Nadmiar odcieni ciemności – Borys Lankosz – „Ciemno, prawie noc” [recenzja]

Ciemno, prawie noc to ekranizacja powieści Joanny Bator, która swoją premierę miała w 2012 roku. Książka łączy w sobie konwencję baśni z elementami reportażu, a tajemnicze zdarzenia z fikcyjnymi stworzeniami. Opisuje również prowincjonalną biedę, tragedie mieszkańców ziem odzyskanych, wiarę w legendy oraz odseparowane od siebie dobro i zło. Przeczytałam ją tuż po premierze, wspominam jako ciekawą, ale co do sposobu łączenia fantastyki z faktami przez pisarkę miałam pewne wątpliwości. Film w reżyserii Borysa Lankosza dodaje wizualnej wartości opowieści Bator, wpisując się w klimat thrillera, a także kryminału. Akcja rozgrywa się w Wałbrzychu, do którego ściągnięta zostaje pochodząca z miasta reporterka, Alicja Tabor, by zająć się sprawą zaginięcia trójki dzieci. To opowieść o poszukiwaniu odpowiedzi na niewypowiedziane głośno pytania oraz odkrywaniu kart przeszłości, nie spodziewając się w zupełności konsekwencji tego zabiegu. Potencjał w książce był ogromny, ale czy twórcy z tego skorzystali? Jestem pewna, że można było tę filmową konstrukcję nieco zmodyfikować i ulepszyć.

Pociąg przemierza górskie, mgliste doliny i wjeżdża do tunelu. Za nim kamera. W wagonie zasiada Alicja (Magdalena Cielecka), obserwująca naturalistyczne oblicza współpasażerów i krzykliwy nagłówek jednej z gazet codziennych: Kto porywa dzieci w Wałbrzychu? Bohaterka wysiada ze starego składu na obskurny peron. Jest ciemno, prawie noc.

Dziennikarka dociera do wyglądającego jak ruina domku, do którego klucz schowała w portmonetce, i momentalnie zasypia. Tym samym otwiera cykl licznych retrospekcji, które przeplatają teraźniejsze wydarzenia. W tle przygrywa im aria operowa, a sen podróżniczce przerywa wołanie sąsiada, który uzbierał dla niej jabłka z przydomowego sadu. Jest koniec listopada. Alicja, wróciłaś – z radością stwierdza starszy pan Albert (Jerzy Trela), ale rozmówczyni kwituje wypowiedź informacją, że wraca tylko po to, by napisać reportaż. Powrót do rodzinnego domu wiąże się jednak z ogromem wspomnień napotykanych na każdym kroku. Wzbudza je choćby miś umieszczony na kredensie z przetworami czy stare łóżko. Nocami, w okolicy trzeciej nad ranem, Alicję ze snu wybudzają kadry z przeszłości. Był czarny, czarny las; a w nim czarny, czarny dom; a w nim czarny, czarny pokój; a w nim czarny, czarny stół; a na nim czarna, czarna trumna; a w niej biały, biały trup! – wykrzykuje do niej siostra, Ewa. Okazuje się również, że czyjaś obecność w ogrodzie nie jest przywidzeniem…

Wałbrzych to szare miasto, pełne kałuż, ponurych ulic, obdrapanych budynków, blokowisk i biedy. Góruje nad nim zamek Książ i otaczają je połacie lasu. Przybyła do niego reporterka spotyka się z rodzinami ofiar. Pierwsza z nich to Andżelika. Matka Andżeliki (świetna w tej epizodycznej roli Roma Gąsiorowska) pytana o to, co lubiła robić jej córka, twierdzi, że głównie oglądała telewizję. Na pytanie, co lubiła oglądać, wypalając kolejnego papierosa, rzuca: Jakieś pierdoły dla dzieci. Okoliczności zaginięcia przedstawia pobieżnie, wspomina, że Endżi chciała zjeżdżać na jabłuszku z górki, więc pozwoliła jej wyjść z domu.

Co ludzie mówią? Że matka winna. Matka musi mieć oczy w głowie i w dupie. Matka musi wszystko widzieć, a ja nic nie widziałam.

Kolejne zaginione dziecko to Patryczek, a dziennikarka rozmawia z jego babcią. Chłopiec zaginął pięć miesięcy wcześniej, w Realu, kiedy babcia kazała mu czekać na siebie tuż obok sklepowego wózka. Matka dziecka nie interesuje się jego losem, przebywa w Irlandii i nie porusza ją jego zniknięcie. Trzeci przypadek to mieszkanka sierocińca, Kalinka, o której opowiada Alicji dyrektor placówki (Piotr Fronczewski).

Moim zdaniem problem w Polsce polega na tym, że nie ci mają dzieci, co trzeba. – oznajmia.

Dziewczynka trafiła do domu sierot jako niemowlę, a jej tożsamość ustalono w wyniku odpowiednich badań. Była dzieckiem z kazirodczego związku, który zakończył się tragicznie i tym samym potwierdził istnienie fatum, które ciążyło nad wałbrzyską rodziną.

Dziennikarka w czasie swych reporterskich poszukiwań poznaje Marcina, bratanka Alberta, który określa się mianem poszukiwacza Kotojadów. Czym lub kim są Kotojady? Dokładnej definicji nie znajdziecie w tym tekście, możecie snuć jednak związane z nią rozważania podczas seansu. Obok nich pojawiają się Kociary, które można byłoby przyrównać do zamieszkujących las wiedźm. Na porannej trasie do biegania Alicja napotyka jedną z nich, Babcyjkę, która częstuje ją mlekiem i zajada swoje kocie smakołyki. Dziwnych postaci na wałbrzyskich ziemiach nie brakuje. Historią z przeszłości dzieli się z Alicją starszy sąsiad, który tym samym przyjmuje postać narratora, otwierając zarówno przed bohaterką, jak i widzami, kolejne rozdziały wieloaspektowej opowieści.

To wielowątkowość jest główną cechą filmu Borysa Lankosza, ale trudno byłoby uznać ją za jego zaletę. Historia ta wydaje się zbyt skomplikowana i nieco chaotyczna, a pewne poruszone w niej tematy mogłyby zostać ukazane dogłębniej. Pomieszanie baśni z realnymi okolicznościami może nie powinno być gatunkowo klasyfikowane (w końcu wiele dzieł wymyka się wszelkim tego typu ramom), ale odnoszę wrażenie, że mieszanka cech bajkowych z fikcyjnymi postaciami (księżna Daisy i jej perły), kryminału z rodzinnymi tragediami oraz horroru z czającym się za rogiem złem nie do końca przyniosła zamierzony efekt. Przez mnogość wątków opowieść może wydawać się zbyt długa, a brak rozwinięcia poszczególnych kwestii pozostawia po seansie niedosyt. W fabule łatwo znaleźć jednak punkty wspólne z serialem… Ostre przedmioty. Może polscy twórcy powinni wziąć przykład z Amerykanów i ekranową adaptację książki zawrzeć w kilku odcinkach?

Nie zmienia to jednak faktu, iż dzieło Lankosza ma też argumenty na swoją obronę, jeśli chodzi o ostateczną opinię. Najważniejszym z nich jest aktorstwo. Magdalena Cielecka wspaniale wciela się w główną rolę, Roma Gąsiorowska (jak wspomniałam już wcześniej) w swoim epizodzie jest niesamowicie przekonująca (między innymi gasząc papierosy w popielniczce w kształcie lalki Barbie). Piotr Fronczewski również nie odstaje od reszty, opowiadając o mrożących krew w żyłach zdarzeniach. Do grona wyróżniających się postaci należą pozostali aktorzy: Aleksandra Konieczna, Marcin Dorociński, Agata Buzek, Eliza Rycembel, Dorota Kolak i Dawid Ogrodnik. Ostatni z wymienionych po raz kolejny na ekranie występuje w specyficznej roli i po raz kolejny robi to bardzo dobrze, a w jednej z szokujących dla widowni scen pojawia się przy boku (a raczej piersi) Kolak. Świetnie w swojej roli sprawdza się Jerzy Trela, którego głos jest bardzo mocnym elementem filmu.

Ciemno, prawie noc to ciekawe kadry, sporo półzbliżeń oraz charakterystycznych oświetleń twarzy, dodających postaciom tajemniczości. Nie sposób pominąć kwestii charakteryzacji, która wydaje się trafnie dopasowana do ukazywanych realiów. Pięknie uchwycone krajobrazy nadawałyby się za to do niejednej reklamy Śląska czy nawet Polski (tak jak w Pokocie Agnieszki Holland), a subtelne tło dźwiękowe odpowiednio stopniuje napięcie. Wyraźnie słychać każdy zgrzyt, skrzypienie schodów, łóżek czy szelest liści.

Magdalena i Borys Lankoszowie w swoim filmie zgromadzili wszelkie strachy i obsesje pojawiające się w książce Joanny Bator, poruszyli temat społecznych wykluczeń, krzywdzenia dzieci, nazizmu, wojennej przemocy, gwałtu i pedofilii. Kumulacja ta może nie brzmieć zachęcająco, ale dość dobrze wpasowuje się w balansowanie bohaterów na granicy dobra i zła. Liczne retrospekcje i zatarcia czasowe to składowe lawirującej między gatunkami historii, która potrafi przygnębić, ale też momentami zaintrygować. Jest również w stanie pozostawić widza niewzruszonym lub rozczarowanym, gdyż przez liczne rozwidlenia myśli przewodniej emocje, które wywołuje, ulegają osłabieniu. Zmarnowany potencjał – ma się ochotę stwierdzić po seansie. Mimo niedociągnięć fabuły warto ekranizację polskiej lektury obejrzeć, choćby dla zapoznania ze wspaniałą grą aktorską oraz scenografią.

Fot.: Kino Świat

 

Film obejrzeliśmy dzięki Cinema City

 


Przeczytaj także:

Recenzja filmu Pokot

Write a Review

Opublikowane przez

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka sztuki szeroko pojętej. Z wystawy chętnie pobiegnie do kina, zahaczy o targi książki, a w drodze powrotnej przeczyta w biegu fragment „Przekroju” czy „Magazynu Pismo”. Wielbicielka festiwali muzycznych oraz audycji radiowych (Radio Nowy Świat i Radio 357), a także zagadnień naukowych, psychologii społecznej i czarnej kawy. Swoimi recenzjami, relacjami oraz poleceniami dzieli się z czytelniczkami i czytelnikami Głosu Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

2 Komentarze

  • „mieszanka cech bajkowych z fikcyjnymi postaciami (księżna Daisy i jej perły)”- księżna Daisy i jej perły to jak najbardziej realna postać i historia! Radziłabym przed pisaniem recenzji zapoznać się z historią Wałbrzycha i Zamku Książ.

  • Podziwiam tych którzy dodarli do końca filmu.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *