Nie zbudujemy niczego bez wzajemnego zrozumienia – Cyril Dion – „Animal”

Bioróżnorodność naszej planety z roku na rok zanika. Kolejne gatunki zwierząt i roślin zagrożone są wyginięciem. Naukowcy od lat ostrzegają, że szóste masowe wymieranie niedługo stanie się faktem. Niektórzy badacze twierdzą, że to ma miejsce już teraz (jak, chociażby, specjaliści z University of Hawai’i w Mānoa). Nastroje w świecie nauki, ale i wśród coraz bardziej świadomych społeczeństw, nie są dobre, tak jak i prognozy co do tego, jak bardzo zmieni się życie na naszej planecie w przeciągu najbliższych kilkunastu lat. Animal to dokument autorstwa Cyrila Diona, francuskiego reżysera, pisarza i aktywisty, który siedem lat temu wyreżyserował wespół z Melanie Laurent udany film o podobnej tematyce — Nasze jutro. W debiutanckim dziele Diona przyglądaliśmy się temu, jak bardzo agresywne i poparte jedynie zyskiem korzystanie z naturalnych zasobów ziemskich, okaże się dla niej dewastujące. Z kolei w Animal przyglądamy się raczej samym zwierzętom — tym większym, jak i mniejszym. Jednak to tylko pierwsza warstwa tego, z czym przyjdzie nam się zmierzyć w tym dokumencie. Animal to wbrew pozorom film o… ludziach. O naszej niszczycielskiej sile, bezmyślności, głupocie, ale i niezwykłej umiejętności kolektywnego działania w obliczu zagrożenia i wiążącej się z nim nadziei. 

Głos Kultury objął film patronatem medialnym.

Z perspektywy dwóch nastolatków

Animal to typowy dokument o ekologicznym wydźwięku, jednak z dość nietypową obsadą, jeśli chodzi o dwójkę bohaterów prowadzących. Otóż przez kolejne sceny wydarzeń prowadzi nas dwójka młodych, zaledwie kilkunastoletnich aktywistów. Oboje walczą w swoich krajach o to, żeby o zmianach klimatycznych zaczęto w końcu mówić głośniej. Co przełożyć by się mogło na realne i długotrwałe działania. Oba dokumenty Cyrila Diona — AnimalNasze jutro — wyróżniają się fatalistyczną, choć przecież tak realistyczną wizją. Jednak najnowsza produkcja Francuza jest pod jednym względem bardziej interesująca. Choć od premiery jego poprzedniego filmu minęło zaledwie siedem lat, to ogólna świadomość ekologiczna społeczeństw znacząco się zwiększyła. Cóż jednak z tego, możemy zapytać, jeśli zmiany w działaniach wielkich korporacji, kolejne rządowe dyrektywy, a nawet i oddolne inicjatywy nie są wprowadzane wystarczająco szybko? Wciąż brakuje czasu. Choć nie tylko, a może inaczej — to nie jest największy problem. Trudność związana ze zmianą naszych postaw i niechęć do nich to największe przeszkody.

Dwoisty czynnik ludzki

Animal nie jest najlepszym ani jednym z najlepszych dokumentów, jakie widziałam. Może i nie jest też filmem lepszym od Naszego jutra. Choć na pewno ciekawszym. I nie chodzi tu wcale o dwójkę młodziutkich i dojrzewających w trakcie podróży bohaterów. Bella Lack z Wielkiej Brytanii i Vipulan Puvaneswaran z Francji to nastolatkowie, którzy swoje obecne życie poświęcają walce o przysłowiowe lepsze jutro. Organizują i uczestniczą w protestach klimatycznych. Młodzi uczą się, zderzają się z różnymi punktami widzenia, wchodzą w dyskusje, ale i się złoszczą. Irytują tym, że tak naprawdę niewiele mogą. I jak to młodzi, targani są silnymi — zarówno destruktywnymi, jak i budującymi — emocjami. To widać w filmie. I to też może nas jako odbiorców irytować, tym bardziej że Bella i Vipulan są w Animal swoistymi prowadzącymi, przewodnikami po zmieniającym się i ubożejącym pod względem bioróżnorodności świecie.

Nastolatkowie w zderzeniu z pewnymi sytuacjami i zachowaniami ludzi mają odwagę się zbuntować. Przerwać, głośno wyrazić swoje zdanie, walczyć o to, żeby zostać usłyszanymi. Jednocześnie w Animal wiele jest patetycznych słów, emocjonalnych manipulacji i małych pretensjonalności, co razi. Tym bardziej że chwilami sam obraz jest już wystarczającym komentarzem. Dlatego też mam wrażenie, że dwójka głównych bohaterów sprawdza się, ale i nie sprawdza z wyżej wymienionych powodów. A dlaczego sprawdza? Dlatego, że ukazuje naturalnie występującą przemianę w dojrzewającym człowieku. Ze słów przechodzimy do działania. Zmienia się też podejście do ludzi — mniej w nim złości, a więcej zwykłej empatii i próby porozumienia.

Planeta, zwierzęta i człowiek w Animal

Finał dokumentu Cyrila Diona jest tym, co zaskakuje najbardziej. Bo prezentuje zadziwiająco ludzką reakcję. A może właściwie zaskakuje to, jak bardzo dojrzała i jak wiele się nauczyła dwójka głównych bohaterów. Początkowo zdenerwowani, źli na głupotę i bezmyślność ludzi dochodzą do wniosku, że nie da się zbudować niczego bez wzajemnego zrozumienia. Na zachowanie każdego człowieka wpływa ogrom rzeczy: środowisko, w którym się wychował, ludzie, z jakimi przebywał, religia, poziom edukacji, zamknięcie się we własnej bańce informacyjnej, niechęć do zmierzenia się z ludźmi prezentującymi inne postawy. Ocenianie czy niekonstruktywna krytyka — tak łatwe i proste w formie wyrazu — prowadzą jedynie do pogłębienia się dzielących nas różnic. Tworzą podziały, granice, zniechęcają dane ugrupowania i społeczności do współpracy, a zachęcają do kreowania jeszcze bardziej skrajnych poglądów i ustawiania się po dwóch stronach barykady. Bella Lack na koniec w swoim podsumowaniu projektu filmowego mówi, że najbardziej zdziwiło ją to, w jakim miejscu skończyli i dokąd doszli. Była przekonana, że dowie się więcej na temat samych zwierząt i planety, a stało się zupełnie inaczej, bo najwięcej dowiedziała się o… ludziach. Bardziej ich zrozumiała, przez co, jak mówi, jej złość i nienawiść do nich zmalała. Bo nienawiść do innych nigdy nie jest rozwiązaniem, a jedynie brutalnym pogłębieniem problemu.

Animal — O naszej planecie słów kilka

Animal to dokument o naszej planecie i o zwierzętach ją zamieszkujących. Jednak poprzez podróże i obcowanie ze zwierzętami, a zarazem innymi ludźmi i ich sposobami myślenia, bohaterowie uczą się innych. Uczą się rozumieć, słuchać i nie zamykać w gotowych schematach dopiero co poznanych ludzi. Animal to także film, który z początku może zniechęcać pompatycznym i chwilami pretensjonalnym, a poprzez to ciężkostrawnym prowadzeniem historii. Jednak im dalej w fabularny las, tym jej mniej, a więcej zwykłych ludzi i zwykłych opowieści. Więcej życia. Jakby sam film z bohaterami dojrzewał w tym samym tempie. Warto zmierzyć się z produkcją Cyrila Diona, szczególnie dlatego, że jej druga połowa ma naprawdę wiele do zaoferowania. Już bez zbędnych manipulacji czy szokujących obrazów zachęca do własnych przemyśleń i rozejrzenia się nie po całym świecie, a przede wszystkim po najbliższej, otaczającej nas okolicy.

Ja, mimo tego, że uważałam, że zwracam całkiem sporą uwagę na to, co dzieje się wokół mnie i jak to, co robię, wpływa na ziemski ekosystem, odkryłam, że wcale nie robię tak dużo i nie wiem tak wiele. Animal to film edukacyjny, który ogląda się z dużym napięciem — produkt, który świetnie sprawdzi się jako narzędzie edukacyjne w szkołach podstawowych i wyższych. Dlaczego? Dlatego, że w prosty i zrozumiały sposób przedstawia wpływ człowieka na planetę i nie robi tego za pomocą wyłącznie gadających głów, wykorzystując raczej działanie w terenie. Animal przygnębia, chwilami wywołuje smutek i zabiera nadzieję, złości i irytuje. Jednak pod koniec tę nadzieję na przekór przywraca, dając punkt zaczepienia do dalszej walki o może już niestety nie powstrzymanie, co o spowolnienie ubożenia bioróżnorodności. I w tym jego siła. Oraz, raz jeszcze, w ludziach, którzy przecież oprócz niszczenia planety też o nią dbają. Chodzi o świadomość, jej nienachalny, ale efektywny rozwój, szczerą komunikację, wysłuchanie każdej ze stron i wzajemne zrozumienie. Walczyć trzeba z korporacjami i ich ogromnym wpływem na rządy, walczyć trzeba z finansowaniem projektów, które są szkodliwe dla środowiska, a są finansowane, bo są opłacalne. Walczyć trzeba z zakłamaniem polityków i korupcją. Działać trzeba wspólnie.

ANIMAL | NA RATUNEK GINĄCYM GATUNKOM | W KINACH OD 18 MARCA | ZWIASTUN

Fot.: Best Film


Przeczytaj także:

Recenzja filmu Czego nauczyła mnie ośmiornica

Overview

Ocena
6 / 10
6

Write a Review

Opublikowane przez

Magda Przepiórka

Psychofanka Cate Blanchett, Dario Argento, body horrorów Davida Cronenberga, Rumuńskiej Nowej Fali i australijskiego kina. Muzyka to beztroskie, ale i mocniejsze polskie brzmienia – przekrój dekad 70/80 – oraz aktualne misz-masze gatunkowe w strefie alternatywy. Literacko – wszystko, co subiektywnie dobre i warte konsumpcji, szczególnie reportaże podróżnicze. Poza popkulturą miłośniczka wojaży wszelakich.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.