Jako że uniwersum stworzone P. H. Lovecrafta należy do moich ulubionych z gatunku grozy, to nie trzeba mnie było długo namawiać do najnowszej produkcji Big Bad Wolf Studio. Cthulhu: The Cosmic Abyss od początku kusi wizją detektywistycznej gry przygodowej w świecie, w którym przerażające siły zmierzają do zbudzenia Wielkiego Przedwiecznego. Mrok i strach sączy się z ekranu już od pierwszych minut rozgrywki, toteż każdy gracz, który nosi w sobie ziarno kultysty, na ten widok cieszy się jak dziecko. Ten świetny projekt zderza się jednak brutalnie z rzeczywistością, bo o ile postępujący koszmar głównego bohatera trzyma w napięciu, to ilość błędów i niedoróbek powoduje u gracza utratę poczytalności.
Na nic się zdały świetnie zaprojektowane lokacje, niepokojąca muzyka czy stopniowo odkrywana historia popadającego w obłęd naukowca, który postanawia odnaleźć uśpionego Cthulhu. Niezaprzeczalny potencjał tej produkcji padł ofiarą błędów i złych decyzji co do niektórych mechanik gry. Jako fan Lovecrafta i tego typu gier czuję okropny zawód, że o Cthulhu: The Cosmic Abyss nie mogę powiedzieć nic więcej niż to, że w teorii świetnie zaplanowany projekt, posypał się pod naporem zbyt dużych ambicji. Efekt? Sfrustrowany gracz, który im bliżej do końca tym większą ma nadzieję, że to już naprawdę ostatnie chwile i nie będzie już kolejnej zagadki. Niestety, piszący te słowa gracz nie był nawet w stanie dotrzeć do napisów końcowych.
Zaczęło się naprawdę dobrze. Zagracona rudera, w której należy szukać przyczyn zaginięcia jednej z naszych agentek jest pełna ciekawostek, więc szukanie notatek i poszlak może być dla niektórych jak wizyta w wesołym miasteczku. W dodatku produkcja wcale się nie czai z tym, aby mitologię Lovecrafta stopniowo sączyć graczowi, lecz wali nią kijem bejsbolowym po głowie; otóż w drugiej połowie XXI wieku świat zdaje się być coraz bardziej szalony, bo jak grzyby po deszczu wyrastają sekty, które wielbią przedziwnych bogów i pławią się w krwawych rytuałach. Jednym z ocalałych jest Noah, główny bohater, który postanawia poświęcić swoje życie na powstrzymywaniu tego typu kultów przed rozpalaniem kolejnych ognisk szaleństwa na świecie. To zapisuję twórcom na plus, bo dzięki temu mogliśmy od razu wpaść po uszy w pełen chaosu i dziwactw świat Samotnika z Providence.
Kolejne rozdziały też są obiecujące. Analizowanie podwodnej stacji badawczej i przyczyn katastrofy w bazie Ocean-I to gratka dla miłośników ciasnych przestrzeni i stopniowego eksplorowania miejsc, w których lepiej długo nie przebywać, jeśli ma się słabe nerwy. Uczymy się wtedy mechanik rozgrywki, które w dużej mierze polegają na analizowaniu znalezionych poszlak i dedukcji, co mogło być przyczyną tragedii pracowników stacji. Dowiadujemy się wtedy, że w Cthulhu: The Cosmic Abyss śledztwo można rozwiązać na dwa sposoby, a nasz wybór wpływa na to, czy zdrowie psychiczne naszego bohatera (liczone w skali spaczenia) ulegnie pogorszeniu, czy może czysto naukowe podejście sprawi, że Noah nie zwariuje na widok plugastw spoza naszego świata. W teorii brzmi to świetnie, ale niestety już pierwsze śledztwo udowodniło mi, że twórcy polegli z tak ambitnym przedsięwzięciem.
Jakkolwiek pragnąłem dążyć do mniej szkodliwego dla protagonisty rozwiązania, okazywało się, iż jestem w stanie dokonać jedynie gorszego wyboru. I jakież było moje rozczarowanie, gdy sprawdzając alternatywną ścieżkę na filmikach innych graczy okazywało się, że musiałbym albo być uzbrojony w dodatkowy zmysł polegający na czytaniu w myślach twórcom gry, albo w ciemno, metodą prób i błędów, jakoś rozgryźć zagadkę, co do której nie otrzymałem wystarczających, jasno sprecyzowanych wskazówek (a w późniejszym etapie gry trafiłem nawet na błędnie napisane!). Nie mówiąc już o bugach, które na długi czas zatrzymywały mnie w miejscu, a nawet uniemożliwiały dalszą rozgrywkę – o tym zresztą zdążymy jeszcze sobie wspomnieć. To było pierwsze poważne rozczarowanie grą Cthulhu: The Cosmic Abyss – niezależnie jak bardzo dokładny byłem w swoich poszukiwaniach, łączeniu wskazówek i czytaniu notatek, z kilku wyżej wymienionych powodów gra nie pozwalała mi dokonać wyboru, tym samym rzekome różne ścieżki postępu były dla mnie tylko i wyłącznie kłamstwem.
Kolejne rozdziały niestety tylko potęgowały moje rozczarowanie, a frustracja rosła z każdą zagadką, której rozwiązania musiałem szukać w internecie. Kojarzycie może ten moment, gdy utknęliście w grze w wyjątkowo upierdliwym momencie, próbowaliście każdego logicznego rozwiązania, w końcu sięgacie do pomocy i nagle doznajecie olśnienia? „No tak, jakie to teraz proste!” albo „Jak mogłem na to nie wpaść?!”. Tutaj niestety tak nie ma. Zamiast tego z rosnącym gniewem zastanawiałem się, w jaki to sposób gra próbowała mi przekazać, że właśnie to powinienem uczynić? Grając w Cthulhu: The Cosmic Abyss nie czułem, że wina leży po stronie mojej niewystarczającej inteligencji, lecz po stronie twórców, którzy niewłaściwie poprowadzili mnie po swoim projekcie. Często tego nie robili dość klarownie, a czasami wręcz wyjątkowo błędnie, tak jak to miałem przy 5. rozdziale i zagadce, której podpowiedź okazała się albo błędnie przetłumaczona, albo źle napisana przez twórców. Co to tłumaczenia odniosłem zresztą wrażenie, że w końcowych etapach albo zostało wykonane przez AI, albo nawet tłumacze mieli dość tej gry i zrobili to byle jak.
Przyznam, że gdyby nie redakcyjny obowiązek, to odpuściłbym Cthulhu: The Cosmic Abyss właśnie gdzieś w okolicach 5. rozdziału. Ostatkami siły woli dobrnąłem dalej – co też było trudne, bo poruszanie się naszej postaci, a zwłaszcza skakanie (O-MÓJ-BOŻE) to potworna przeszkoda – ale na dzień publikacji tego tekstu i tak nie udało mi się ukończyć tytułu. Moja psychika była już strzępkiem nerwów, i to nie dlatego, że ogarnęło mnie szaleństwo Cthulhu. Zagadki w 6. rozdziale wymagają sporo cierpliwości, czytania i porównywania wielu zapisków, notatek i poszlak, a ja naprawdę starałem się dotrzeć do szczęśliwego (czy też nie) końca. Nawet posiłkowałem się już internetowymi poradnikami, aby wykonać wszystko poprawnie. Niestety, najprawdopodobniej z powodu często występującego błędu, gra nie zaliczyła mi części postępu lub czegoś nie uwzględniła, w rezultacie nie mogłem zakończyć śledztwa. Internetowe raporty wskazują, że jest to sytuacja niestety nieodwracalna, a jedynym sposobem jest wczytanie rozdziału od nowa. A dlaczego całego rozdziału? Bo nikt nie wpadł na to, aby umożliwić zapisywanie gry. Kurtyna.
W obecnym stanie gra Cthulhu: The Cosmic Abyss jest niewarta swojej ceny. Ilość błędów – zarówno tych małych które tylko przeszkadzają, jak i tych dużych które blokują postęp – sprawia, że nie chcę tykać tej gry przez długi czas. Co bardzo mnie boli, bo koncept brzmi rewelacyjnie, ale wykonanie jest spartolone koncertowo. I o ile bugi da się w końcu wyeliminować, tłumaczenie poprawić i dodać ręczne zapisywanie gry, to już komunikacja z graczem i upierdliwość zagadek może być na tym etapie nie do poprawy. Może po załataniu czas ukoi rany i będę w stanie odbyć tę podróż od nowa, co mogłoby skutkować podniesieniem opinii o 1-2 oczka. Więcej jednak nie przewiduję, że się uda poprawić. Szkoda, bo mogła to być gra co najmniej udana, a tak dostaliśmy potworka, który z początku daje nadzieję, a później brutalnie ją odbiera.
Fot.: Nacon / Big Bad Wolf Studio






![Skondensowany horror - "Znak Starszych Bogów" [recenzja] znak_starszych_bogow_400](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2015/01/znak_starszych_bogow_400.jpg)
![Tajemnice, które nie powinny zostać odkryte – H. P. Lovecraft – "W górach szaleństwa" [recenzja] w górach szaleństwa okładka](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2020/08/w-górach-szaleństwa-okładka.jpg)


