Kobieca zemsta – Pedro Almodovar – „Ludzki głos” [recenzja]

Nigdy nie byłem jakimś szczególnym admiratorem talentu Pedra Almodovara. W szczególności irytowała mnie ta maniera – kanon formy filmowej, od którego twórca nie odstępuje ani o jotę. W kinie nie sprawia mi przyjemności odnajdywanie w kolejnych dziełach określonego reżysera znanego i rozpoznawalnego kodu. Obecny na ekranach polskich kin Ludzki głos jest jednak pod wieloma względami obrazem zaskakującym, choć z drugiej strony stanowi kontynuację utartych schematów stosowanych przez Hiszpana. Już sam fakt, że jest to anglojęzyczny debiut w twórczości Almodovara, tak zakorzenionego w kulturze iberyjskiej, stanowi pewne novum, choć jest to zabieg sprytnie bałamutny. Mamy bowiem do czynienia z krótkometrażową etiudą trwającą ledwie około pół godziny,  jedyną zaś osobą, która deklamuje kwestie w języku angielskim, jest Tilda Swinton. Aktorka, znana do tej pory z filmów między innymi Luki Guadagnino i Jima Jarmusha, debiutuje w fabule jednego z najbardziej uznanych twórców współczesnego kina europejskiego, a fakt, iż ma to miejsce tak późno, jest już sam w sobie zaskakujący.

Nowatorska jest już sama formuła dystrybucji. Trudno byłoby bowiem zwabić widza do kina na zaledwie półgodzinny seans, dlatego też obraz ten prezentowany jest wraz z długim (notabene dłuższym zresztą od samego filmu) wywiadem z Almodovarem i Swinton opisującymi szczególne okoliczności powstania tego unikatowego obrazu, na co wpływ miała – tutaj kolejny truizm – trwająca pandemia, albowiem tytuł ów został zrealizowany latem ubiegłego roku, by następnie zaprezentowano go na festiwalu w Wenecji. Może zatem całość uchodzić za interludium między poważniejszymi projektami realizowanymi przez artystów w dobie powszechnej izolacji (skądinąd cała akcja ma miejsce właściwie na jednym planie obejmującym konkretne mieszkanie, co konweniuje z globalnymi nastrojami i zachowaniami), ale też można odczytywać ten utwór w kategoriach nowoczesnej próby recepcji starej sztuki Jeana Cocteau w realiach triumfującego feminizmu, a to wszystko przy użyciu Almodovarowskiego instrumentarium, gdzie w rezultacie Ludzki głos upodabnia się do szeregu jego poprzednich dokonań (ze szczególnym uwzględnieniem filmu Kobiety na skraju załamania nerwowego).

W szerszym zaś kontekście, tak co do meritum, ta miniatura opisująca jeden wieczór, w którym zdradzona kobieta odbywa ostatnią rozmowę telefoniczną ze swym kochankiem, wpisuje się w szereg filmowych dokonań różnej proweniencji twórców czyniących z motywu rozmowy via telefon swoisty subgatunek, gdzie tego typu monodram wykonywany przez jednego aktora, staje się tak formą filmową, jak i osią fabularną całej narracji (vide takie przypadki, jak Locke czy Winni). Nie sposób przy tym nie nawiązać do charakterystycznego języka Almodovarowskiego (jak nazywa reżyserską manierę w trakcie rzeczonego wywiadu Tilda Swinton), a zatem całego tego sztucznego i zamierzenie kiczowatego decorum scenograficzno-kostiumowego, czyniącego ze skromnego jednak widowiska mieniącą się rozmaitymi barwami festiwal motywów. Wrażenie owej sztuczności jest zresztą wzmocnione ostentacyjną umownością planu filmowego, z którego często kamera wychodzi, ukazując oczom widza mury atelier (podobny zabieg, jak w Dogville Larsa von Triera). Tak oto prawda autentycznych przeżyć kobiety, w których portretowaniu Almodovar zawsze był mistrzem, zderza się ze świadomą fikcją ekranu.

Fot.: Gutek Film

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.