Chmurna historia – Tanja Dückers – „Ciała niebieskie” [recenzja]

Relacje wnuków z dziadkami bywają różne. Przepaść dwóch pokoleń czasami okazuje się nie do przebycia, innym razem zdaje się zupełnie nic nie znaczyć. Jednak zawsze dziadkowie będą dla nas swoistą tajemnicą. O ile bowiem rodziców jesteśmy w stanie wyobrazić sobie za młodu, znając ich jeszcze w całkiem młodym wieku, o tyle ich rodziców poznaliśmy już jako ludzi starszych. Ich życie biegło innym torem, bo wyznaczały ów tor zupełnie inne czasy i przynależne im problemy. Czasami jednak zrozumienie przeszłości i poznanie wydarzeń, które kształtowały naszych dziadków i rodziców okazuje się kluczem do własnej teraźniejszości i przyszłości. Tak dzieje się właśnie w powieści Tanji Dückers Ciała niebieskie.

Freię poznajemy jako niezamężną kobietę, która razem ze swoim partnerem, z którym tak naprawdę dopiero się poznają, oczekuje dziecka. Już pierwszy opis głównej bohaterki świadczy o tym, że nie jest to kobieta typowa. Głowę goli na łyso, a jej ubrania są przede wszystkim wygodne, a nie piękne czy modne. Jej relacje z najbliższym otoczeniem również nie są takie, jakich moglibyśmy się spodziewać. Z bratem rozumie się bez słów i przez większość czasu są niemal nierozłączni, co w przypadku rodzeństwa różnej płci nie zdarza się często. Z ojcem kontakty opierają się na kłamstwach, ubieranych – kiedy Freia była jeszcze mała – w formę mitów i baśni. Teraz te kłamstwa kładą się niepokojącym cieniem na ich wzajemnych stosunkach. Najtrudniej jednak ocenić kontakty naszej bohaterki z matką – wyjątkowo milczącą i cichą kobietą. Oddana życiu rodzinnemu, porzuciła własne pragnienia i choć nikomu teraz tego nie wyrzuca, to wielu decyzji zdaje się żałować, a każdy żal może być u niej pomylony ze zwyczajową ciszą.

Równie ważne i równie dziwne są relacje kobiety z dziadkami. Kiedy widzimy ich razem z wnuczką – młodą bądź już dorosłą – zazwyczaj jesteśmy świadkami rodzinnych kłótni o to, czyje wspomnienia są bardziej wiarygodne; kto zapamiętał lepiej ucieczkę i ostatecznie wejście na statek; kto powinien opowiadać daną historię i kto nie powinien się do niej wtrącać. A wspomnienia te dotyczą wojny – chwil strasznych, do których jednak rodzina bohaterki podchodzi z dziwną rezerwą. Freia, słuchając tych opowieści już jako mała dziewczyna, miała wrażenie, że brakuje czegoś w tych wypowiadanych przez bliskich słowach. Nie przyznaje jednak tego tak, aby czytelnik mógł wyczytać to jako bezpośrednie przeczucie. Jest to raczej coś, co zerka na nas ze stron powieści, a co jesteśmy w stanie zrozumieć dopiero pod koniec.

Tanja Dückers snuje swoją opowieść powoli, leniwie, ale przemyślanie. Kolejne jej zdania bez problemu można porównać do chmur sunących po niebie, które raz przesuwają się niemal niewidocznie po nieboskłonie, by innym razem przyśpieszyć i zniknąć nam z oczu w ciągu kilku sekund. Ta metafora nie jest oczywiście przypadkowa. Freia jest meteorologiem, a chmury to jej wielka pasja; przez całą historię szuka jednego, konkretnego rodzaju chmury, którą niezwykle trudno uchwycić. Podobieństwo do odszukania brakującego fragmentu w rodzinnych opowieściach jest aż nazbyt nasuwające się na myśl czytelnikowi. I słusznie, jak mniemam.

Ciała niebieskie są opowieścią dość nietypową. Nie znajdziemy w niej pasjonujących i zadziwiających zwrotów akcji, nie znajdziemy wydarzeń przyśpieszających nam bicie serca. Choć z początku może wydawać się nużąca, a nawet nieciekawa, to dopiero pod koniec zdajemy sobie sprawę z jej mądrości, która zyskuje właśnie na zwolnionym tempie tej opowieści, na jej kompletnym braku chronologii i przeplataniu się opowieści dziadków. Autorka na niewielu stronach zawarła wiele problemów nękających z pozoru zwyczajną rodzinę. Strona po stronie rozbraja ją, ściąga z niej pancerz i ukazuje to, co kryje się pod spodem. W gruncie rzeczy Ciała niebieskie to powieść głęboko smutna. Brakuje w niej matczynej miłości i córki, dla której matka byłaby powierniczką i przyjaciółką. Brakuje zaufania i wierności, brakuje słów, które rozgrzałyby serce czytelnika. Nie ma tu ojca, który byłby opoką rodziny, nie ma brata, który pocieszyłby zdradzoną siostrę. Znajdziemy tu za to mnóstwo symboli, opowieści, w których w niedopowiedzeniach i nagłych zamilknięciach czai się prawda. Może nie jest oburzająca, drastyczna czy szokująca. Ale jest, i to właśnie jest najważniejsze.

Ciała niebieskie są zdystansowane wobec swojego czytelnika; są wymagające i niełatwe w odbiorze. Ale czuć niezwykle mocno, że jest to powieść dojrzała, której niepotrzebne są wielkie słowa czy wielkie tragedie. Tanja Dückers opowiada historię zwyczajną, której poszczególne elementy wcale nie są zwyczajne. Kiedy zaczniecie czytać, przekonacie się, co mam na myśli. Pierwsza miłość bohaterki i to, jak się skończyła, obcięte warkocze dziewczyny i tajemnicze leśne nimfy uwodzące głowę rodziny. Matka, która nie potrafi pozwolić sobie na choć odrobinę szczerości we własnych uczuciach, bo głęboko zakorzenione poczucie przynależności do rodziny i istnienia dla niej, okazuje się jak zwykle silniejsze. Do tego próba uporania się głównej bohaterki z pochodzeniem, z którego – jak zdaje sobie sprawę – chyba nie do końca może być dumna; zmierzenia się z wydarzeniami, w których co prawda nie brała udziału, ponieważ nie było jej jeszcze na świecie, ale została w nie wciągnięta, chcąc nie chcąc.

Filarami tej powieści są ludzie – momentami do bólu zwyczajni, stonowani, jakby wcale nie byli bohaterami powieści, a raczej znaleźli się w niej przez przypadek, niewiele w związku z tym mając do opowiedzenia. To oni jednak ciągną tę historię do przodu – powoli lecz cierpliwie, odsłaniając kolejne karty. Miesza się w Ciałach niebieskich opowieść o starości i umieraniu, o rodzinie i miłości, która potrafi obyć się bez fajerwerków i wygrywających w sercu fanfar. Znajdziemy w tej powieści historię w historii, bo dopiero połączenie dwóch ksiąg może przynieść głównej bohaterce ulgę. Ciąży jej na sercu sposób, w jaki odszedł z tego świata jej ukochany wuj Kazimierz, ciąży jej Polska, o której wciąż wie za mało, ciąży jej rodzinna historia o statku, który cudem zabrał dziadków na pokład w ostatniej chwili, z kilkuletnią córką – matką naszej bohaterki.

Jeśli spodziewacie się wielkiego zaskoczenia, dramatycznego rozwoju sytuacji lub rozszerzającej źrenice tajemnicy, mówię od razu – nie znajdziecie tego w powieści Dückers. Ciała niebieskie to bowiem baśń o życiu, które sunie po niebie powoli, lecz nieubłaganie. I jeśli wiemy, czego szukać, będziemy potrafili z poszczególnych chmur coś wyczytać, zrozumieć dlaczego, i co to oznacza. Chmury historii dla każdego przybiorą inny kształt – widać to w opowieściach dziadków i dopowiedzeniach matki. Nie musimy oczywiście w ogóle patrzeć w niebo. Jednak na nim również zapisana jest historia – cierpień, radości i słów, które padły przez nikogo nieoczekiwane.

Fot.: Świat Książki

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.