Epopeja

Aperitif nadziewany fantastyką – red. John Joseph Adams – „Epopeja. Legendy fantasy” [recenzja]

Na początek przyjrzyjmy się zapowiedziom, które towarzyszyły polskiej premierze Epopei. Legendy fantasy: tytuł jednej z najlepszych antologii fantastyki 2013 roku, która znalazła się w finale World Fantasy Award; 16 najsłynniejszych autorów współczesnej epickiej fantastyki, wśród których można znaleźć takie nazwiska jak Ursula K. Le Guin, Brandon Sanderson, Trudi Canavan czy Orson Scott Card; i wreszcie jedna z rekomendacji zagranicznego pisma, z której dowiedzieć się możemy, że mamy do czynienia z doskonałym przeglądem epickiej fantasy w najlepszym wydaniu. A teraz zejdźmy na ziemię i sprawdźmy, czym tak naprawdę jest Epopeja.

Zacznę od tego, że stanowczo potwierdzę, przynajmniej po części, opinię o doskonałym przeglądzie epickiej fantastyki. John Joseph Adams świetnie się spisał jako redaktor, gdyż po lekturze Epopei nie mogłem szczerze powiedzieć, że któreś z szesnastu opowiadań jest „do bani”. Mówię to z nie lada zaskoczeniem, bowiem (przynajmniej dla mnie) już standardem jest, że do zbioru opowiadań przypałęta się czarna owca, która nieco skwasi uśmiech na twarzy czytelnika. W tym przypadku jednak nie mogę tego powiedzieć – co najwyżej narzekałem, że z niektórych opowiadań nie wyciśnięto więcej esencji, gdyż sprawiały one wrażenie, że zasługują na dłuższą formę. Poziom całego zbioru jest więc wyrównany i od siebie mogę powiedzieć, że nie jestem zawiedziony. Więcej – moją pierwszą reakcją było powiedzenie „ja chcę więcej fantastyki!”. Jak jednak głosi nadużywane ostatnio przeze mnie powiedzenie, każdy kij ma dwa końce – Epopeja nie może się również pochwalić opowiadaniem wybitnym, które wbiłoby mnie w fotel. Kilku autorów było jednak bardzo blisko tej boskiej granicy wniebowzięcia. Jakoś dziwnie się złożyło, że byli to autorzy, którzy w Polsce akurat są już znani fanom fantastyki. Przejdźmy zatem do nich (kurtyna idzie w górę).

Zaczynający tę antologię Powrót do domu autorstwa Robin Hobb świetnie wprowadza czytelnika w klimat dojrzałej fantastyki, gdyż opowiada o wygnańcach, którym przyszło przetrwać na nowej, osnutej ponurymi legendami ziemi. Prowadzona w formie wspomnień narracja w postępie geometrycznym wprowadziła mnie w stan grozy, która już na początku dała mi nadzieję, że w tym zbiorze nie będzie miejsca na ckliwe opowieści o książętach na białym rumaku i księżniczkach zamkniętych w wieży. Mroczny, groźny nastrój towarzyszył mi zresztą nie raz, co zdążyłem zauważać przy lekturze kolejnych tekstów. Wysublimowany poziom potwierdzają następne opowiadania, z których warto wyróżnić Człowieka z płomieni Tada Williamsa czy Alchemika Paolo Bacigalupiego (ten drugi zasługuje na laur najlepszego opowiadania w Epopei, podkreślając wagę powiedzenia, jakoby piekło było wybrukowane dobrymi chęciami). Świetnymi gawędziarzami okazali się Orson Scott Card i Patrick Rothfuss – ten pierwszy napisał wręcz przypowieściowe opowiadanie o chłopcu, który zapragnął być straszliwym magiem (Magia piasku), drugi zaś wykazał się dojrzałą opowieścią ujętą w klamry fantasy (Droga do Levinshir), która dotyczy wymierzeniu sprawiedliwości na oprawcach uwięzionych i gwałconych kobiet. Bardzo żałuję, że opowiadanie jednego z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie autorów – Brandona Sandersona – okazało się liczyć sobie ledwo dziesięć stron. Szkoda tym bardziej, bo choć epizod przez niego przedstawiony dotyczy niecodziennej wymiany handlowej, autor potrafił zawrzeć na niewielu stronicach smakowite kąski z ogromnego świata przedstawionego.

Fantomowe łzy smutku ukoiły opowiadania kilku nieznanych mi, acz zdolnych i kreatywnych autorów – Matka całej Rusi autorstwa Melanie Rawn to, o dziwo, tekst osadzony w przeszłości naszego świata, a dokładnie w tytułowej Rusi, gdzie władczynią była Olga z dynastii Rurykowiczów. Jak się okazuje, autorka historię urozmaiciła magią, co wyszło jej bardzo ciekawie; Brzegiem rzeki śmierci od Katie Elliott zaskakuje brutalną kulturą plemienną, gdzie tytułowa śmierć ma niebagatelne znaczenie (chociaż druga część opowiadania nieco mnie znużyła); N. K. Jemisin napisała równie odważne opowiadanie Narkomanta, gdzie społeczeństwo czci Boginię Snu, a jej kapłani zajmują się zbieraniem esencji z różnych rodzajów śnienia – nie trzeba chyba dodawać, że sparafrazowany od nekromanty tytuł wskazuje na posługiwanie się równie potężną magią (kurtyna opada).

Liczne opowiadania wydają się dobre lub bardzo dobre, ale – jak już wspomniałem – brak tu petardy, która rozsadziłaby mi czaszkę od środka. Nie rozpaczam jednak zbytnio z tego powodu, gdyż Epopeja dała mi mocny zastrzyk fantastyki, który sprawił, że niczym narkoman na głodzie, pragnę więcej solidnego fantasy. To zbiór, który nie tylko dobrze się czyta, ale dzięki niemu można sobie zapisać kilka intrygujących nazwisk, które wcześniej nam umknęły. Ja na ten przykład postanowiłem, że dam szansę Robin Hobb, którą wcześniej bez większego bólu ignorowałem. Podobnie rzecz ma się z Trudi Canavan, która zainteresowała mnie swoim wielkim światem magów w Szalonym uczniu. Biję się również w tors, czemu już wcześniej nie wziąłem na warsztat dzieł Le Guin, Rothussa, Bacigalupiego i Williamsa. Całe szczęście, że  najgłośniejsi autorzy z powodzeniem są wydawani w naszym kraju; niestety część ekipy z Epopei wciąż jest nieznana lub od dawna nie wznawiana w Polsce. Tak więc jeśli jesteście zgłodniali fantastyki, ale nie wiecie po co sięgnąć, lub też chcecie po prostu poczytać fantastykę na poziomie, która zamiast ogłupiać – inspiruje, to Epopeja jest właśnie dla Was.

Fot.: Wydawnictwo REBIS

Epopeja

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.