Ciągle lubię tutaj wracać – Camilla Läckberg – “Czarownica” [recenzja]

czarownica

Dziesiąty raz wracam do Fjällbacki i kolejny raz miło – choć bez zachwytów – spędzam czas z bohaterami, z którymi to i owo już przeżyłam, zapoznając się z treścią kolejnych tomów cyklu. Niejednokrotnie w kolejnych recenzjach zdarzało mi się podkreślać, że seria Camilli Läckberg nie jest literaturą ambitną ani wybitną, ale też nie tego oczekuję, sięgając po opowieści o mieszkańcach szwedzkiego miasteczka. Na tyle już zbliżyłam się do bohaterów, że z chęcią dowiaduję się z kolejnych powieści, co nowego u nich słychać i jak radzą sobie z problemami zrzucanymi im na karb przez pisarkę. Sięgnięcie po powieść Czarownica – dziewiąty tom sagi – było więc formalnością z mojej strony, która dokonała się całkiej niedawno. Oczywiście po raz kolejny zapoznałam się z powieścią w formie audiobooka czytanego przez Marcina Perchucia; już nie wyobrażam sobie Fjällbacki bez jego głosu.

Erika pracuje nad nową książką – tak jak poprzednie, również i ta ma opierać się na faktach i opowiadać o nieprzyjemnej historii, która wydarzyła się w jej okolicy przed laty. Tym razem pisarka bierze na warsztat sprawę czteroletniej Stelli, która trzydzieści lat temu została znaleziona martwa w pobliskim jeziorku. Dziewczynka zostala odprowadzona przez swoje opiekunki, dwie trzynastolatki, pod dom. Wtedy była widziana żywa po raz ostatni. Marie i Helen najpierw opowiadają swoją wersje wydarzeń, uparcie twierdząc, że odprowadziły czterolatkę pod dom i już jej nie widziały. Później jednak, w trakcie przesłuchania, przyznają się do zamordowania dziewczynki. Po jakimś czasie kolejny raz zmieniają zeznania, ale tym razem nikt nie bierze pod uwagę ich niewinności, zwłaszcza że nie ma innych podejrzanych. Ze względu na ich młody wiek nie trafiają do więzienia – Marie, jako że pochodzi z “gorszej” rodziny, trafia do kolejnych zakładów, Helen pozostaje w domu rodzinnym i nie opuszcza szwedzkiego miasteczka mimo wielu nieprzychylnych spojrzeń mieszkańców i plotek.. Ich drogi na zawsze się rozchodzą do czasu, aż Marie powraca do Fjällbacki jako gwiazda Hollywood, by nakręcić tu film. I wtedy wydarza się niemal ta sama tragedia, co przed laty – dziewczynka będąca w tym samym wieku, co Stella, mieszkająca w tym samym domu, zostaje znaleziona martwa, niemal dokładnie tam, gdzie ciało czterolatki leżalo przed trzydziestu laty… Czy Helen i Marie mają coś wspólnego i z tą zbrodnią? Kto mógł zamordować niewinne dziecko? Pytania mnożą się niczym kolejne ciąże u Läckberg.

Läckberg nie byłaby jednak sobą, gdyby raz na jakiś czas nie przeniosła swojego czytelnika w bardziej zawiłe odmęty przeszłości, a tym razem, jest ona wyjątkowo odległa – na tyle, że na porządku dziennym były okrutne polowania na czarownice. W roku 1671 poznajemy pewną kobietę o imieniu Elin, która przez niezbyt szczęśliwe dla niej koleje losu zmuszona jest przeprowadzić się wraz z kilkuletnią córeczką na parafię, którą zarządza mąż jej siostry, z którą nigdy nie łączyły jej zbyt bliskie i ciepłe relacje. Elin, szanowana przez mieszkańców ze względu na odziedziczoną po babce wiedzę na temat uzdrawiajacych i uśmierzających ból ziół, będzie musiała poradzić sobie z nową sytuacją, a także z niestosownym uczuciem, jakie rodzić się zacznie między nią a mężem siostry. Kobieta chyba nie do końca zdaje osbie sprawę z tego, w jakie niebezpieczeństwo może się wpakować… Co jednak historia z XVII wieku może mieć wspólnego ze sprawą zaginięcia małej dziewczynki w czasach teraźniejszych? Cóż – tym razem pisarka postanowiła zastosować nieco inną formę powiązania między sprawami i zapewne zabieg ten albo komuś się spodoba, albo wręcz przeciwnie  – wątpię jednak, by ktoś pozostał wobec niego obojętnym.

Czarownica to przede wszystkim ogromne nagromadzenie wątków. Trudno mi jednak oceniać, czy jest ich zbyt wiele, bo historia przedstawiona przez szwedzką pisarkę wciągnęła mnie i trzymała w napięciu. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że dla kogoś to może być już nieco za dużo. Nie można odmówić jednak autorce sagi tego, że starała się poruszyć w najnowszym tomie kilka ważnych i delikatnych tematów, w tym również tych bardzo aktualnych. Z tła czysto obyczajowego wyłania się więc wątek uchodźców, a także tego, jaki stosunek mają wobec nich mieszkańcy Szwecji. Na ośrodek, który zamieszkują, patrzy się najczęściej krzywym wzrokiem, łatwo podjudzić wobec nich nawet tych, którzy nie mają nic przeciwko, a przede wszystkim – są oni idealnym kozłem ofiarnym i pierwszymi podejrzanymi w jakichkolwiek sprawach. Mamy również – delikatnie, ale wciąż zauważalnie – kolejny raz nakreślony wątek matki, która nie potrafi otoczyć swojego dziecka uczuciem, u której jakby brak instynktu macierzyńskiego. To nie perwszy raz, kiedy pisarka ucieka się do takiego wątku i ciekawa jesten, czy sama miała z tym jakąkolwiek styczność w prawdziwym życiu. Läckberg porusza w Czarownicy jeszcze jeden ważny temat, o którym jednak nie będę wspominała, ponieważ nie chcę zepsuć nikomu lektury. Jest to jednak temat dość ciężki do udźwignięcia, smutny i choć poruszany w wielu dziełach – chyba nigdy nie stanie się dla nikogo czymś “na porządku dziennym”.

Pomiędzy zbrodnią, kłamstwem i historią dziejącą się dawno temu, której echo powraca; pomiędzy dochodzeniem, przeszukaniem i wzmożoną pracą policji otrzymujemy również wątki czysto obyczajowe, mające na celu dostarczyć czytelnikowi rozrywki, a także popchnąć do przodu losy bohaterów, z którymi znamy się już od tylu tomów. Tym razem Läckberg pozwoli nam pośmiać się nieco z pijanej Eriki, która przesadzi z alkoholem na wieczorze panieńskim swojej ukochanej teściowej; jak zwykle rozrywki dostarczy nam niepoprawny Melberg, którego autorka na szczęście coraz bardziej uczłowiecza, pokazując, że w nim również drzemie człowiek, uwiarygadniając tym samym fakt, że taka kobieta jak Rita go pokochała; jak zwykle będziemy również obserwować perypetie Anny, która być może w końcu wejdzie na prostą i autorka da jej (a jednocześnie także czytelnikom) odetchnąć. Jeśli więc ktoś polubił dotychczasowy klimat i formę powieści tej autorki – to na Czarownicy raczej się nie zawiedzie.

Nie zawiedzie się także ten, kto – tak jak ja – postanowił zapoznać się z powieścią w formie audiobooka. Ileż to już razy przy okazji Sagi o Fjällbace wychwalałam Marcina Perchucia za to, jak interpretuje poszczególne jej części i jak indywidualizuje konkretne postaci. Naprawdę nie wiem, co nowego mogłabym napisać tym razem. Aktor znów świetnie sobie poradził i nie ukrywam, że jego głos i talent w czytaniu audiobooków jest jednym z powodów, dla których każdorazowo chętnie do tego niewielkiego szwedzkiego miasteczka wracam. Ciepło, wyczucie, subtelność i jakaś taka swojskość w głosie Perchucia sprawiają, że wtapia się on idealnie w atmosferę, którą Läckberg zbudowala na przestrzeni tylu części cyklu. Z jednej storny mam wrażenie, że aktor jest jednym z bohaterów i nie wyobrażam sobie już tego świata bez niego, z drugiej strony jednak jest on na tyle neutralny, że nie zakłóca odbioru powieści – jest, ale jednocześnie go nie ma; unosi się nad światem przedstawionym, zarazem będąc jego częścią, jak i nie ingerując w niego. Zdaję sobie sprawę z tego, że wyrażam się dość niejasno, ale niestety nie umiem inaczej tego opisać. Jeśli niniejszy akapit nie daje Wam jasnego oglądu na to, jak szanuję i doceniam pracę, jaką wykonuje Marcin Perchuć we współpracy z Audioteką, poniżej znajdziecie linki do recenzji poprzednich tomów, w których każdorazowo zachwalam aktora.

Czarownica to chyba najbogatsza część cyklu Läckberg, a to ze względu na swoją obszerność, ilość nagromdzonych wątków i problematyki, jaką porusza autorka. Mimo to jednak, nic nie jest tu wrzucone na siłę, wszystko składa się w spójną całość, nie odstraszając czytelnika brakiem powiązań. Jedynie związek teraźniejszości ze sprawą z XVII wieku może dla niektórych okazać się rozczarowaniem, ja jednak jestem zadowolona z takiego poprowadzenia historii – jest to coś innego, czego się nie spodziewałam do pewnego momentu, szukając bardziej konkretnych powiązań. Mimo tego, że odczuwalna jest już pewna powtarzalność i że autorka, po tylu tomach ma raczej małą szansę kogokolwiek zaskoczyć – ja cągle lubię tutaj wracać i spędzać czas z Eriką, jej rodziną i znajomymi… nawet, jeśli nie zawsze wszystkich bohaterów lubię czy szanuję ich wybory. Pisarka stworzyła taką społeczność w swoich książkach, która żyje własnym życiem i nawet, jeśli się o niej na jakiś czas zapomni, to podczas powrotu zdaje się, jakby ani na chwilę nie przestało w niej tętnić życie.


Poprzednie recenzje audiobooków z cyklu Saga o  Fjällbace:

Księżniczka z lodu

Kaznodzieja

Kamieniarz

Ofiara losu

Niemiecki bękart

Syrenka

Latarnik

Pogromca lwów


Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *