarowy krążek wilted [zwiędły – przyp. red.] nie jest wolny od wad – niektóre teksty są zbyt dosłowne i trącą banałem oraz przesadą godną Coelho lub Sparksa jak na przykład:

wypal mi język

bo nie chcę cię już smakować

Jeśli jednak pominiemy warstwę tekstową (w której zdarzają się również bardziej wyważone metafory) – dostajemy album o nastroju idealnie pasującym do tytułu krążka. Daleko mu do pasji życia czy pełni energii, ale nie jest też tak, że uświadczymy tu jakichś tragedii lub rozpaczy. Wilted to debiut obiecujący, nakazujący obserwować dalsze poczynania artystki, bo ma ona potencjał, aby zawojować scenę alternatywną.

paris jackson - let down (official music video)


Patryk Wolski:

Wykonawca: AC/DC

Tytuł: Power Up

Data premiery: 13 listopada 2020

Najsilniejszy punkt: Through the Mists of Time, Witch’s Spell

Najsłabszy punkt: Rejection, Money Shot

Gatunek: Hard rock, rock’n’roll

Kojarzy mi się z: poprzednimi płytami AC/DC

Ocena: 5,5/10

Stare kangury potrafią jeszcze skakać, chociaż w ich poczynaniach widać już rutynę. Do zespołu powrócili wokalista Brian Johnson, perkusista Phil Rudd oraz basista Cliff Williams, aby nagrać jeszcze jedną płytę, tym razem już bez zmarłego w 2017 roku Malcolma Younga. Power Up to album nagrany w sposób zachowawczy – AC/DC wciąż prezentuje klasycznego hard rocka, jednak nie ma tu nic odkrywczego. Riffy przygrywają na starą modłę, zupełnie jakby czas zatrzymał się w latach siedemdziesiątych. Jest to dla tej płyty miecz obosieczny, bo z jednej strony noga sama chodzi w takt muzyki, ale nic nie wpada w ucho na dłużej. Angus Young nie powala żadną szaloną solówką, a wspomniane gitarowe motywy wydają się po prostu banalne. Brian Johnson wciąż prezentuje charakterystyczny dla niego wokal, chociaż wydaje się, jakby był on po mocnej obróbce. AC/DC stara się zachować charakterystyczną dla siebie drapieżność, więc śpiew sprawia, że nawet niepasujące już do 70-letnich dziadków teksty (Realize, Rejection) zdają się mieć ostrzeżenie nie bez pokrycia. Czy Power Up  od AC/DC to płyta, która zadowala? I tak, i nie. Jest mocno powtarzalna względem wcześniejszych dokonań grupy, więc po kilku odsłuchach wiadome jest, że nie znajdziemy na niej nic niezwykłego. Natomiast najnowsze dzieło AC/DC wciąż sprawdza się jako rozrusznik imprezy czy muzyki grającej w tle, aby dać nam kopa np. podczas treningu. Jeden powie, że ta płyta to odcinanie kuponów, inny, że to chęć udowodnienia, że muzycy są jeszcze w stanie grać. I zapewne każdy będzie miał po części rację.

AC/DC - Shot In The Dark (Official Video)


Wykonawca: Me Lost Me

Tytuł: The Good Noise

Data premiery: 6 listopada 2020

Najsilniejszy punkt: The End of the World, Closed the Door, Butterfly Effect

Najsłabszy punkt: Nettle Soup

Gatunek: electropop, ambient, folk

Kojarzy mi się z: nie mam zielonego pojęcia…

Ocena: 7/10

Postanowiłem opuścić swoją strefę komfortu i zawędrowałem w świat, do którego zazwyczaj nie wchodzę. Odpalając The Good Noise, nie wiedziałem, czego się spodziewać – jedynie liczyłem na to, że ten tytułowy hałas będzie dobry dla mnie na tyle, że nie odbiję się od płyty jak bumerang. Zdarzyło się coś cudownego – już od samego początku słyszane dźwięki mnie zaintrygowały na tyle, że nie byłem w stanie przestać słuchać. Stojąca za projektem Me Lost Me Jayne Dent okazała się artystką o szerokim spektrum muzycznym, niestroniącą od eksperymentowania z dźwiękami. The Good Noise to mieszanka muzyki elektronicznej, popu, folku i ambientu, a wykonanie ma w sobie wiele wdzięku – otwierające płytę Airlock to właściwie sam wokal Jayne Dent, który hipnotyzuje swoją barwą i charyzmą. Artystka świadomie buduje gęstą atmosferę, którą można byłoby ciąć nożem, a nieodłączna aura tajemniczości sprawia, że słuchanie najnowszego albumu Me Lost Me to przeżycie intymne, w którym jako słuchacz miałem ochotę się zamknąć i chociaż przez chwilę z niego nie wychodzić. Upodobałem sobie zwłaszcza miks dźwięków elektronicznych i folkowych – jak na przykład The End of the World. The Good Noise to płyta pasująca na jesienno-zimowe wieczory, która z każdym odsłuchem zyskuje na wartości. Jayne Dent prezentuje na niej swoją ogromną wartość i czekam na jej dalsze projekty.

Me Lost Me - The End of the World (Official Music Video)

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *