Marta Handschke

Gorący kocioł kobiecych spraw – Marta Handschke – „Brzuch Matki Boskiej’ [recenzja]

Gorący kocioł kobiecych spraw – tak o swojej książce powie Marta Handschke. Babski świat. Plotki na ulicy Kopernika. Kawka i ciasteczka (koniecznie!). Kobiece oblicze życia. Baby, baby i jeszcze raz baby… Te wszystkie peryfrazy znakomicie oddają charakter świata przedstawionego w Brzuchu Matki Boskiej. Autorka – Marta Handschke – to absolwentka ASP w Poznaniu, fotografka i graficzka, co ujawnia się w jej języku, który jest bardzo obrazowy, a zarazem gęsty. Autorka stacza bój z nieustępliwym czasem. Chce zakonserwować wszelkie wspomnienia rodzinne. Zostawić po sobie jakiś ślad. Pamiątkę dla świata. Wrócić do miejsca najważniejszego, które Bruno Schulz nazwał żelaznym kapitałem. Do dzieciństwa. Człowiek najczęściej powraca dokładnie w to miejsce, skąd przyszedł. Pamięć dziecka wyłania się z otchłani niepamięci, a pamięć starca powraca w tę otchłań – pisze Marta Handschke. I tak właśnie żyjemy – w wielkim kole, które stale będzie nas prowadzić do jednego miejsca. Tego pierwszego. 

Książka ma w sobie coś ze staropolskich form sylwicznych, które zawierały informacje na temat narodzin członków rodziny, ich śmierci czy ważniejszych wydarzeń w okolicy. Często nazywano je „Bibliami domowymi”. Brzuch Matki Boskiej jest szczególną Biblią. Biblią mocno sfeminizowaną. To wielogłos kobiecy. Babcia Kazia, jej siostry – Ziuta i Wacia, córka Gabrysia i wnuczka Marta – autorka. To je spotykamy w malutkim mieszkaniu na ulicy Kopernika. Pośród starych fotografii, dawnych konfliktów i opowiadanych sag. Tworzą własny mikrokosmos, który pachnie cynamonem, a czasem kabanosami. Handschke opisuje świat bardzo sensualnie – ciotka Ziuta pachniała pomarańczami; pomarańczami pachniał też czasem port w Gdyni […]. Autorka przedstawia kobiecy przekrój pokoleniowy swojego rodu i zaprasza jakby czytelnika na krzesło obok swoich bliskich kobiet. W pewnym sensie czytelnik staje się intruzem, bo przecież ich świat jest bardzo intymny. Ale bohaterki są bardzo otwarte. Szczere do bólu. Odważne. Ale i rozkoszne – Trzy ciasteczka zjadłam, mówisz? To jeszcze jedno zjem. […] Muszę zjeść, żeby było do pary.

Mało tutaj mężczyzn, a właściwie ich obecność jest zredukowana do zera. Jeśli już występują – to zazwyczaj są uosobieniem tego, co złe i niemoralne. Stanowią przyczynę upadku kobiet. Mąż babci Kazi był pijakiem, partner Ziuty molestował Gabrysię, Gabrysia żyła w nieszczęśliwym małżeństwie, Marta jest rozwiedziona. Każda z nich doznała nieszczęścia spowodowanego obecnością męskiego pierwiastka w ich życiu. Wydaje się, że wisi nad nimi jakaś wspólna klątwa, która karze następne pokolenie. Jednak Kobiety dobrze radzą sobie bez mężczyzn. Zamieszkują razem i tworzą sfeminizowany axis mundi. Z mężczyzną nigdy nie można się za bardzo pieścić […]. Ja już nie miałabym nerwów do małżeństwa […]. Są kobiety, co i bez mężczyzn żyją. – zwierza się Ziuta. Autorka wraca do korzeni, do pierwotności człowieczeństwa. Tworzy pradawny mit, według którego to Pramatka stworzyła świat i kobietę (Córkę), a dopiero później powstał mężczyzna (Podobny). Kazia, Ziuta, Wacia, Gabrysia i Marta są szamankami kobiecości. Takimi Pramatkami, które same tworzą własną rzeczywistość. Nie boją się żyć bez mężczyzny u boku, bo przecież mają siebie. Wierzą w kobiece sprzymierzenie. Marta Handschke ukazuje, jakie jest życie każdej kobiety. Jak wiele się zmieniło od tego, jak wychowywana była jej babcia i jaka wówczas była rola kobiet. Rola kobiet w tej książce ewoluuje do funkcji Pramatki. Pojawia się nawet frapująca teoria o podstawowej płci żeńskiej, która występuje aż do 7. tygodnia ciąży, a dopiero później powstaje płeć męska. Wypowiedzi bywają często chaotyczne i dygresyjne, co pozwala na wierne odwzorowanie autentycznej konwersacji. Dyskusja kondensuje się w traktat o starości. Dywagacje eschatologiczne. Śmierć staje się tematem naczelnym, a obok niej różne wizje nieba.

Patronką siły kobiecej staje się tytułowa Matka Boska. Ale inna Matka Boska, taka wykreowana przez bohaterki. Zwyczajna. Bliska każdej kobiecie. Sam tytuł w pewien sposób desakralizuje Maryję – Brzuch Matki Boskiej. Zazwyczaj słyszy się „łono Matki Boskiej”, „przenajświętsze serce Maryi”. A tutaj brzuch – taki zwykły, pospolity. Dokładnie taki sam, jaki miała Marianna – prababka autorki – po urodzeniu piątki dzieci. To ona śpiewała godzinki, pieśni do Matki Boskiej. Przecież kobiety powinny się trzymać razem, to dlaczego by nie mieć w swoich szeregach zwyczajnej Maryi? Książka niezwykle inspirująca, a zarazem tak zwyczajna. Autorka delikatnie sugeruje nam, że możemy być jak ona – wystarczy usiąść z bliskimi, napić się kawy i przede wszystkim – porozmawiać i wysłuchać. Bo przecież każdy z nas nosi w sobie małą tajemnicę, a jeśli spotka się rodzina, to wszystkie sekrety urosną kolosalnie i powstanie rodzinna księga, taka Biblia domowa. Wystarczą dwa zmysły – słuch i wzrok. Ewentualnie jeszcze smak – bo jakże opowiadać bez świeżych ciasteczek?

Fot.: Wydawnictwo Czarne

Marta Handschke

Write a Review

Opublikowane przez

Wiktoria Ziegler

Zastanawia się, pyta, poszukuje sensu.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *