bagno

Nie chce wyjść inaczej – Przemek Rudzki – „Bagno. Czternaście historii o ucieczce”

Świat i życie stwarzają nam wiele okazji i sposobności do ucieczki. Do ucieczek różnych  –  tych dosłownych i tych bardziej metaforycznych. Czasami ucieczka wydaje nam się jedynym wyjściem. Czasami naprawdę nim jest. Zagubieni w wielkich miastach i małych wioskach, w porażkach i wyobrażeniach o sukcesie, w ambitnych planach i lękach przed ich realizacją  –  uciekamy w różnych kierunkach, licząc, że któryś, w końcu, doprowadzi nas do celu. Do miejsca, z którego nie będziemy chcieli uciekać. W którym odpoczniemy. Bez bólu, bez kłucia weźmiemy głęboki oddech, nie czekając na jakiś atak, na czającą się w cieniu istotę, która znowu chwyci nas za gardło. To miejsce może być namacalne i może mieć konkretne współrzędne, ale równie dobrze może być jakąś chwilą, ideą, stanem. Czymś, czego nie da się opisać, nakreślić, rozpisać na białej tablicy kolorowym markerem. Tak samo jest z Bagnem. Może być punktem na mapie, do którego wędruje palec lub wzrok, może być wspomnieniem, które trzyma nas w objęciach mocniej niż kiedyś wydarzenie, o którym nam przypomina. Może być miastem, ale i brakiem akceptacji. Zabitą dechami wioską, ale i depresją. Klitką w rodzinnym domu, ale i tą niewyobrażalnie wielką przestrzenią w Internecie, w której wszystko wolno, w związku z czym jedni myślą o niej z radością i nadzieją, a inni z panicznym lękiem. Bagno. Czternaście historii o ucieczce to książka po brzegi wypełniona tym wszystkim. To kraina, w której łączą się losy tych, których Bagno wciągnęło, i tych, którzy się z niego wygrzebali. Również tych, którzy wypełznąwszy z jednego, zgrabnie, bo nieświadomie, dali się wciągnąć kolejnemu. Bagno Przemka Rudzkiego to opowieść o ludziach. Bo ludzie zawsze znajdą powód do ucieczki, choć nie zawsze poczują lepkość i gęstość Bagna, które nierzadko ma ujście w nich samych.

Bagno. Czternaście historii o ucieczce ukazuje się nakładem wydawnictwa SQN, a Głos Kultury objął książkę patronatem medialnym.

Krzyczysz z daleka, kark kładziesz na pień

Umierasz na serce co dzień, 

bo już nie wydarzy się nic 

Tylko myśl się ochładza o myśl

Koniec Świata, Durny

 

Chcemy czegoś więcej. Nie wszyscy, bo i od tej reguły są wyjątki, ale panicznie boimy się, że to, co mamy, co jest teraz, to już wszystko. Że nie wydarzy się już nic więcej. I takich ludzi w Bagnie Przemka Rudzkiego jest wielu. Zbyt rzadko dociera do nich (do nas) świadomość, że ta myśl, ta obawa nie dodaje nam skrzydeł  –  wręcz przeciwnie. Dlatego chcemy uciekać  –  bo to, co mamy, nie może nam wystarczać. To by oznaczało porażkę, poddanie się, koniec. Bagno zamieszkują ludzie tak różni, jak różnych mijamy codziennie na ulicy. Autor stworzył dom dla lekarza, który żyje w zupełnie innym świecie niż ten, który znamy; dla nastolatki, która po prostu chce się cieszyć życiem i miłością najbliższych; dla innej, która pragnie lajków i followersów, a która zapomina, że zarówno za zdjęciem znanego piłkarza, jak i za szarą głową kryje się (to słowo aż nadto pasuje) taki sam jak ona człowiek; dla kobiety, która postanowiła raz na zawsze uciec od tych, którzy odwracali głowy; dla ojca i syna, którzy nigdy nie dowiedzą się, jak bardzo się rozminęli; dla piłkarza, który popełnił błąd; dla dziennikarza, który zyskał i stracił wszystko, ze swojego bagna czyniąc początek i być może koniec wędrówki; dla chłopca, który dopiero w Bagnie poczuł, że żyje; dla mężczyzny, który całe życie spędził, grzejąc ławkę. Każdy z bohaterów od czegoś lub przed czymś ucieka. Niektórzy uciekają od ciągłego uciekania. Inni nawet nie zauważają, że uciekają. Bagno też nie zawsze da się rozpoznać. Gdyby tak było, przechodzilibyśmy przez część życia w kaloszach.

 

Zginęła w niepokoju wielkich miast

Osnuta huraganem durnych spraw

Maleńka tajemnica bycia w ciszy lub po prostu bycia

Coma, Pierwsze wyjście z mroku

 

Przemek Rudzki już powieścią Futbol i cała reszta dał się poznać jako empatyczny i spostrzegawczy, pełen cierpliwości obserwator  –  ludzi, ich zachowań, zgiełku, który tworzą, i jednostek, którymi udaje im się ostatecznie pozostać. W Bagnie jeszcze dokładniej rozkłada na czynniki pierwsze ludzkie lęki, niedoskonałości, pragnienia i nadzieje. W swoich opowiadaniach krąży wokół sedna, przybliża się i oddala, finalnie jednak to czytelnikowi zostawiając ostateczną  –  może nie tyle interpretację, ile myśl. Nie zostawia nas z nią, lecz daje nam okazję do tego, by ją pochwycić, przypatrzeć się jej, sięgnąć po celowo wystające niteczki, z których snuje się kolejna i kolejna, i kolejna opowieść. Autor (być może z pewną premedytacją) rzuca nas na początek w bylejakość małych miasteczek, nieciekawych wiosek, w których nigdy nic się nie dzieje. W których „sukces” i „spełnienie” to słowa w krzyżówce  –  te z boku, podane dla ułatwienia, których znaczenia mamy prawa nie znać. Bagno to pozbawiona perspektyw wioska, z której każdy chce uciekać. Bagno to peryferia, o których zapomniano. Bagno to te wszystkie szpetne, godne pożałowania mieściny z jednym sklepem i jednym przystankiem, w których głośniej ćwierkają prawdziwe ptaki. I to się potwierdza, kiedy Bagno zostaje skontrastowane ze światłami wielkich miast  –  dających nadzieję, perspektywy, sukces. Bohaterowie uciekają więc ku światłu –  niczym maleńkie, ledwie wyklute żółwie kierowane oślepiającym blaskiem księżyca. Ale tak jak one nierzadko mylą ten blask z ułudą, jaką dają neony i chwytliwe reklamy. Potem, w wielkim mieście, niewiele ostatecznie różniącym się od Bagna, zapominają o tym, co najważniejsze. Zapominają być i czerpać z tego przyjemność. Są, by nie przestać istnieć. Są, by spełniać marzenia, które teraz wydają się obce i jakby nie ich.

 

Niby mamy podobnie, niby tak samo źle 

Lecz im jakoś wygodniej, jakby troszeczkę lżej 

Niby mamy podobnie, wszędzie taki sam syf 

Ale jakby w komforcie, u nich trochę mniej wyrw

Cała Góra Barwinków, Szmerc

 

Jednak z każdym kolejnym opowiadaniem dostrzegamy, że to nie zawieszone w czasie i przestrzeni wioski są tytułowym Bagnem, które skłania do tytułowej ucieczki. W tym samym czasie dociera do nas także, że tym mokrym, wiecznie wilgotnym, nieprzyjemnym terenem nie jest również wielkie miasto, światowe życie, początkowo życiodajny zgiełk. Tytułowym Bagnem jest wszystko to, co dookoła. To, co nas oblepia. To, co każe nam zwalać winę na wielko- i małomiasteczkowość. To może być wiele rzeczy i spraw. Nierzadko jest to  –   lub stanowi swój podmokły fundament  –  ta szaleńcza i tylko czasami mająca pokrycie w rzeczywistości myśl, że inni, gdzieś tam, gdziekolwiek, mają lepiej od nas. Że gdzieś tam, za siódmą górą lub choćby śląską hałdą czeka nas coś lepszego. Bohaterowie Bagna zazwyczaj wierzą, że coś lepszego czeka na nich poza nimi. Za czymś, po czymś, z dala od czegoś  –  nie tutaj, nie teraz. 

