Berlin w komiksie – Arne Jysch – „Złoty Berlin” [recenzja]

“Złoty Berlin” to drugi komiks Arnego Jyscha i jednocześnie pierwszy, który znalazł się na liście bestsellerów kryminalnych powieści graficznych. Miasto Berlin od lat za nim chodziło. W 2006 r. miał nawet szkic własnego komiksu, którego akcja dzieje się właśnie tam, ale czytając Śliską sprawę Volkera Kutschera, od razu wiedział, że zamiast tworzyć własną fabułę, powinien się skontaktować z autorem. Był nią zachwycony. Podczas lektury od razu widział obrazy. Staranna kwerenda, koloryt tamtych czasów, świetne charaktery, a dodatkowo ciekawa i obfitująca w zwroty akcji fabuła kryminalna. To był doskonały materiał na kolejną publikację. Wyzwaniem okazało się skondensowanie pięciuset stronicowej powieści do zaledwie dwustu stron. I choć okrojone zostały niektóre postaci lub sceny, zmieniona kolejność niektórych wydarzeń i dodane nowe rzeczy to efekt, który udało się osiągnąć jest imponujący.

„Wyciągnij z powieści ulubione fragmenty i wokół nich zbuduj swoją wersję” – taką radę otrzymał od Volkera Kutschera. Tak też zrobił. Podzielił powieść na części, a później zbudował szkielet fabuły. Niemniej podczas całej pracy nad komiksem Złoty Berlin pozostawał w kontakcie z autorem powieści, który aprobował wszelkie naniesione zmiany. To, co bezwzględnie chciał, by pozostało to: styl pisania, konstelacje bohaterów oraz budowanie fabuły na szablonowych elementach kryminału, do których zaliczyć można: akcję, erotykę i przemoc. Dzięki nim nie tylko lektura staje się bardziej przyjemna, ale co ważniejsze – idealnie wpasowała się w lata 20. XX wieku.

I w ten sposób przenosimy się do Republiki Weimarskiej – końca lat 20. Już po inflacji, ale jeszcze przed kryzysem gospodarczym. Berlin tkwi zanurzony w przemocy, środkach odurzających i seksbiznesie. Coraz bardziej widoczne jest również jego faszystowskie oblicze. Poznajemy go oczami komisarza Gerona Ratha, który zostaje przeniesiony z Kolonii. Poznajemy go w chwili, gdy wysiada z pociągu w Berlinie wiosną 1929 r. Nie jest jednak zadowolony z wydziału obyczajowego, do którego został przydzielony dzięki koneksjom ojca. Nic dziwnego, że gdy przypadkowo wpada na trop tajemniczego morderstwa, traktuje je jako przepustkę do wydziału spraw kryminalnych. Sprawa jest jednak skomplikowana, a zamieszani są w nią zarówno faszyści, jak i bandyci. Stawką w tej grze jest transport rosyjskiego złota. Jak w tych okolicznościach poradzi sobie nasz bohater? Jedno jest pewne – nudno nie będzie.

Grafika, którą stworzył Arne Jysch, zasługuje na pochwałę. Czytelnik może bowiem poczuć się jakby przeniósł się w czasie. A to za sprawą dbałości o każdy szczegół. Począwszy od wystroju mieszkania, a skończywszy na modzie (kapeluszach, ubraniach, fryzurach, brodach) i ruchu ulicznym. Sposób siedzenia, jedzenia czy palenia papierosów także nie jest przypadkowy. Mowa ciała bowiem jest ważnym aspektem przedstawienia lat 20. Efekt ten został osiągnięty dzięki przestudiowaniu stosów albumów ze zdjęciami Berlina w tamtym czasie oraz wizytach w  muzeach (choćby w Muzeum Motoryzacji i Techniki, a także tych zaaranżowanych w mieszkaniach).

Volker Kutscher to niemiecki Stieg Larsson. Jego powieści doczekały się sześciu kontynuacji, gry komputerowej, jak również adaptacji filmowej w formie serialu telewizyjnego pt.: Babylon Berlin. Arne Jysch poszedł tym samym śladem i na podstawie losów Gereona Ratha stworzył niezwykły, retro komiks, po który zdecydowanie warto sięgnąć. To kolejny dobry komiks wydany przez wydawnictwo Marginesy. To, co przykuwa uwagę poza doskonałą fabułą, to grafika. Każdy szczegół został dopracowany. Wszyscy Ci, których historia wciągnęła i chcieliby poznać dalsze losy komisarza Gereona Ratha, muszą uzbroić się w cierpliwość. Powieść graficzna dopiero się tworzy, ale wiadomo, że druga sprawa komisarza Niema śmierć wprowadzi nas do świata filmu lat 30.

Fot. Wydawnictwo Marginesy

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.