Spider-Man
Spider-Man

W ostatni piątek sierpnia 2015 w kinach dominować będą dramaty. Może więc nie będzie nam wyjątkowo do śmiechu, ale kto powiedział, że w kinie trzeba się koniecznie skręcać z rozbawienia, ryzykując, że z ust wyleci nam popcorn i nie daj Boże zachłyśniemy się piciem, które przemyciliśmy w plecaku, żeby nie przepłacać za trunki oferowane przed wejściem na salę? Nikt! Dlatego tym razem trochę poważniejsze zapowiedzi, choć momentów, w których kąciki ust podjadą nam nieświadomie do góry, być może również nie zabraknie. Podobnie jak polskiej produkcji –  Żyć nie umierać –  a także czegoś kontrowersyjnego (w 3D!) na deser.


 

hitman

Hitman: Agent 47 –  reż. Aleksander Bach

USA | Thriller, Akcja

Kojarzycie gościa z kodem kreskowym na karku? No więc właśnie o nim będzie pierwsza z pięciu premier tego piątku. „Ale przecież my już znamy historię Hitmana!” – powiecie. I z jednej strony będziecie mieli rację. Sytuacja wygląda jednak tak, że produkcja Hitman: Agent 47 miała być początkowo sequelem filmu z Thimothym Olyphantem w roli głównej. Jednak gdzieś po drodze wytwórnia nie zaakceptowała scenariusza, a aktor wcielający się w Hitmana w 2007 roku odrzucił propozycję ponownego wcielenia się w płatnego zabójcę. I tak w telegraficznym skrócie przedstawia się historia filmu Hitman: Agent 47. Scenariusz nie pasuje? Aktor odmawia? Zapominamy więc o sequelu, a tworzymy na nowo znaną już skądinąd historię. Otrzymujemy więc poniekąd świeży start dla opowieści o mordercy, którego możemy sobie zeskanować. Tym razem w główną rolę wcielił się Rupert Friend (wcześniej do tej roli przewidziany był nieżyjący już Paul Walker), którego fani seriali pamiętać mogą z produkcji Homeland, a innym możliwe, że rzucił się w oczy podczas oglądania Chłopca w pasiastej piżamie lub Teorii wszystkiego… chociaż zagrał tam reklamę uliczną, więc może niekoniecznie. Poza tym nie jest to wcale TA Teoria wszystkiego, ale film o geniuszu komputerowym, który… Ale przecież nie o tym filmie mowa! Wróćmy więc do Hitmana. Jeśli nie znacie tej historii sprzed ośmiu lat, wygląda to mniej więcej tak: Główny bohater to człowiek wyszkolony na bezbłędnego mordercę, który obdarzony został zarówno siłą jak i inteligencją. Nie ma imienia ani nazwiska, a jedyną namiastką jego tożsamości są dwie ostatnie cyfry kodu wytatuowanego z tyłu karku. Agenta 47 poszukują ludzie, którzy pragną odkryć jego tajemnicę, a co za tym idzie historię, i w ten sposób stworzyć całą armię niepokonanych morderców. Hitmanowi pomagać będzie piękna kobieta. Oczywiście. Obok przyjacielskiego aktora w filmie wystąpili również: posiadająca niewielką filmografię Hannah Ware i, znany chociażby z American Horror Story: Asylum, Star Trek czy filmu Herosi, Zachary Quinto.  Zwiastun zapowiada wszystko to, za co fani kina akcji kochają… kino akcji. Będą pościgi, złowrogo wiszące w powietrzu helikoptery, ogień, krew, porwanie i… czy tylko mnie się zdaje, czy Hitmanowi zwisa u szyi różowy krawat? Dowiemy się w kinach, ale miejmy nadzieję, że to tylko kwestia oświetlenia.