 

Czasami lepiej jest spać

W cieniu ogrodu dzikich traw

We śnie budować nowy świat 

Czasami lepiej spać

Czasami lepiej spać 

Czasami lepiej

Farben Lehre, Rozkołysanka

 

Bohaterowie Przemka Rudzkiego to w dużej mierze ludzie pełni smutku i lęków, niepogodzeni ze sobą i ze światem. Czasami przegrani (przynajmniej we własnych oczach). Cierpiący na poważną chorobę duszy, której wbrew pozorom wcale nie spowodowało Bagno. Niektórzy z nich najchętniej zostawiliby za sobą cały świat, zamknęli oczy i odpłynęli w sen, bo tylko on przynosi ukojenie. Każdy z nich opisany jest z troską i cierpliwością. Podczas lektury obce nam jest wrażenie, jakoby autor któreś opowiadanie lub którąś postać upodobał sobie bardziej. Autor zapełnił swoje opowiadania ludźmi z krwi i kości, bardzo prawdziwymi, bardzo wiarygodnymi. Nie przesadza, nie szarżuje  –  wie, że wielkich przegranych i wielkich wygranych tworzą często małe rzeczy, drobne sprawy, ledwo zauważalne sploty zdarzeń. Zwykłe życie  –  to ono nas przygniata albo wynosi na piedestał. Dlatego w książce Rudzkiego tak łatwo się przejrzeć  –  tafla Bagna wcale nie zniekształca odbijanego obrazu, wręcz przeciwnie.

 

Zawsze się liczy gra głową i swego rodzaju wyskok

Choć inny jest cel, inny sędzia i niewymiarowe boisko

Jacek Podsiadło, Kadra na mecz z Francją została już powołana

 

Trudno, żeby było inaczej. Czy ktoś w ogóle miał nadzieję, że będzie inaczej, czy ktoś tego chciał? A, i klub piłkarski przecież musi być. Nie chce wyjść inaczej. Piłka nożna co prawda nie stanowi głównej tematyki czternastu opowiadań, nie jest również dla nich żadną podwaliną, ale nie da się ukryć, że drzemie w zasadzie w każdej historii  –  będąc dla niej tłem lub stanowiąc pewną wzmiankę. Ale jest, pokazuje się, daje o sobie znać, łączy w pewien sposób kolejne historie. Czyni to z Bagna publikację jeszcze bardziej przemyślaną, jeszcze bardziej ludzką, jeszcze mocniej osadzoną w realiach, które charakteryzują się tym, że jednym się udało, a drugim nie. Futbol jest w Bagnie zarówno ucieczką, jak i przyczyną problemów. Dyscypliną, która wywraca życie do góry nogami, oślepiając blaskiem sukcesu, jak i z pozoru błahą kopaniną na prowizorycznym boisku, która czyni wakacje pewnego chłopca najlepszym czasem w życiu. Piłka jest u Przemka Rudzkiego dokładnie tym, czym jest poza Bagnem. Może być wszystkim i niczym. Spaja jednak bardzo mądrze i przemyślanie kolejne opowiadania, które zdają się podawać sobie futbolówkę spokojnie i precyzyjnie, przekazując jednocześnie narrację dalej, ku następnej  –  każdorazowo ciekawej, choć nierzadko przygnębiającej  –  historii.

 

w moim mieście

ulic wstęgi zapętlone

twoja z moją w jedną stronę

Leniwiec, Moje miasto

 

I na tym Rudzki mógłby skończyć  –  na subtelnym połączeniu kolejnych opowiadań przewijającą się gdzieś w tle piłką. Bez względu na tematykę, na rytm opowieści, na clue historii  –  byłby ten wspólny punkt zaczepienia, ten widoczny nawet dla kogoś, kto nie zagłębi się w problematykę, w ludzki smutek i nadzieję wyzierające z tych krótkich form literackich. Jednak autor Futbolu i całej reszty sięga po jeszcze jedną tajną broń, po coś, na co, czytając zbiór opowiadań, zawsze po cichu liczę. Autor kilkukrotnie, subtelnie, z pomysłem i inteligencją, ale nienachalnie daje do zrozumienia, że wszystkie bagienne historie mają miejsce w jednym uniwersum. Zarówno Syn, jak i Ćwierk, a także Pokój na końcu korytarza czy Wieloryb  –  wszystkie te oraz niewymienione z tytułu opowiadania dzieją się w jednym świecie (choć nie czasie), w dodatku dobrze nam znanym. Za pomocą drobnych wzmianek Przemek Rudzki nie pozostawia swojemu czytelnikowi wątpliwości co do tego, że Bagno, wszystkie czternaście Bagien, a nawet Prolog, toczą się w naszym świecie. Czasami będzie to rzucony w formie wzmianki tytuł filmu (jak w opowiadaniu Toast), innym razem bezpośrednie nawiązanie do sytuacji na świecie, do tego, co ostatnimi laty tak bardzo go trawiło (New World Order). Dzięki temu opowiadania i ludzie łapiący w nich oddech stają się jeszcze prawdziwsi, jeszcze bardziej ulepieni z tej samej gliny, co my. A przecież jeszcze przed tymi wzmiankami tak łatwo było nam się z nimi utożsamić. Odnaleźć się w tych opowieściach  –  czasami całkowicie, czasami tylko szczątkowo. Teraz nie mamy wątpliwości  –  to opowieści o nas. O ludziach z Polski, z Wrocławia, Czeladzi, Gdańska, Częstochowy, Szczecina, Rudy Śląskiej. O ludziach ze świata. Ludziach z Bagien.

 

W oczach w twych ta sama pustka co ja

Mokre zarośla i mgła

Samotni jak przy drodze znicz

Zmęczeni padnięci na pysk

Koniec Świata, Durny

 

Bagno to wreszcie bardzo szczera i osobista opowieść. Owszem  –  o różnych ludziach, o ich problemach mniej lub bardziej zmyślonych (co nie zawsze znaczy, że nieistniejących), jednak dwa ostatnie opowiadania  –  BagnoListy w butelce. 11 A Boston Road  –  to fragmenty wyjątkowe i musiały być wyjątkowo trudne do podzielenia się nimi. Do obnażenia. A jednak to właśnie tym nierzadko charakteryzują się najlepsze książki  –  bo czytelnicy liczą na szczerość tak samo, jak później, w pierwszych recenzjach szukają jej autorzy. Te dwa ostatnie opowiadania są inne od reszty, czuć w nich pewien rodzaj pogodzenia się, opowieści, która musiała wypłynąć. Listy w butelce to autentyczne zapiski z pamiętnika Przemka Rudzkiego, Bagno to opowieść, którą po części mogli usłyszeć już widzowie i słuchacze tego odcinka Hejt Parku na Kanale Sportowym. Te dwa ostatnie punkty czynią publikację wyjątkową. 

Ale nie tylko one. Bagno. Czternaście historii o ucieczce to pamiętnik, zapiski z obserwacji i kawał dobrej literatury. To historie, które dzieją się obok nas każdego dnia, a czasami dzieją się w nas. Wszyscy jesteśmy ludźmi z Bagien. Wszyscy grzęźniemy w błocie lub obrzucamy nim innych. Najnowsza książka Przemka Rudzkiego porusza wiele ważnych tematów, które często przez to, że dokuczają nam na co dzień, stają się dla nas miałkie, nieistotne, niewarte opowieści. Ale Rudzki udowadnia, że jest inaczej. Opowieści o wielkim smutku, zdradzie, o stracie, kilku szczęśliwych dniach, hejcie w Internecie, o straconych szansach, o odkupieniu win, o skreśleniu przez społeczność, o łatwości w wydawaniu wyroków (w tej dziedzinie mamy złoty medal), o wspomnieniach, o starości, o godności i walce o nią, o byciu w cieniu i o świecie, który zmienia się na naszych oczach  –  wszystkie chwytają w jakiś sposób za serce i zapadają w pamięć. Są nam bliskie, bo są naturalne, życiowe; zwykłe, choć niezwykłe. Rudzki z nijakiej rzeczywistości, która komuś innemu wydawałaby się niegodna opowieści, kształtuje historie, które pulsują, tętnią i tak po ludzku nas obchodzą. W dodatku różnią się one stylem, sposobem narracji, stylistycznie nie są nudne i powtarzalne. Czuć w nich doskonale jednego autora, jeden warsztat, jedno pióro, ale nie ma tu miejsca na jednostajność, stagnację. Kolejne opowiadania płynnie i gładko przechodzą z jednego w drugie, ale nie stapiają się ze sobą, nie tworzą wielkiej, niestrawnej guli. Są osobnościami zgrabnie i mądrze połączonymi w zbiór. Rudzki wie także, kiedy postawić kropkę, kiedy skończyć – czasami zasiewając w czytelniku niepokój, czasem zaskakując go, a czasem domykając historię zwyczajnie, ale w jedyny możliwy dla niej, naturalny sposób. Kończąc Bagno, raczej obce powinno nam być uczucie niedosytu, niedokończonej historii jakie – przynajmniej w moim przypadku – często towarzyszy lekturze opowiadań. 

Ludzie wiją się jak glisty.

Jest w tym urok nieodparty

Obserwować glist tych twisty

Obserwować męczarnie.

Piotr Rogucki, Wizja dźwięku

 

Bagno to lapidarne historie o tym, jak różni ludzie radzą sobie z różnymi problemami. Jak te ich przygniatają bądź jak bohaterowie się spod nich wygrzebują. To opowieści o ludziach zagubionych, którym nie wiadomo kiedy twardy, ubity grunt pod nogami zaczął topić się i osuwać rozmokłym Bagnem. Znajdziemy tu nielicznych szczęśliwców. Ale ich historie to również tylko urywki, a chwile szczęśliwości dziwnym trafem często przypisane są tym najmłodszym, którzy nawet z błota potrafią ukulać szczęście. Te historie się chłonie, a fakt, że w kilku miejscach splatają się one, tworząc swoje własne uniwersum, sprawia, że czytelnik jeszcze mocniej do nich przywiera, wierzy im i ufa. Bohaterowie stają się na chwilę nami, a my bohaterami. Wijemy się razem z nimi. Przemkowi Rudzkiemu udało się coś bardzo trudnego  –  bardzo osobistą opowieść uczynił jednocześnie bardzo uniwersalną, trafiającą w punkt, mogącą (głęboko w to wierzę) poruszyć zarówno tkwiącego w Bagnie, jak i tego, który już dawno się z niego wygrzebał. Także tych, którzy – jakimś cudem – o Bagnie jedynie słyszeli.

Bagno to bez wątpienia wartościowa, mądra, zaskakująca i poruszająca lektura. To też czytelnicza przygoda i przyjemność, bo od lektury trudno się oderwać, choć nie stanowi jednej, ciągłej fabuły. Chcemy wiedzieć, jakie Bagno chlupocze na kolejnej stronie, w kolejnym opowiadaniu. Włodzimierz Baran nie miał racji. Nie chce wyjść inaczej.

bagno

bagno

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.