błąd systemu

Po której wszyscy inni iść w milczeniu mogą – Nora Fingscheidt – „Błąd systemu” [recenzja]

Zazwyczaj do domów dziecka czy rodzin zastępczych lub placówek pełniących podobne funkcje trafiają osierocone dzieci, którymi dalsza rodzina nie może lub nie chce się zająć, albo dzieci, których rodzicom odebrano z różnych powodów prawa rodzicielskie. Nieczęsto jednak zdarza się sytuacja, w której ojciec bądź matka sami decydują o oddaniu pociechy, tłumacząc swoją decyzję tym, że nie potrafią zająć się tak trudnym dzieckiem. Takim przypadkiem okazała się dla swojej matki dziewięcioletnia Benni, która z tego powodu tuła się od jednej placówki do drugiej, od jednej rodziny zastępczej do kolejnej. O tej tragicznej historii opowiada niemiecki kandydat do Oscara (ostatecznie nie znalazł się na liście nominowanych) – film Błąd systemu, który już jutro (24 stycznia) wchodzi na ekrany polskich kin za sprawą Aurora Films, a Głos Kultury objął go patronatem medialnym.


Benni wygląda uroczo zwłaszcza, kiedy ubrana jest na różowo, a ten kolor towarzyszy jej dość często. Duże, jasne oczy, słodka buzia, bardzo jasne blond włosy. Anioł, nie dziewczynka. Do czasu jednak aż się odezwie lub chociaż ruszy z miejsca. Dziewięciolatka bowiem to typowy przykład na to, jak można łatwo dać się zwieść pozorom. Jednak w jej przypadku, w tym niezwykle mocnym kontraście między wyglądem a zachowaniem, między słodką buzią a wulgarnym językiem – nie ma nic zabawnego ani uroczego. Ponieważ zachowanie Benni jest nie tylko groźne dla otoczenia i dla niej samej, ale przede wszystkim jest sygnałem, że gdzieś po drodze coś poszło nie tak. Benni cała jest jednym wielkim i donośnym krzykiem o pomoc. I ludzie, których dziewczynka spotyka na swojej drodze, starają się jej tę pomoc oferować – niestety za każdym razem próba „uratowania” dziewczynki kończy się fiaskiem. Oczywiście, zazwyczaj doprowadza do tego sama Benni, ale czy można winić dziewięciolatkę, dziecko jeszcze, które nie wie, co robi, i które jeszcze w całkowitym stopniu nie odróżnia dobra od zła i nie zawsze jest w stanie przewidzieć konsekwencje swoich czynów? A w zasadzie bardzo rzadko… To, że przez długi czas najprawdopodobniej nie miał kto jej tego wytłumaczyć, jest już odrębną sprawą… Nie o niej opowiada jednak Błąd systemu.

Błąd systemu większości rzeczy każe nam się domyślać. I to świetnie świadczy o filmie, bo nie ma nic gorszego w tego typu produkcjach niż podawanie wszystkiego na tacy, a wręcz walenie przysłowiowym obuchem w łeb i tłumaczenie, co jest czarne, co białe, kto jaką ma przeszłość i jakie motywacje kimś kierowały.

 

O fatalnych skutkach takiego postępowania w odbiorze filmu pisał Mateusz przy okazji recenzji Jokera.


Niemiecka produkcja na szczęście nierzadko pozostawia nas z naszymi własnymi domysłami. Nie wiemy na przykład, kiedy i dlaczego (konkretnie) matka Benni postanowiła oddać córkę pod opiekę obcych ludzi. Domyślamy się jednak, że wychowywanie agresywnej i nieradzącej sobie z emocjami dziewczynki było ponad siły kobiety (która ma jeszcze dwójkę młodszych – syna i córkę), jednocześnie jednak jesteśmy niemal pewni, że mamy tu do czynienia z historią z cyklu i koło się zamyka, bo zachowanie Benni na pewno miało wpływ na nieporadność jej matki i ostateczną decyzję o oddaniu córki, jednak możemy tylko domyślać się, w jakim stopniu zachowanie pani Klaaß wpłynęło na córkę i to, jaką osobą się stała i jakie ma problemy. A wpływ ten z pewnością był niemały.

Kiedy placówka, do której prędzej czy później trafia bohaterka, po kolejnym odesłaniu jej z rodziny zastępczej lub innego domu dziecka, nie ma już pojęcia, co zrobić z wychowanką, jak na nią wpłynąć i jak nią pokierować, pojawia się osoba, która może okazać się wybawieniem. Misha, nowy opiekun Benni, przydzielony do odprowadzania dziewczynki do szkoły, do której ta za nic w świecie nie chce chodzić, a także czasami do towarzyszenia jej na lekcji, zdaje się mieć dobry wpływ na dziewczynkę. Szybko nawiązują nić porozumienia, a blondynka przywiązuje się do mężczyzny. Jeśli chodzi o osobę Mishy, również wiele pozostaje w sferze domysłów. Niemal pewne staje się dla widza, że bohater ten nie tylko niejednokrotnie pracował już z „trudnymi” przypadkami, ale także to, że sam nie raz zmagał się z silną potrzebą agresji i niekontrolowanymi emocjami. Na szczęście jednak, za co chwała twórcom, oszczędzone zostają nam jakiekolwiek retrospekcje czy łzawe wyznania, a domysły pozostają domysłami. Takie postawienie sprawy wiąże się między innymi z tym, że jasno i dobitnie zostaje zaznaczone przez reżysera: to Benni jest w tej historii najważniejsza. Błąd systemu to opowieść o niej i o jej problemach. To na niej należy się skupić. I tak też robimy.

Dziewięciolatka jest pełna buntu i agresji. Wszystko, co idzie nie po jej myśli, próbuje rozwiązać krzykiem, przemocą, a także samookaleczeniem się. I nie chodzi tu o niewinne tupanie nóżką w sklepie czy krzyk przed kąpielą, nie. Benni potrafi wyrządzić realną, zagrażającą zdrowiu i życiu krzywdę – zarówno sobie, jak i innym. Krzyczy, wyzywa, przeklina, pluje, gryzie, bije z całą siłą, uderza głową w szybę, wrzeszczy, ucieka, naśmiewa się z kalectwa, kradnie, rzuca kamieniami… To tylko urywek tego, co zobaczymy w filmie. W pewnym momencie widz sam zaczyna się bać o to, kiedy Benni zrobi coś, po czym już nikt nie tylko nie będzie w stanie, ale – co gorsza -– nie będzie chciał jej pomóc. A jednak nie odwracamy głowy z odrazą i niechęcią. Nie pałamy do Benni antypatią, nie winimy jej za jej zachowanie. Od samego niemal początku jasne dla widza jest jedno – krzyk i agresja to sposób Benni na to, by ktoś zwrócił na nią uwagę. Sposób Benni, by ją zauważono, by wzięto ją pod uwagę w razie, gdyby gdzieś nieopodal rozdawali miłość. To sposób Benni, by poradzić sobie z sytuacją, kiedy jedyne, czego pragnie, to powrót do matki, którą darzy tak silnym uczuciem, jakim potrafi darzyć dziecko swojego rodzica, w którego jest wpatrzone jak w obrazek. Choćby nie wiem co. To sposób Benni na to, by domagać się stabilizacji. A stabilizacja to, obok miłości, druga wartość, której dziewczynka potrzebuje najbardziej. Przenoszona z miejsca na miejsce nie ma jak ani gdzie zapuścić korzeni. W dodatku czuje się gorsza od swojego rodzeństwa, bo przecież oni mogą mieszkać z matką… Dziewczynka gubi się w świecie własnej agresji, którą kieruje naprzemiennie – raz na tych, którzy chcą jej pomóc, innym razem na siebie. Nie wie, że jest to swoisty błąd systemu.

Aktorsko dźwiga ten film młodziutka Helena Zengel, która w roli rozkrzyczanej i rozedrganej emocjonalnie Benni wypada aż niepokojąco dobrze i wiarygodnie. Aktorka została już wyróżniona za tę rolę nominacją do Europejskiej Nagrody Filmowej. Pochwały słyszane z różnych stron nie są na wyrost, tym bardziej że dwunastoletnia aktorka nie odgrywa wyłącznie scen krzyku i agresji, ale wręcz żongluje nimi na przemian z ogromną radością i zachwytem. Helenie Zengel przyszło bowiem zagrać dziewczynkę, którą od tańca szczęścia do wybuchu złości dzielą milimetry – i tak w zasadzie cały czas. Jak trudna to musi być codzienność, zwłaszcza dla tak młodego człowieka? Bardzo dobrze spisał się wcielający się w Mishę Albrecht Schuch, który wiarygodnie odegrał rolę mężczyzny, który w pewnym momencie zaczyna się angażować za bardzo, dźwigając jednocześnie swój własny, pozostający w sferze domysłów widza, bagaż doświadczeń. Podobała mi się także to, jak swoją postać wykreowała Lisa Hagmeister, która wcieliła się w Biancę Klaaß. Matka Benni jest w jej wykonaniu bohaterką bardzo silnie działającą na emocje widza. Z początku wręcz współczujemy jej tego, że nie jest w stanie poradzić sobie z wychowaniem własnej córki, później jednak zaczynamy dostrzegać jej słabości, a w jej decyzji upatrywać wygody i tchórzostwa, na jakie matka nie powinna sobie pozwolić. Ostatecznie jednak mamy do niej ambiwalentny stosunek, nie potrafiąc jednoznacznie jej ocenić – znienawidzić lub usprawiedliwić. 

W podobnym tonie zresztą utrzymany jest cały Błąd systemu. Na żadnej płaszczyźnie nie jest to film czarno-biały, który wskazywać miałby winnych i hołubić dobroczyńców. Ofiara jest tu w zasadzie jedna i jest nią oczywiście Benni. Kim jednak są jej oprawcy? Czyją ofiarą pada dziewczynka? Na to pytanie chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć i myślę, że właśnie o tym, że to pytanie rodzi się i umiera bez odpowiedzi, opowiada dzieło Nory Fingscheidt. Pracownicy kolejnych placówek i opiekunowie tymczasowi Benni nie są może wszyscy aniołami, ale wielu z nich oddaje swoje serce dziewczynce, starając się jej pomóc i w jakiś sposób przywiązując się do niej. Nie są to źli, bezduszni urzędnicy, jak można było przypuszczać, rozpoczynając seans. Wielu z nich naprawdę się stara, wykraczając nawet poza swoje obowiązki. Jednak każdy plan, każde kolejne posunięcie okazuje się niewypałem, sytuacją prowadzącą do kolejnego wybuchu, kolejnego ataku, kolejnej złości. Nikt nie jest bowiem w stanie dać dziewczynce najważniejszego – stabilizacji. Ilekroć zdąży się do kogoś przywiązać, zostaje odesłana. A Benni  pragnie tylko miłości. Najlepiej tej, jakiej nie potrafi w pełni dać jej matka.


Błąd systemu to film, w którym większość problemów zostaje wykrzyczana. W dodatku agresja dziewięciolatki zostaje skontrastowana z różowym kolorem – ostrym, rażącym, momentami wręcz niebezpiecznym, a jednak tak mocno kojarzącym się z niewinnością i dziecinnością. Ale taka jest Benni – dziecko przecież jeszcze, ale z takimi samymi, jeśli nie większymi potrzebami miłości i akceptacji jak dorośli. Dziecko przecież jeszcze, a mogące wyrządzić realną krzywdę, pełne niekontrolowanej, niepohamowanej złości. Dziecko, ale otoczone przez świat dorosłych, którzy przecież powinni jej pomóc – ale nie potrafią.

Tytuł filmu można interpretować na różne sposoby. Opis mówi nam, że dzieci takie jak Benni nazywane są łamaczami systemu. Błąd polega na tym, że  system nie umie sobie z nimi poradzić, nie znajduje odpowiedzi, nie rozpoznaje komendy. Jednak również to, co dzieje się w Benni, to, z czym dziewczynka się zmaga, można nazwać błędem systemu. Błędem jej dziecięcego mózgu, który jako wrogów wykrywa tych, którzy chcą jej pomóc. Błędem, który sprawia, że nie ma żadnych granic agresji i złości.


Niemiecka produkcja to film, który z całą siłą uderza w widza. Wwierca się w głowę, w uszy, w serce. Pozostawia po sobie ślad, bo takie historie po prostu muszą poruszać. Nie da się przejść obok nich obojętnie. Gdyby film dzielił świat na dobro i zło, nie wywoływałby aż takich emocji. Nie zapadałby tak mocno w pamięć. Jednak twórcy zdecydowali się w szarości pokazać całą bezradność i bezsilność, jaka wiąże się z sytuacją Benni i dziećmi, które ona symbolizuje. Benni krzyczy i twórcy krzyczą. Krzyczy cały film. Krzyczeć chce również i widz, ale ostatecznie tego nie robi. Może nie ma już siły, a może, nauczony seansem, wie już, że nic mu to nie da? Krzyczy jednak w sobie, bo trudno nie krzyczeć, gdy ogląda się historie takie jak ta. Ten cichy krzyk wtóruje krzykowi Benni, która wrzaskiem toruje sobie drogę przez swoje dziewięcioletnie życie, bo tylko tak potrafi. Zupełnie jak u Kaczmarskiego:


I swoim krzykiem przez powietrze drążę drogę,

Po której wszyscy inni iść w milczeniu mogą…

błąd systemu

 
błąd systemu

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • Przepiękna recenzja.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.