Bolesław Książek – życie i twórczość – Bożena Kostuch – „Czarodziej z Łysej Góry” [recenzja]

Bolesław Książek to postać nietuzinkowa, niezwykła i wielowymiarowa. Po latach jego projekty wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem. Podobno trzeba dojrzeć, by je docenić, ale jak się już je pokocha, to na całe życie. Koniki i kurki na ceramicznych kafelkach ręcznie malowanych rożkiem, abstrakcyjnie zdobione talerze, pasiaste wazony, pręgowane patery, ceramiczne okładziny ścienne, a nawet całe kominki. Całe to bogactwo składa się na dorobek łysogórskiej „Kamionki”.  Dziś trudno powiedzieć, kto pierwszy nazwał go czarodziejem z Łysej Góry. Jedno jest pewne – glina i ogień nie miały przed nim tajemnic, dzięki czemu stworzył prace, które zachwyciły i wciąż zachwycają publiczność poziomem artystycznym i kunsztem wykonania.

W sercu Małopolski, między Krakowem a Tarnowem, dokładnie w Łysej Górze będącej niewielką wsią większość swojego życia spędził Bolesław Książek wraz z rodziną. Przez szereg lat wieś niczym specjalnym się nie wyróżniała. Jednak swój rozwój zawdzięcza działaczom, którzy nadali jej kierunek rozwoju, a także wciągnęli mieszkańców do wspólnej pracy. I tak stała się dla władz przykładem modernizacyjnego sukcesu polskiej wsi. Miała więc dużą wartość „propagandową”. Bolesław Książek, Spółdzielnia „Kamionka” oraz Łysa Góra często gościli na łamach prasy codziennej, specjalistycznej (poświęconych sztuce i projektowaniu), kobiecej, a nawet zagranicznej. Choć mogłoby się wydawać, że Łysa Góra była idylliczną miejscowością, gdzie wszyscy działają na rzecz dobra wspólnego, to tymi zmianami zainteresowana była niewielka grupa osób.

Bolesław Książek nie jest artystą anonimowym i zapomnianym. Jego popularność cały czas rośnie, a prace zarówno autorskie, jak i te stworzone w Spółdzielni „Kamionka” często goszczą na wystawach ceramicznych. Jednak do tej pory bardzo niewiele mówiło się o jego życiu prywatnym. Okazuje się, że był duszą towarzystwa, będąc jednocześnie człowiekiem niebywale wrażliwym, ale też upartym i niecierpliwym. Wiele osób potwierdza, że miał trudny charakter. Cóż, trudno się dziwić – był prawdziwym artystą, a artyści, jak wiemy, są wymagający dla otoczenia. Kochał jednak swoją pracę i starał się, by wszystko, co wyszło spod jego rąk, było najwyższej jakości. Pobyt w Narewce, z której blisko do Puszczy Białowieskiej, ukazał mu piękno przyrody, które zrobiło na nim duże wrażenie. Do tego stopnia, że w swoich pracach był na tego typu motywy bardzo wyczulony. Naukę ceramiki rozpoczął pod okiem profesora Szafrana. To właśnie czas spędzony w pracowni ceramiki zaważył na przyszłości Bolesława Książka.

Autorka Bożena Kostuch to kustosz Muzeum Narodowego w Krakowie i znawczyni ceramiki XIX i XX wieku. Jej pierwsze spotkanie z Bolesławem Książkiem miało miejsce podczas tworzenia katalogu prezentującego zbiory krakowskiego muzeum. Impulsem jednak do pierwszej wizyty w Łysej Górze była wystawa z 2008 r.: W ogniu tworzone… – ceramika krakowska po 1945 r. Z kolei dwa lata temu prowadziła wykład dotyczący ceramiki Łysej Góry. To uwielbienie łysogórskiej ceramiki zaowocowało spotkaniami z rodziną „Czarodzieja”: najstarszą córką Marią Książek Gurgul (niestety nie doczekała wydania książki), średnią córką Elżbietą Sachą oraz ich mężami. To z ich pamięci i wspomnień krok po kroku rysował się obraz Bolesława Książka, który możemy w pełni poznać w publikacji. Wnuk artysty, Marcin Sacha, traktowany jest przez autorkę niemal jako współautor. To głównie on bowiem zabezpieczył i sfotografował to wszystko, co zostało ze spuścizny po dziadku. A Bolesław Książek okazał się artystą niepospolitym, dostrzeganym w kraju i za granicą, a także nauczycielem nieprzeciętnym, który w łysogórskich kobietach obudził talent i pasje, nauczył rzemiosła i pokazał, jak praca dostarcza człowiekowi satysfakcji.

Bożena Kostuch w swojej najnowszej książce wspaniale oddała klimat Łysej Góry. Bo oprócz niezwykle ciekawej i bogato ilustrowanej biografii Bolesława Książka ukazanego jako człowieka, który całe swoje życie podporządkował swojej pasji, czyli ceramice, jest to także historia miasta i Spółdzielni Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego. By osiągnąć zamierzony cel, autorka korzystała z wielu źródeł (wspomnień rodzinnych, pamiętników, notatek, artykułów, wzmianek czy innych publikacji). Widać, że poświęciła tej publikacji wiele czasu i serca. Licznie snute dygresje nie przeszkadzają, a wręcz przeciwnie – składają się na wierny obraz okolicy, miasta, miejsca i samego bohatera, który dzięki nim staje się nam – odbiorcom – bliższy. 

Fot.: Wydawnictwo Marginesy


Przeczytaj także:

Wielogłos o książce Kobiety z obrazów

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.