walfad

Ciągle szukają – Walfad – „Momentum” [recenzja]

Niecałe dwa lata temu cmokałem nad płytą An Unsung Hero, Salty Rains & Him. Muzycy Walfad zaproponowali dzieło ambitne, zagrane i skomponowane z rozmachem. Co najważniejsze, wtedy, jak i dziś, nie mogłem nic zarzucić jakości tej muzyki. Już wówczas ten młody zespół pukał do czołówki krajowej sceny progresywnego grania. I szczerze mówiąc, spodziewałem się kontynuacji tej ścieżki, która wydawała się być idealną dla rozwoju formacji Wojciecha Ciuraja. A tutaj spotkało mnie duże i co najważniejsze – pozytywne zaskoczenie. Walfad dokonał poważnego zwrotu w swojej twórczości. Zespół odszedł od długich form, a skupił się na bardziej wyrazistych, krótszych kompozycjach. Spokojnie, Walfad nie zaczął grać radiowego rocka, to dalej ambitna i poszukująca ekipa.

Kolejna zmiana dotyczy tekstów. Wojciech Ciuraj postanowił odejść od pisania w języku Szekspira i zaproponował liryki napisane wyłącznie polszczyzną, co dotychczas zdarzało się sporadycznie. Zmieniła się też ich tematyka; zespół we wkładce dołączonej do płyty dobitnie stwierdza, że jak nigdy wcześniej słychać sprzeciw wobec otaczającej nas rzeczywistości. I to czuć na przestrzeni całego Momentum, czego dowodem może być utwór Nasi bogowie, wasi bogowie, gdzie Ciuraj ostro krytykuje religijny fundamentalizm, natomiast Brzask przepełniony jest troską o to, co przyniesie kolejny dzień.

Ciuraj może nie dotyka oryginalnej tematyki, lecz skutecznie wyrzuca z siebie słowa, które trafiają prosto w serce słuchacza. I co najważniejsze – śpiewa fantastycznie w każdej z kompozycji, kapitalnie interpretując swoim głosem teksty. Nie przeszkadza mi to absolutnie, że jego głos jest całkiem podobny do wokalu Tomka Różyckiego, byłego wokalisty Believe. Jako plus zapisuje się też to, że Ciuraj lubi popisać się falsetem à la Steve Hogarth, jak w kompozycji zatytułowanej Głośniej.

Nie mniej ciekawie jest pod względem muzycznym. Płyta jest bardzo różnorodna, nie brakuje na niej rockowych, chwytliwych momentów (Ośmiornice). Są piękne, podniosłe ballady (Głośniej), jak i wręcz hard rockowe rockersy (Dum Spiro. Spero). Zespół lubi operować dynamiką, nie boi się zmian nastrojów, jak w kompozycji tytułowej czy też w Brzasku, który, pomimo tego że trwa zaledwie niecałe cztery minuty, to dzieje się w nim naprawdę wiele. Walfad zdaje się nie unikać swoich inspiracji, bowiem ciężki, gitarowy riff z ostatniej minuty Brzasku jest bliźniaczo podobny do Machine Messiah Yesów z płyty Drama.

Najbardziej mi się podoba, że Walfad jest zespołem, który nieustannie kombinuje, nie zamyka się w jednej szufladzie stylistycznej. Sami muzycy zapowiadają, że nie przestaną być zespołem poszukującym. Pomimo początkowych oporów z mojej strony, cieszy mnie to bardzo. Liczyłem na powtórkę An Unsung Hero, Salty Rains & Him, a dostałem zupełnie nową jakość od Walfad. I powiem szczerze, że pomimo tego iż momentami brakuje mi spójności na Momentum, jakby Ciuraj bardzo chciał wykorzystać wszystkie pomysły, które zebrał podczas tworzenia materiału, to uczciwie przyznaję, że to chyba najlepsza tegoroczna premiera z krajowego, progresywnego podwórka.

Walfad - Nasi Bogowie, Wasi Bogowie

Fot.: Walfad

walfad

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.