Komiksowa seria zatytułowana imieniem głównej bohaterki – Czarolina – jest tak magiczna, jak tylko może być magiczny komiks o fantastycznych stworzeniach, czarach, zaklęciach i ukrytej dla zwykłych śmiertelników wyspie. Wyspa Vorn jest tak gęsto zamieszkała przez niesamowite istoty, że przypomina Zakazany Las z Harry’ego Pottera. W pierwszej części cyklu, tomie Pewnego dnia zostanę fantastykolożką poznaliśmy główną bohaterkę i jej nowych kolegów, adeptów kryptozoologii. W drugim tomie, Dziewczynka, która kochała zwierzołaki, otrzymaliśmy odpowiedź na to, kto stoi za przemianą niewinnych mieszkańców wyspy w szklane posągi. Czy natomiast trzeci tom wyjaśni nam zagadkę, która od początku wydaje się najważniejsza dla całej serii? Tytuł – Tajemnica mojego pochodzenia – daje nadzieję, że w końcu wiele się wyjaśni.
Drugi tom Czaroliny pozostawił nas w konsternacji, ponieważ dosłownie na ostatniej stronie komiksu czarnowłosa dziewczyna spotkała niezwykłego stwora, zwierzołaka, którego, jak się okazało… Tylko ona widzi. Czy to kolejny powód, by uznać, że Czarolina nie jest człowiekiem, a jakimś magicznym stworzeniem? Jak wiemy, na wyspie wśród uczniów pozostały same dziewczyny. Alcyd zniknął, a Merod jako jedyny nie wrócił do swojej postaci po tym, jak, podobnie jak Tara, Arlena i Madame C, został zamieniony w szklany posąg. I choć wszyscy na czele z profesorem Archibaldem Balzarem pragną rozwiązać zagadkę posągów, Alcyda, którego podejrzewają o bycie Sylfidą, a także niezmienionej postaci Meroda – mają także obowiązki związane z nauką i pomocą magicznym stworzeniom. A na wyspie Vorn co chwila dzieje się coś ciekawego, niesłychanego i pilnego. Uczniowie nie mają chwili wytchnienia. Pod ich opieką znajduje się zarówno dziwnie zachowująca się rusałka, wyrzucony na brzeg wyspy szkielet, w którym wciąż tli się życie, jak i gorgona, którą do tej pory zajmował się Merod, a która – wszystko na to wskazuje – może mieć coś wspólnego z dziwnymi wydarzeniami mającymi miejsce na wyspie.

W trzecim tomie jest sporo nauki i Czarolina, Tara, Willa i Arlena będą stawiały kolejne kroki na drodze do tego, by stać się fantastykolożkami. Lekcje z Madame C przypadną do gustu zwłaszcza Arlenie, która odkryje w sobie zamiłowanie i talent do czarów, posługiwania się magicznymi znakami i z pasją przeprowadzać będzie kolejne badania w szklanych fiolkach. W pewnym momencie zaczynamy domyślać się, w jakim kierunku zaprowadzi to naszych bohaterów, ale nie jesteśmy pewni do samego końca, jaki sekret zostanie dzięki temu odkryty. Tę tajemnicę Sylvia Douyé zostawiła na sam koniec trzeciej części cyklu. Ponieważ Merod wciąż tkwi zaklęty w postaci szklanego posągu, a Alcyd zniknął, autorka miała czas, by poświęcić go tym razem dziewczynom, które w poprzednich dwóch tomach zostały unieruchomione i pozbawione szansy na udział w wielu wydarzeniach. Dowiadujemy się zatem o wiele więcej o charakterze zarówno Arleny, która okazuje się przenikliwą i mądrą dziewczyną, jak i Tary – co do której Czarolina ma niezbyt przychylną opinię, co mogło wpłynąć również na jej postrzeganie przez czytelników. Tymczasem dociera do nas, że po pierwsze Tara pod płaszczykiem arogancji i zarozumialstwa kryje dobre serce, w związku z czym chęć niesienia pomocy chorym i słabszym istotom zawsze będzie u niej na pierwszym miejscu, a po drugie dowiadujemy się co nieco, o jej życiu prywatnym, i choć jest to dopiero zalążek opowieści o jej życiu, to sporo to mówi o niej i sprawia, że zaczynamy zupełnie inaczej patrzeć na tę postać.

Pod względem wizualnym w zasadzie nic się nie zmieniło i Tajemnica mojego pochodzenia cieszy oko w taki sam sposób, jak robiły to dwa poprzednie tomy. Mamy tu sporo szczegółów i miękką kreskę, co ma spore znaczenie w momencie, kiedy pojawiają się magiczne stworzenia i znaki przywołujące zaklęcia. Paola Antista zadbała o to, by historia w aspekcie graficznym zachowała spójność, a także – co ważne – jej ilustracje dotrzymują tempa scenariuszowi. W przypadku tego tomu po raz pierwszy zostaje podany artysta odpowiedzialny za kolory (Lowenael), które swoją drogą nadal tworzą spójną całość na przestrzeni całego, trzytomowego na chwilę obecną, cyklu.
Tajemnica mojego pochodzenia to kolejny, wciągający tom przygód Czaroliny, która za wszelką cenę pragnie dowiedzieć się, kim jest. Sekret, który spowija od jakiegoś czasu jej życie, okazuje się dla niej wyczerpujący. Komiks porusza kwestię tego, jak ważna jest dla nas świadomość naszego pochodzenia i tożsamości, wiedza o tym, kim i dlaczego jesteśmy, o tym, kim możemy się stać, i z kim łączą nas więzy krwi. To również opowieść o tym, że nie należy pochopnie oceniać ludzi, zwłaszcza kiedy ma się kilkanaście lat, bo tak łatwo kogoś skrzywdzić lub po prostu za szybko skreślić. W tej magicznej opowieści znajdziemy również wiele na temat przyjaźni, troski o wszystkie istoty żywe i znaczenia snów. Komiks potrafi wciągnąć i zainteresować, a to, jak zakończył się trzeci tom, sprawia, że to właśnie czwarta część może być tą, która jeszcze bardziej zaangażuje czytelnika.
Fot.: Egmont
![Spora odrobina magii – Sylvia Douyé, Paola Antista – „Czarolina – 2 – Dziewczynka, która kochała zwierzołaki” [recenzja] czarolina 2](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2021/10/czarolina-2.jpg)

![Dziwny jest ten świat – Carboneil, Gillet – „Pozytywka – 1 – Witamy w Pandorii” [recenzja] witamy w pandorii](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2021/10/witamy-w-pandorii.jpg)




