Czasem rózga to za mało – Mike P. Nelson – „Cicha noc, śmierci noc”

W okresie świąt Bożego Narodzenia chętnie wracamy do historii, które w magiczny sposób kojarzą nam się właśnie z tym okresem, a filmy to idealny portal do takiej podróży. Jedni oglądają Kevina, inni odpalają maraton Harry’ego Pottera albo Szklaną pułapkę. Wielbiciele mocnych wrażeń też mają swoje sympatie, chociaż dla mnie przez wiele lat mroczniejszym filmem często oglądanym w okolicach Wigilii były co najwyżej Gremliny. A gdy po wielu latach dojrzałem do brutalnego kina, to akurat klaun Art w filmie Terrifier 3 zabrał mnie na najdziwniejszą przejażdżkę mikołajowymi saniami, jaką mogłem sobie wyobrazić. W oddzielnym artykule mówiłem już, że ta produkcja może stać się świątecznym klasykiem, to w tym roku znowu mamy ciekawego kandydata – Cicha noc, śmierci noc

Mój wybitny research (czyt. już po seansie) doprowadził mnie do sensacyjnej informacji – film Mike’a P. Nelsona to remake produkcji z 1984 roku, o której nie pamięta już chyba nikt oprócz zatwardziałych fanów kina klasy B. Nieznajomość pierwowzoru w żaden sposób nie szkodzi w odbiorze najnowszej wersji, a z własnej perspektywy mogę nawet powiedzieć, że pomaga. Cicha noc, śmierci noc stopniowo wprowadza nas w to, o co właściwie chodzi w fabule i odkrywanie kolejnych elementów układanki budziło we mnie ekscytację. Cieszyłem się jak dziecko na widok wiaderka cukierków, gdy dowiadywałem się czemu ten miły chłopak musi zakładać strój Mikołaja i mordować tych biedaków. 

No właśnie – portret psychologiczny Billy’ego, który w tym filmie przywdziewa czerwony kostium w czasie adwentu, to zaskakująco rozbudowany szkic bohatera jak na typowy slasher. Możnaby powiedzieć, że motywacje naszego rzeźnika w czerwieni powinny być dla nas mało istotne, wszak przyszliśmy tu po krew i flaki, ale Mike P. Nelson postanawia wycisnąć z tej historii jak najwięcej miąższu. Wielokrotnie patrząc na Billy’ego, przypominały mi się filmy dokumentalne lub fabularne o seryjnych mordercach, w których uderzające było to, z jaką łatwością potrafili ukrywać swoją mroczną stronę. Taki też wydaje się Billy, gdy trochę nieśmiało, ale ze swadą pogłębia swoją znajomość z Pammy, lub gdy prowadzi uparty dialog ze swoim drugim głosem w głowie, nie chcąc myśleć o kolejnych mordach. 

A no tak, zapomniałbym o najważniejszym – Billy ma swojego niewidzialnego partnera, który kieruje go do swoich kolejnych ofiar i pomaga mu wymierzyć sprawiedliwość. Ma on bowiem swój konkretny cel do wykonania, a wstrzymanie się z morderczym działaniem może przynieść fatalne skutki. Billy jest więc nie tylko zwykłym zabójcą, ale również bohaterem tragicznym, uwikłanym w z góry skazany na porażkę pojedynek z fatum, które nieuchronnie ciąży nad niewinnymi. Słowo daję, nie spodziewałem się, że przy omawianiu tego typu slashera będę doszukiwał się antycznej tragedii… 

Niemniej jednak stało się – Cicha noc, śmierci noc był dla mnie filmem nie tylko dającym dużo frajdy z efektownych scen (a zwłaszcza likwidacja nazistowskich Mikołajów – nie pytajcie, lepiej to po prostu zobaczyć), ale i zaciekawiła fajną historią, która ma nieco większą głębię niż większość przedstawicieli gatunku. Zastanawia mnie tylko, czy twórcy pójdą tropem pierwowzoru i postanowią nakręcić kolejne części. Mam nadzieję, że zamiast tego zdecydują się na nowe projekty, a Cicha noc, śmierci noc dołączy do grona dobrych filmów grozy, które warto odpalić w świątecznej przerwie. 

Fot.: Kino Świat

PS. Na film wybraliśmy się dzięki Cinema City.

zwierzogród 2

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *