Komiksy,Recenzje

Klasyka polskiego komiksu – Zbigniew Kasprzak – „Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa” [recenzja]

Kas, czyli Zbigniew Kasprzak, to rysownik i twórca komiksów, który obecnie wydaje głównie w Belgii, gdzie od wielu lat mieszka. Swoją przygodę z rysowaniem komiksów zaczynał jednak w Polsce w PRL-u. Wydawał w kultowych już czasopismach „Relax” czy „Sport i turystyka”a jego komiksy (i komiksy w ogóle!) były w tamtym okresie niezwykle popularne i z czasem zaczęły zdobywać coraz więcej, również międzynarodowych, nagród. Wydawnictwo Egmont już kilkukrotnie powracało do tych czasów w zbiorach Relax. Antologia opowieści rysunkowych, jakiś czas temu natomiast to właśnie Kas otrzymał swoją potężną, 250-stronicową antologię z lat 1978-1987.  Dzięki niej mamy szansę prześledzić rozwój artysty, poznać tematy, które najbardziej go zajmowały, ale przede wszystkim dotknąć dużego kawałka historii komiksu w Polsce. Ja chcę jednak odpowiedzieć przede wszystkim na pytanie, czy dzisiaj te komiksy najzwyczajniej w świecie z przyjemnością ogląda się i czyta. 

Antologię rozpoczynają tytułowi Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa. Punktem wyjścia do stworzenia tego komiksu były bardzo popularne w tamtym okresie (1983) teorie (głośne dzięki pewnemu Szwajcarowi), mówiące o powiązaniu powstania pierwszych ziemskich cywilizacji z przybyszami z kosmosu. W komiksie jest nimi czteroosobowa załoga statku, pochodząca z odległego gwiazdozbioru, która musi awaryjnie lądować na Ziemi. Świadkiem tego zdarzenia jest prymitywne plemię, które uznaje tajemniczych gości za bogów. Przybysze postanawiają pomóc osadnikom, chroniąc ich przed niebezpieczeństwami, pokazując im sposoby na uprawę ziemi oraz wyprowadzając ich na lepsze do zamieszkania tereny. Komiks ten łączy to, co Zbigniew Kasprzak uwielbiał najbardziej – fantastykę oraz historię. Widać to szczególnie w drugiej części Bogów…, kiedy jesteśmy świadkami stworzenia cywilizacji sumeryjskiej – stroje i architektura są przez Kasa wspaniale oddane, nie tylko w tym komiksie. Losy „bogów” i prymitywnych mieszkańców Ziemi śledzi się całkiem dobrze, wrażenie niestety psuje pewna infantylność i naiwność całości (choć może ma to związek z tym, że były to komiksy adresowane do młodzieży, wiec być może taki prosty przekaz, że przemoc jest zła, był potrzebny, nawet jeśli bez niej nasza rasa nie miałaby szans na przeżycie i rozwój w zamierzchłych czasach). Brak też w zachowaniu bohaterów większych emocji – na samym początku, kiedy załoga statku kosmicznego dowiaduje się, że na powrót do rodzinnego systemu będą musieli czekać na Ziemi 160 lat, wzruszają ramionami i ochoczo postanawiają pomóc tubylcom.

Kolejnym tytułem w zbiorze jest czarno-biały Regenerit, będący komiksowym debiutem Kasa. Pewien doktor wynajduje bardzo rewolucyjny lek, który jego dawny znajomy, również uczony, postanawia wykraść i dzięki jego pomocy uzyskać kontrolę nad światem. Wszystko jest tutaj bardzo przerysowane i gdyby nie to, że komiks traktuje siebie bardzo serio i kończy się zaraz po tym, kiedy zaczyna być ciekawie, mógłby to być materiał na całkiem niezłą historię (zwłaszcza postać czarnego charakteru miała duży potencjał).

Dalej mamy Gościa z kosmosu Zbuntowaną, dwie części historii, w której na Ziemię w 2073 roku spada tajemniczy obiekt. Bohaterami są naukowcy, którzy najpierw debatują nad tym, czy jest to niegroźny meteoryt, czy obca forma życia, a następnie próbują rozwikłać tę zagadkę, wydobywając owo coś z głębin Pacyfiku. Ten komiks z kolei wydawał mi się nieco przydługi, jest tutaj cała masa rozmów między bohaterami, które przeciągają historię, nie wnosząc zbyt wiele treści. Wrażenie to potęguje przede wszystkim fakt, że pomimo mnogości bohaterów, Kas nie skupia się zbytnio na tym, aby byli oni charakterystyczni i godni zapamiętania. Strasznie irytowała i wybijała mnie z przyjemności czytania i oglądania komiksu dziwna mania, aby wszystkie, nawet najbardziej oczywiste informacje przedstawiać czytelnikowi w ramach wiadomości na górze planszy. Czytamy, że ktoś gdzieś pojechał lub do kogoś zadzwonił, mimo iż widzimy to na obrazkach lub bez problemu jesteśmy w stanie się tego domyślić. W pewnym momencie rodzina jednego z głównych bohaterów, Roberta, chce posłuchać o najnowszych doniesieniach na temat lecącego w stronę Ziemi obiektu. Robert mówi do syna, aby włączył telewizor i na kolejnym obrazku, na którym widać całą trójkę oglądającą na ekranie relacjonującego dziennikarza, na górze stoi jak byk wielka informacja „oglądają dziennik telewizyjny”. Wielkim plusem jest natomiast warstwa wizualna Gościa z kosmosu Zbuntowanej. W komiksie tytułowym gruba kreska autora tworzyła plansze często bardzo gęste, gdzie postacie i tła zlewały się ze sobą, tutaj obrazki są o wiele bardziej czytelne i ładniej pokolorowane.  Osobiście najbardziej podoba mi się w tych tytułach kreacja świata roku 2073 roku, jaką tworzy Zbigniew Kasprzak, a dokładnie tego, jak taką odległą przyszłość wyobrażano sobie w latach 80. Ten niesamowity futuryzm retro ogromnie cieszył moje oko, zwłaszcza że jest bardzo spójny.

Pewną wisienką na torcie jest kolejny tytuł – Człowiek bez twarzy, stworzony w duecie z Andrzejem Krzepkowskim, związanym wtedy z „Fantastyką”Tutaj Zbigniew Kasprzak pokazuje pazur, tworząc komiks o wiele bardziej dynamiczny, z żywszymi, nieoczywistymi dialogami, ale przede wszystkim naszpikowany po brzegi seksualnymi skojarzeniami. To czarno-białe dzieło opowiada historię dziennikarza, udającego się w pogoń (wraz ze swoją uroczą asystentką) po kolejnych planetach za tytułowym człowiekiem bez twarzy. Plansze tym razem są naszpikowane licznymi scenkami rodzajowymi rozgrywającymi się w tle, a większość z nich, niezależnie, czy są to budynki, czy przedstawiciele obcych ras, posiadają elementy silnie falliczne lub przypominające kobiecy biust.

Moimi faworytami są dwa komiksy z serii HipotezyZagłada Atlantydy. Mimo że punkt wyjścia obu historii jest taki sam i dotyczy on próby wyjaśnienia, co stało za zagładą mitycznego królestwa, o którym wspominał Platon, to podejście do tematu w obu przypadkach jest zupełnie inne. Co ciekawe, autorką scenariusza tych komiksów jest historyczka sztuki, Wiesława Wierzchowska. Odmienni są nie tylko bohaterowie i sama historia, ale nawet umiejscowienie samej Atlantydy. W pierwszej historii znajduje się ona w rejonach starożytnej Grecji i w architekturze czy strojach widać wpływ właśnie tej kultury. W drugim dziele natomiast w mieście wznosi się potężny ziggurat, pozostałe elementy, chociażby strojów, też przywodzą na myśl starożytną Mezopotamię. Te komiksy również wyglądają wspaniale, właśnie ze względu na bardzo pieczołowicie oddany wygląd starożytnych kultur. W końcu również mamy tutaj pełnokrwistych i wyrazistych bohaterów, którzy kierują się emocjami. Treść opiera się w obu przypadkach na dworskich intrygach, podstępach i knowaniach, a także miłości. Ostatnim komiksem w antologii jest krótki Eksponat Ax, ale o nim dowiecie się wszystkiego, sięgając po Bogów z gwiazdozbioru Aquariusa.

Fot.: Egmont

Podobne wpisy:

Z wykształcenia polonista. Zapalony gracz. Miłośnik rzemieślniczego piwa i nierzemieślniczej sztuki. Muzyczny poligamista.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *