afterlife

Gitarowe tsunami – Alterlife – „Imponderabilia” [recenzja]

Pochodząca z Raciborza formacja Alterlife zadebiutowała z końcem roku 2016 albumem Imponderabilia. Nie przedłużając wstępu, napiszę, że to kolejny zespół na krajowej scenie, na który warto zwrócić uwagę, szczególnie że debiutancki krążek godny jest pochwał.

Należy dodać, że to nie tylko kolejny, ale i jeden z naprawdę wielu młodych bandów próbujących sił na rockowej scenie. Czy Alterlife posiada jakieś atrybuty, które będą wyróżniać kwartet pośród zalewu podobnych kapel? Trudno stwierdzić, ponieważ raciborska ekipa próbuje sił w gatunku od dawna do cna wyeksploatowanym. Alterlife orbituje pomiędzy melodyjnym, przebojowym hard rockiem a takim pomieszanym z metalowo-progresywnymi elementami. Nie będę ukrywał, że całości trzydziestoośmiominutowego materiału słucha mi się po prostu dobrze; trzeba uczciwie przyznać, że w tej konkretnej dawce muzyki trudno o potknięcie oraz kompozytorskie niewypały.

Panowie jak na debiut zaproponowali naprawdę ciekawe kompozycje, które poparte są niezłymi melodiami. Przykładem może być kawałek o tytule 4 2. Z jednej strony jest ciężko, brzmienie aż wgniata w fotel, z drugiej strony mega przebojowy refren wchodzi sam w głowę, szczególnie że wszystkie kompozycje są zaśpiewane po polsku, co niewątpliwie powoduje, że materiał jest bardziej przystępny dla polskiego słuchacza. Ogólnie należy pochwalić wokalistę Alterlife, czyli Mariusza Kamallę, który prezentuje swoim mocnym, pewnym głosem całe spektrum wokalnych możliwość, od szeptu po potężny krzyk.

Płyta na całej przestrzeni pomimo pewnej hermetyczności gatunkowej jest różnorodna. Zaczyna się od huraganu, klasycznego wręcz hard rocka z doładowaniem (Przestrzeń), przez balladowe, spokojniejsze klimaty (Pocałunek śmierci, Słoneczny Patrol), aż po progresywne przekładańce (Haj). Czasami bywa ciężko, ostro, jak w Tsunami, chociaż tutaj momentami bywa wręcz topornie i tylko doskonały wokal Kamalli ratuje sytuację. Ogólnie rzecz biorąc, instrumentaliści Alterlife wykonują naprawdę solidną robotę. Sekcja rytmiczna na czele z perkusistą, który naprawdę energicznie i z pomysłem okłada swój instrument, od razu rzuciła mi się w ucho, już przy pierwszym odsłuchaniu. Gitarzysta, Krzysztof Kopciuch, krzesi riffy aż miło, potrafi się również popisać soczystym solo gitary.

Czyli całość oceniam co najmniej przyzwoicie, szczególnie że to jest fonograficzny debiut Alterlife. Jestem w kropce, jeśli chodzi o jednoznaczną ocenę Imponderabiliów, ponieważ z jednej strony Alterlife nie tworzą specjalnie nic odkrywczego oraz oryginalnego, z drugiej strony nawet po wielokrotnym odtworzeniu płyty słucha się z przyjemnością, a całość niespecjalnie się nudzi. Niewątpliwie spowodowane to jest naprawdę niezłymi kompozycjami, pełnymi wykonawczej energii oraz dobrych melodii, które wydobywa ze swojego gardła wokalista – Mateusz Kamalla. Oby tej energii, entuzjazmu oraz pasji nie zabrakło muzykom w przyszłości, ponieważ Alterlife są zdecydowanie kapelą, którą warto śledzić i uważnie się przyglądać jej ruchom.

Fot.: Lynx Music

afterlife

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *