Śmieszno i straszno – „Beholder 2” [recenzja]

Wydany w 2017 roku Beholder przyciągał ciekawym stylem graficznym i niecodzienną tematyką fikcyjnego, totalitarnego państwa lat 80., wzorowanego mocno na sowieckiej Rosji, w którym wcielaliśmy się w zarządcę kamienicy, który bardziej od dbania o budynek i lokatorów, zajmował się ich śledzeniem i inwigilowaniem. Gra zebrała niezwykle dobre recenzje, a odpowiedzialne za nią syberyjskie (!) studio Warm Lamp Games postanowiło wypuścić drugą część. Tym razem zmienił się mocno schemat rozgrywki, który przypomina klasyczne przygodówki point-and-click (choć nie jest to jedyny trop), a bohaterem został pracownik wielkiego ministerstwa – serca aparatu państwa, gdzie decyduje się niemal o wszystkim i tylko od urzędników zależy, czy przychodzący z prośbą interesant zostanie wysłuchany, czy rozstrzelany. Chwała wielkiemu – oczywiście obowiązkowo wąsatemu – wodzowi!


Nawet jeśli produkcja Warm Lamp Games różni się od pierwszej części pod względem rozgrywki, oprawa audiowizualna od razu jasno mówi nam, że mamy do czynienia z kontynuacją Beholdera. Cały świat gry jest szary i ponury, a ludzie przedstawieni są jako czarno-białe, groteskowe postacie bez ust. Gra nie posiada czytanych dialogów, zamiast tego każdy bohater wydaje charakterystyczny dla siebie niezrozumiały zlepek słów (jeśli graliście w Magicke, wiecie, o czym mówię), który jednak zaskakująco dobrze potrafi oddać charakter danej postaci i jej nastawienie do nas. Gra posiada teraz obiekty 3d, ale poruszamy się po niej, jak po środowisku 2d. Boholder 2 prezentuje się niezwykle unikatowo i oprawa, która wpisuje się świetnie w klimat i świat przedstawiony gry, jest jedną z jej najmocniejszych stron.

W grze wcielamy się w postać Evana Redgrave’a, który zaczyna pracę w rządowym ministerstwie, aby rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci swojego ojca, który zajmował tam wysokie stanowisko i brał udział w tajnym projekcie. Zaczynając od najniższego szczebla, Evan musi awansować na kolejne piętra, by dotrzeć do prawdy. Beholder 2 stanowi ciekawy miks niemal klasycznej przygodówki i czegoś bardzo w stylu Papers, Please. Rozgrywka dzieli się na kolejne dni, w których kolejno idziemy do pracy, (wykonując zadania dla poszczególnych postaci, prowadząc dialogi, by dowiedzieć się więcej o współpracownikach i móc wykorzystać tę wiedzę, by osiągnąć awans lub im pomóc; wykonujemy również swoje obowiązki służbowe), a następnie wracamy do domu, by resztkę wolnego dnia wykorzystać na opłacenie rachunków, przeczytanie książek, mogących nauczyć nas nowych umiejętności, i wykonanie telefonów, jeśli tego wymaga jakieś zadanie. Podział na dni ma związek z tym, że jednym z trzech zasobów, jakimi musimy zarządzać, jest czas. Przeszukanie szafy z aktami, włamanie się do czyjegoś komputera, przeczytanie fragmentu książki czy wreszcie obsłużenie interesanta przy okienku – wszystko to wymaga od nas konkretnej ilości czasu, którego mamy ograniczoną ilość. Kolejnymi zasobami są pieniądze i autorytet. Te pierwsze głównie zarabiamy, po prostu pracując, o czym za moment, natomiast autorytet zyskujemy, dowiadując się nowych informacji o innych pracownikach ministerstwa i wykonując powierzone nam zadania. Pieniądze potrzebne są nam głównie do płacenia rachunków, a uwierzcie mi, dostawać ich będziecie całą masę – opłata za telewizję, dozorcę, mieszkanie, prąd, ale też obowiązkowe datki na żołnierzy, premię dla zarządcy budynku czy inne absurdalne ściąganie ciężko zarobionej waluty. Autorytet zaś jest nam niezbędny, by dostawać awans na kolejne piętra ministerstwa. To pewien schemat – na każdym poziomie mamy trzech głównych współpracowników, których w jakiś sposób musimy „wyeliminować” z wyścigu o awans. Jest też szef danego piętra, co jeden, to gorszy.

Użyłem wcześniej sformułowania „ciężko zarobiona waluta” i nie było to przypadkowe. Oprócz popychania fabuły do przodu musimy również pracować, obsługując w okienku interesantów przychodzących do ministerstwa z najróżniejszymi problemami. Tutaj właśnie Beholder 2 zamienia się w coś, co bardzo mocno przypomina pracę celnika w Papers, Please. Pierwsza praca polega na wysłuchaniu obywatela i odpowiednim sklasyfikowaniu jego problemu – wybieramy więc, czy przyszedł do nas z informacją, prośbą, skargą czy donosem. Potem wybieramy dział, jakiego dotyczy sprawa, od ministerstwa patriotyzmu, poprzez ministerstwo pracy, opieki społecznej aż po ministerstwo kultury i sportu. Na koniec zostaje nam dopasowanie pokoju, który akurat w danym dniu obsługuje takie sprawy. Przy pracy w okienku najbardziej ujawnia się ten absurdalny, totalitarny klimat gry – interesanci donoszą na sąsiadów, którzy nie wywiesili narodowej flagi, skarżą się na brak podstawowych praw pracowników, czy próbują dowiedzieć się o losie męża, zabranego przez policję. Czarny humor leje się tutaj wiadrami, a słowa interesantów na zmianę śmieszą i przerażają. Najbardziej utkwiła mi w głowie sprawa kobiety, która zażądała aresztowania swojej sąsiadki, ponieważ ta nie chodzi na patriotyczne wiece wielbiące wodza, co tłumaczy opieką nad trójką dzieci. Kiedy mój bohater zasugerował, że jest to dość uzasadniona wymówka, ta stwierdziła, że miłość dla wodza jest najważniejsza i jej sąsiadka może przecież oddać dzieci do sierocińca, tak jak zrobiła ona. Ilość różnorodnych tekstów, jakie przygotowali twórcy, naprawdę robi wrażenie. Mimo spędzenia przy pracy sporej ilości czasu tylko kilka razy powtórzyła się ta sama sprawa. Niestety – właśnie zabawa w zarabianie w Beholderze 2 po jakimś czasie naprawdę zamienia się w pracę. Jest ciekawa, ale wymaga uwagi i często długo musiałem myśleć, do którego ministerstwa powinienem odesłać sprawę. A trzeba poświęcić jej codziennie sporo czasu, bo gra jest bardzo nieprzewidywalna, jeśli chodzi o wydatki. Nowe rachunki dostajemy praktycznie codziennie, opiewają one na różną kwotę i trudno przewidzieć, ile musimy zarobić, żeby nie zostać na lodzie. Do tego dochodzą wydatki w zadaniach takich jak kupno jakiegoś przedmiotu czy przekupienie kogoś, by otrzymać wymagany dostęp lub informację. Wkurzające było, kiedy fabuła robiła się ciekawa i już chciałem lecieć do domu, by następnego dnia zobaczyć, co będzie dalej, ale uświadamiałem sobie, że znowu mam za mało pieniędzy i bezpieczniej by było, gdybym pozostały czas pracy spędził w okienku. Po awansie na inne piętro profil pracy nieco się zmienia, ale nadal uważam, że gra zmusza gracza do poświęcenia tej aktywności zbyt wiele czasu.

Piszę to również dlatego, że fabuła w Beholderze 2 naprawdę może zaciekawić. Świetnie napisane są postacie, każda z nich ma jakieś sekrety, słabości lub marzenia, które możemy wykorzystać. Nie ma tutaj systemu moralności, ale oczywiście możemy starać się być tym dobrym i pomocnym. Należy jednak być ostrożnym, bo to, że chcemy komuś pomóc, może odnieść zupełnie odwrotny skutek. Tutaj Beholder 2 bawi się mocno oczekiwaniami gracza i potrafi zaskoczyć. Ach, i ta bądź co bądź, mocno rysunkowa oprawa graficzna i wszechobecny humor nie oznaczają, że w grze nie zobaczymy mocnych i szokujących scen – to naprawdę jest totalitarne państwo, niezbyt przejmujące się losem swoich obywateli. Muszę się jednak przyczepić, że o ile faktycznie gra w większości przypadków daje wybór i możemy zachować się w porządku, ja zaraz na początku naciąłem się i odmówiłem wykonania zadania upokorzenia jednego z pracowników, licząc, że owszem, stracę niby sporo autorytetu, ale jednak ten doceni moją życzliwość. Niestety nie tylko nic takiego się nie stało, ale i do końca rozgrywki na pierwszym piętrze ministerstwa brak autorytetu za tę misję dawał mi się we znaki, zmuszając mnie ostatecznie do podjęcia bardzo moralnie złej decyzji, bo miałem zwyczajnie nóż na gardle i brak wyboru, by rozwiązać to inaczej. Plus stracony autorytet musiałem zdobyć, siedząc w okienku kilka dobrych dni. Na szczęście była to tylko pojedyncza sytuacja i przy kilku innych, w których również czułem się oszukany, po jakimś czasie moja uczciwość została nagrodzona.

Pierwszy raz w Beholdera 2 miałem okazję zagrać na kilka dni przed pojawieniem się polskich napisów, więc tym bardziej doceniam świetną pracę Techlandu przy lokalizacji tytułu. Tekstu jest tu naprawdę sporo, nie tylko przy pracy w okienku, ale również dlatego, że gra przez swój niezależny charakter toczy się tylko w kilku lokacjach i kiedy ze swojego domu musimy iść w jakieś miejsce, wykonując zadanie, wzorem starych RPG, zamiast lokacji pojawia się długi opis, co widzi nasza postać.

Beholder 2 to tytuł bardzo ciekawy. Miks klasycznej przygodówki z symulacją urzędnika totalitarnego państwa. Sugestywny wizualnie, zaskakujący i czasem szokujący w sferze fabularnej, nieco się dłużący i pewnie nie dla każdego, ale jednak w mojej opinii warty sprawdzenia. Oby nigdy nie przyszło nam żyć w państwie wykreowanym przez twórców, bo pomimo jego absurdów, ich wizja nie wzięła się przecież z powietrza.

Fot.: Warm Lamp Games, własne

                                                   Za możliwość przetestowania gry dziękujemy wydawcy


Przeczytaj także:

Recenzja gry Hexologic

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Norek

Z wykształcenia polonista. Zapalony gracz. Miłośnik rzemieślniczego piwa i nierzemieślniczej sztuki. Muzyczny poligamista.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.