Hitman: Agent 47 - polski zwiastun


Zac Efron

We Are Your Friends – reż. Max Joseph

USA | Dramat, Romans, Muzyczny

Kolejnym filmem jest obraz Maxa Josepha. Film spodobać się może zdecydowanie wszystkim fankom, które pokochały High School Musical za to, że występował w nim Zac Efron. Fabuła filmu nie przedstawia się jednak zbyt ciekawie czy ambitnie. Oto poznajemy młodego DJ-a, któremu Cole na imię, a który pragnie sławy, lecz dopiero zaczyna swoją karierę i tak naprawdę nie wie, w którą stronę się zwrócić, aby spełnić swoje marzenia. Snuje się więc wraz z kumplami ulicami Hollywood, licząc, że chwile po zmierzchu, które spędza na tworzeniu swojej muzycznej wizytówki, okażą się owocne – bo oczywiście póki co, nie są. Punktem zwrotnym w jego dotychczasowym życiu ma się okazać spotkanie ze starszym, uznanym już Dj-em Jamesem. Ów James staje się poniekąd artystycznym opiekunem Cole’a, a od tego już tylko krok od spędzania ze sobą niema każdej chwili. James co prawda chce pomóc przyjacielowi w spełnieniu marzeń, wśród których na szczycie plasuje się oczywiście światowa kariera, ale nie do końca o tym będzie ten film. Otóż James ma dziewczynę. Dziewczyna nazywa się Sophie i spędza z dwoma DJ-ami mnóstwo czasu. Pewnie już wiecie, co się kroi i czego dotyczyć będzie film. Relacje Cole’a i Sophie nie będą od początku do końca czysto przyjacielskie – czego z pewnością życzyłby sobie James. Z jednej strony młody artysta ma więc starszego przyjaciela, który wziął go pod swoje skrzydła, może nawet guru, z drugiej natomiast jego dziewczynę, do której zaczyna coś czuć. Impas jak nic. I jak tu z tego wybrnąć? Czy twórcy zaskoczą nas więc czymś nowym w tej, bądź co bądź, sztampowej historii? Jest to film muzyczny, więc może w tym tkwi to coś, czym urzeknie nas ta historia. W rolę Jamesa wcielił się Wes Bentley (American Beauty, Igrzyska śmierci), natomiast w jego piękną dziewczynę modelka i aktorka o polskich korzeniach (a kto ich nie ma?), Emily Ratajkowski. W We Are Your Friends wystąpił również, znany z seriali Mob City The Walking Dead, Jon Bernthal. Po zwiastunie mam niejasne wrażenie, że film spodoba się ściśle określonej grupie widzów. Może jednak się mylę? W końcu – romans muzyczny z Zakiem Efronem! No i ta wiara w to, że marzenia mogą się spełnić, że świat należy do nas… Zaraz, zaraz… czy tego już aby nie grali?

We Are Your Friends - zwiastun


 

love

Love  – reż. Gaspar Noé

Belgia, Francja | Dramat

Jeśli, Drogi Czytelniku, a przyszły – w tym wypadku raczej powinnam napisać, że niedoszły – widzu, jesteś niepełnoletni, nie powinieneś tego czytać. Kolejna premiera to bowiem film, który wielu z Was określi zapewne mianem „porno w 3D”. Szczerze mówiąc, po obejrzeniu zwiastuna, sama potrafiłam prostacko rzucić jedynie tyle. Jednak widzowie, którzy mają mocne nerwy, nie cechuje ich pruderia i wstyd – powinni chyba dać temu obrazowi szansę. Reżyserem jak i scenarzystą Love jest Gaspar Noé, którego znamy z produkcji Nieodwracalne z Moniką Bellucci w roli głównej, a scena gwałtu w tunelu z tego filmu przeszła już chyba do historii kinematografii. Tym razem francuski reżyser argentyńskiego pochodzenia postanowił do maksimum wykorzystać zaufanie widzów i postawić ich przed obrazem, który może szokować i oburzać, ale raczej na pewno zapadnie w pamięć. Główny bohater, Murphy, po rozmowie z matką swojej byłej dziewczyny wraca wspomnieniami do czasu spędzonego z Electrą. Reżyser kolejny raz więc nie poczęstuje nas historią opowiedzianą od początku do końca, a raczej poszatkowaną opowieścią, z której wyłuskać będziemy musieli sens – spomiędzy nagich ciał, jęków rozkoszy i gniotącej się pościeli. Równie chaotyczny jest zresztą sam zwiastun Love, który zdaje się nie mówić o filmie nic poza tym, że będzie dużo seksu – także grupowego – jak i wszystkiego, czego zabronilibyśmy oglądać swojemu dziecku. Kiedy do tego dodamy, że film obejrzeć można będzie w technologii 3D… Nie oceniajmy jednak, zanim nie zobaczymy. Gaspar Noé nie jest pierwszym artystą, który poprzez brutalność i dosadność pragnie pokazać coś więcej, coś, co samo w sobie być może nie dałoby się opisać ani słowem, ani obrazem. Posiłkuje się zatem tym, co rozumie większość z nas. Love opowiadać ma bowiem o rozpadzie związku, o tym, że – wbrew pozorom, które buduje Noé – coraz bardziej wyszukane fantazje nie muszą być lekarstwem na wszystko, a zaproszenie do łózka trzeciej osoby niekoniecznie jest ostatecznie strzałem w dziesiątkę. W niezwykle odważne w tym przypadku role główne wcielili się Karl Glusman, Aomi Muyock i Klara Kristin – czyli aktorzy raczej nieznani, których obejrzeć będziemy sobie mogli w pełnej krasie. Żarty jednak na bok – może właśnie film epatujący nagością, seksem, spermą i wszystkim tym, na dźwięk czego nasze babcie złapałyby się za głowy, okaże się głębszy i ambitniejszy niż masowo produkowane, uładzone filmy… w zasadzie o niczym.

LOVE (2015) zwiastun PL, film dostępny na VOD


Kot

Żyć nie umierać  – reż. Maciej Migas

Polska | Komedia, Dramat obyczajowy

Przedostatnia premiera tego weekendu to polski film, który jeszcze przed oficjalną premierą zapowiada się na niezwykle kasowy w naszym ojczystym kraju. Żyć nie umierać opowiadać ma inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami historię byłego aktora – teraz prowadzącego popularny show – który dowiaduje się, że zostały mu tylko trzy miesiące życia. Jak sugeruje tytuł, Bartosz Kolano postanawia wykorzystać czas, który mu pozostał do cna – w tym na pogodzenie się z córką. Obraz Macieja Migasa nie ma być jednak typowym dramatem, lecz takim, w którym łzy wzruszenia mieszają się z rozbawieniem. Wątki komediowe w filmie sprawić mają, że Żyć nie umierać będzie produkcją nafaszerowaną optymizmem i nadzieją. W główną rolę wcielił się Tomasz Kot, który udowodnił już nie raz, że potrafi świetnie zagrać kogoś, kto nie jest jedynie wymysłem scenarzystów. Podziwiać mogliśmy go przecież w filmie Bogowie, w którym wcielił się w postać Zbigniewa Religi, a jeszcze wcześniej odtworzył postać Ryszarda Riedla, nieodżałowanego wokalisty Dżemu. Swoją drogą, hasło promujące film Żyć nie umierać brzmi Piękne są tylko chwile, a są to dokładnie takie same słowa, które śpiewał świętej pamięci bluesman. Kto jak kto, ale Tomasz Kot nie powinien zawieść widzów na sali kinowej. Kogo natomiast zobaczymy w pozostałych rolach? Już wymieniam. W filmie Migasa zobaczymy także: Janusza Chabiora (zdaje się, ze przystawiał się kiedyś do mamy Igora w Na Wspólnej), Jacka Braciaka (chociażby ekscentryczny projektant mody Pshemko z BrzydUli), Ireneusza Czopa (niedobry brat młodego Stuhra z Pokłosia), Adama Woronowicza (Drogówka okazała się stać Pod Mocnym Aniołem), Andrzeja Konopkę (znany bardziej z pomniejszych ról), Paulinę Gałązkę (seriale, seriale…) i Martę Malikowską (Przebacz, że wymienię tylko jeden film). Żyć nie umierać może okazać się filmem zabawnym, wzruszającym, a co najważniejsze – z przesłaniem. Tomasz Kot po raz kolejny dostaje rolę, w której może się wykazać grą aktorska, w przeciwieństwie do wielu swoich kolegów. A może oni po prostu dokonują niefortunnych wyborów? Produkcję na pewno warto zobaczyć. My, naród… znaczy: my, Polacy potrafimy robić przecież dobre filmy. Oby Żyć nie umierać okazało się jednym z nich, bo temat jest uniwersalny, taki, który raczej nigdy się nie przedawni, co nie znaczy przecież, że znudzi.

ŻYĆ NIE UMIERAĆ - oficjalny zwiastun


 

1001 gramów

1001 gramów (1001 gram) – reż. Bent Hamer

Francja, Niemcy, Norwegia | Dramat

I nadszedł czas na ostatnią szansę na to, aby skłonić Was do wyjścia w weekend do kina. 1001 gramów zapowiada się, musze przyznać, ciekawie i intrygująco. Opis jest co prawda skąpy, ale zwiastun każe wierzyć, że otrzymamy film wielowarstwowy i wieloznaczeniowy, pełny jeśli nie symboli, to chociaż podwójnego dna. Marie Ernst to pochodząca z Norwegii naukowiec, która wybiera się do Paryża na konferencję, podczas której poruszany będzie niezwykle ważki i ciężki temat – faktycznej wagi, jaką liczy sobie jeden kilogram. Wedle opisu produkcji, podróż ta ma okazać się cenna dla Marie głównie ze względu na prawdy, jakie pozna o świecie i własnej osobie. To co widzimy w zwiastunie, zapowiada film stonowany, z ciekawymi ujęciami, ale także pełen jakiegoś dziwnego napięcia, które sprawia, że od razu wiemy, iż wcale nie chodzi o ten nieszczęsny kilogram. Bent Hamer – reżyser i scenarzysta – zabierze nas więc w podróż z Norwegii do Francji i miejmy nadzieję, że będzie to podróż iście sentymentalna, pełna rozważań o rzeczywistości, rozmyślań o emocjach i zadumań nad tym, nad czym często nie mamy czasu się zastanawiać. Jak chociażby to, co jest dla człowieka największym ciężarem. W rolę Norweżki wcieliła się Ane Dahl Torp, a obok niej zobaczymy również takie nazwiska jak Laurent Stocker, Hildegun Riise czy Stein Winge. Nie martwice się, jeśli nic Wam one nie mówią – dla mnie również brzmią obco. Nie to jednak liczy się w dobrym kinie, by podczas seansu wytężać pamięć i szturchając uprzednio w ramię sąsiada, wymieniać mu tytuły produkcji, w jakiej widzieliśmy danego aktora. Chodzi  o przekaz, siłę obrazu, muzyki, dialogów i klimat, który w filmie 1001 gramów zapowiada się interesująco. Nie wiem jak Wy, ale ja na pewno obejrzę, bo już sam plakat wydaje się odbiegać od tego, czym z reguły raczą nas kolejne filmowe „hity”. Oby tylko Bent Hamer nie musiał nam sensu swojego filmu wbijać niczym młotkiem do głowy.

1001 GRAMS Trailer | Festival 2014


 

Fot.: Imperial CinePix, Monolith Films, Gutek Film, Kino Świat, Bomba Film

Podobne wpisy:

Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *