Xie Lian

Boli, boli, boli – Mo Xiang Tong Xiu – „Błogosławieństwo Niebios”

Patronując tej powieści, nie spodziewałam się, że tak szybko napiszę “powoli zbliżamy się do finału serii”. A jednak. Błogosławieństwo Niebios autorstwa Mo Xiang Tong Xiu wita nas po raz szósty, wielkimi krokami zbliżając się do swojego punktu kulminacyjnego. Jednak zanim do niego dotrzemy, zostaniemy rzuceni w wir wszechogarniającej rozpaczy, nieoczekiwanej zdrady… i ramiona ubranego na czerwono demona, który wie, kiedy wyciągnąć młodego księcia z kłopotów. Powrócą starzy przyjaciele, poznamy jeden z mroczniejszych epizodów życia Xie Liana, a co najważniejsze – dowiemy się czyją twarz skrywa maska Bieli Bez Twarzy.

Recenzja zawiera spojlery!

Jego teraźniejszość, pomimo ciągłego zagrożenia ze strony Bieli Bez Twarzy, stała się choć odrobinę bardziej znośna, gdy u jego boku czuwa osoba; jego opora chroniąca Xie Liana przed nieszczęsną burzą niczym czerwony parasol.Niestety Xie Lian sprzed 800 lat nie zaznał na długo luksusu beztroskiego życia, gdy to stopniowo tracił osoby, na którym najbardziej mu zależało, coraz bardziej zanurzając się w zimne objęcia samotności. Mu Qing zostawił go jako pierwszy, później dołączył do niego Feng Xin, który do ostatku sił starał się służyć młodemu księciu. Jednak na drodze personalnego konfliktu i coraz bardziej wybuchowego temperamentu Xie Liana, ten również odszedł. Na koniec przyszedł czas na rodziców Xie Liana, których ten stracił na zawsze i to w najbardziej newralgicznym okresie swojego życia.

Xie Lian

Tutaj doszło do sceny, która może dla niektórych czytelników okazać się zbyt bolesna lub nawet triggerująca, jednak jest to jeden z momentów, który pokazuje, że Mo Xiang Tong Xiu niekoniecznie chce nas cały czas głaskać po główce. Widząc ciała swoich rodziców, sam Xie Lian chciał dołączyć do nich w zimne objęcia śmierci, wieszając się tuż obok nich, aby również dołączyć kojące objęcia śmierci. Tu jednak powstrzymała go jego nieśmiertelność, która zamiast błogosławieństwem z niebios okazała się tutaj największym przekleństwem. W tejże chwili Biel Bez Twarzy triumfował, doprowadziwszy Xie Liana do stanu, który ten za wszelką cenę chciał uniknąć – obezwładniającej apatii i palącej zemsty.

I był to chyba najstraszniejszy Xie Lian w całej serii… jednocześnie możliwie najbardziej rozumiany przez czytelnika. Wojna, epidemia i śmierć doprowadził go na skraj osobistej vendetty ; miejsca, do którego Xie Lian bał się zajrzeć. Jego chcę ocalić zwykłych ludzi zamieniło się w wszyscy zasługują na śmierć. Uczucie potęgi i władzy, które daje boskość, aby tylko ulżyć doświadczonej niesprawiedliwości.

Jednocześnie stawiając się w jego miejscu trudno jest go winić, co również z (lekkim) wstydem przyznaję, że sama nie byłabym od niego lepsza. Prawdopodobnie stąpałabym po tej samej ścieżce mroku, traktując swoją traumę jako wymówkę wobec zemsty, która przeobraziła się w najostrzejszy miecz. Z tą różnicą, że nie wiem czy bym zawróciła. Co Xie Lian uczynił.Xie Lian

Ku rozczarowaniu Bieli bez Twarzy, jego dobroć nigdy nie umarła, a została jedynie  na moment przyćmiona. Wystarczył jeden drobny gest, jeden zwykły człowiek i jeden słomiany kapelusz, aby na nowo rozpalić w nim to, co biały demon starał się wytępić – najzwyklejszą dobroć w sercu.

Szósty tom Błogosławieństwo Niebios jest dla mnie jednym z najbardziej druzgocących, ale i kluczowych elementów całej historii. Wielokrotnie powtarzana przez Xie Liana fraza “Boli”, chyba na stałe wyryła się w pamięci każdego czytelnika, gdy to nasz młody książe został sprowadzony na skraj całkowitej bezsilności i absolutnej rozpaczy. Nie jest to jedynie zwykły wyciskacz łez. To ostateczna próba jego człowieczeństwa i boskości oraz sprawdzenie, jak łatwo jest przekroczyć granicę między nimi w chwili obezwładniającego cierpienia.

Jednak to właśnie w tym najgłębszym mroku ujawnia się prawdziwe piękno tej serii. Stanowi ona jeden z fundamentów pod najsilniejszy filar relacji Xie Liana i Hua Chenga, pokazując, dlaczego oddanie Hua Chenga jest tak absolutne i niepodważalne. Ta miłość jest piękna nie dlatego, że kwitnie w blasku chwały, lecz umacnia na bezimiennych zgliszczach

Fot.: Wydawnictwo Czarna Owca / SeeYa

Xie Lian

Overview

Ocena
9 / 10
9

Write a Review

Opublikowane przez

Natalia Trzeja

Piszę, więc jestem. I straszę w horrorach. Bu.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *