Córka innej matki

Podwójne lustro – Carolina Rivera – „Córka innej matki” [recenzja]

Nowa meksykańska produkcja Netflixa Córka innej matki to pierwszy serial, który obejrzałam, nie wiedząc o nim nic. Gdybym z nudów nie włączyła pierwszego odcinka, prawdopodobnie nawet bym o nim nie usłyszała. Netflix od dawna przyjmuje strategię promowania kilku swoich faworytów – perełek, które z dniem premiery stają się hitami, dostają recenzje jeszcze przed pojawieniem się na ekranie i przez długi czas utrzymują się w top 10, a my mamy wrażenie, że powinniśmy je obejrzeć. Ten mechanizm ma swoje plusy, ale umyka nam przez to niekiedy sporo naprawdę przyzwoitych seriali, które proponują równie dobrą rozrywkę. Warto więc czasami odłożyć na bok najgłośniejsze tytuły i włączyć coś zupełnie niszowego – z czystej ciekawości.

Córka innej matki okazała się dla mnie takim właśnie pozytywnym zaskoczeniem. Serial jest przede wszystkim próbą przedefiniowania jednej z najważniejszych meksykańskich wartości, czyli rodziny. Choć mnożone bez przerwy wątki i intrygi splatają się w nim niekiedy w nieprawdopodobny sposób, a duży ładunek komediowy może wywołać w widzach wrażenie, że wszystko dzieje się tutaj nie całkiem na serio, stworzona przez Carolinę Riverę narracja ma mimo to spory potencjał wywrotowy. W proponowanym przez autorkę scenariusza obrazie rodziny najbardziej pociągają jego otwartość i rozmyte kontury. Jak bardzo nieszablonowy jest to obraz, sami się przekonajcie.

„Nie chodzimy boso po domu, jeśli nie umyliśmy stóp”

Niemal w całym pierwszym odcinku serialu mamy do czynienia z montażem równoległym, który pozwala twórcom przeplatać losy głównych bohaterek, nadając jednocześnie świetne tempo opowiadanej historii. W tym samym czasie poznajemy więc dwie kobiety, które zaczynają rodzić – jedna na uczelni, druga w pracy. Początkowo różni je wszystko – wiek, status społeczny i, co w przypadku tego serialu najważniejsze, podejście do macierzyństwa. Mariana (Paulina Goto) planuje urodzić dziecko w domu przy asyście babci i matki i przy dźwiękach muzyki relaksacyjnej, Ana (Ludwika Paleta) w ekskluzywnej klinice w towarzystwie męża. Obie ostatecznie trafiają do przypadkowego szpitala, w którym żadna z nich nie chciała się znaleźć i który na zawsze poplącze ich losy. Przez nieuwagę początkującej pielęgniarki córki bohaterek zostają zamienione i przez cztery miesiące Ana i Mariana wychowują nie swoje dzieci, kierując się przy tym własnymi zasadami.

Mariana skupia się przede wszystkim na bezpośrednim kontakcie z dzieckiem, decyduje się jak najdłużej karmić piersią i spędza każdą wolną chwilę z córką. Ana – pracoholiczka, która jeszcze z sali porodowej wykonywała ostatnie służbowe telefony – szybko przyzwyczaja Reginę do butelki, wyznacza czas, w którym można ją wziąć z łóżeczka i przytulić, a w wolnych chwilach uczy ją rozpoznawania kształtów. Córka innej matki pokazuje więc różne wzorce macierzyństwa, zderza ze sobą i konfrontuje, żadnego z nich nie stawiając jako jedynie słusznego wzoru. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy pomyłka pielęgniarki wychodzi na jaw i rodziny muszą wymienić się dziećmi. Od tej pory dominująca zasada kontrastu, na której początkowo opiera się komizm serialu, zostaje wyciszona, a to, co dzieli obie kobiety, okazuje się najbardziej wartościowe.

Twórcy serialu w taki sposób łączą losy bohaterek, że te stają się dla siebie podwójnymi lustrami. Z jednej strony widzą w nich własne, niemal karykaturalnie wyostrzone cechy, z drugiej strony widzą to, jakie mogłyby być, gdyby z niektórych zasad i przyzwyczajeń zrezygnowały. Stworzona ze spojrzeń innych Ana, by zrobić karierę zawodową i jednocześnie wychować dwoje dzieci, wypracowała w sobie rozmaite mechanizmy kontroli, tworząc listy reguł i instrukcje obsługi do miejsc i ludzi. Przebywając z Marianą, powoli zdejmuje z siebie maskę perfekcjonistki i uczy się słuchać swoich własnych potrzeb i pragnień. Mariana z kolei, traktując Anę jako nowy autorytet, nabiera pewności siebie i stopniowo przejmuje kontrolę nad przyszłością swoją i córki.

Córka innej matki

Przewrót

Zarówno główne bohaterki, jak i ich bliscy tworzą zupełnie nowy dla nich model rodziny – oparty nie tyle na więzach krwi, ile na wzajemnym wsparciu, trosce i zrozumieniu niekiedy zupełnie obcych sobie ludzi pochodzących z różnych środowisk. Marianę i jej matkę nie stać na czynsz za mieszkanie. Anę do pracy wozi szofer, a w domu pomagają jej niania i gosposia. Siła tego serialu tkwi według mnie właśnie w tych różnych próbach definiowania rodziny i składających się na nią relacji. Każdy z bohaterów podejmuje tę próbę samodzielnie, konfrontując własne potrzeby i możliwości z wyidealizowanymi wyobrażeniami o rolach społecznych ojca, córki, matki czy dziadków.

Córka innej matki

Choć Córka innej matki niekiedy niepotrzebnie mnoży wątki i kolejne intrygi, a fabuła serialu bywa momentami przewidywalna, świetnie się ją ogląda i nie sposób się przy niej nudzić. Twórcy zdecydowali się zresztą na dość krótkie odcinki, które skupiają naszą uwagę, bawią i zapewniają dobrą rozrywkę.

Świetna obsada serialu znakomicie odnalazła się w rolach komediowych, a polskich widzów do jego obejrzenia może dodatkowo zachęcić wcielająca się w rolę Any Ludwika Paleta, meksykańska aktorka polskiego pochodzenia, która w wieku kilku lat wyjechała z rodzicami i starszą siostrą do Meksyku, gdzie zrobiła imponującą karierę aktorską.

Fot.: Netflix

Córka innej matki

Write a Review

Opublikowane przez
Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.