Wojna najczęściej opisywana jest przez pryzmat ludzkiego cierpienia – zniszczonych miast, śmierci, ucieczek i rozpaczy. Wojciech Tochman w swoim najnowszym reportażu „Delfiny i Belzebub” kieruje uwagę czytelnika na tych, o których zwykle się nie mówi – zwierzęta, będące równie bezbronnymi ofiarami rosyjskiej agresji na Ukrainę. To poruszająca książka o psach, kotach, koniach, ptakach i delfinach, ale przede wszystkim o ludziach, którzy z narażeniem własnego życia próbują je ocalić.
Publikacja składa się z czterdziestu ośmiu krótkich reportaży będących efektem licznych wyjazdów autora do Ukrainy. Tochman nie stawia siebie w centrum wydarzeń, choć sam uczestniczy w akcjach pomocy i ewakuacji zwierząt. Pozostaje wierny zasadzie reportażysty – oddaje głos swoim bohaterom. Dzięki temu czytelnik poznaje historie wolontariuszy, weterynarzy i mieszkańców terenów objętych wojną, którzy każdego dnia dokonują pozornie niemożliwego, ratując życie porzuconych zwierząt.
Największą siłą książki jest jej humanistyczne przesłanie. Autor pokazuje, że ratowanie zwierząt nie jest jedynie aktem współczucia wobec nich, ale również sposobem na ocalenie własnego człowieczeństwa. Jedne z najważniejszych słów reportażu wypowiada Ihor, jeden z ratowników: „Bo rodzą się, by być przyjaciółmi człowieka. Gdy są w potrzebie, człowiek musi im pomóc”. W tym zdaniu zawiera się sens całej książki. Tochman przekonuje, że nawet w samym środku wojennego piekła dobro nie przestaje istnieć – przejawia się w codziennych, często heroicznych gestach ludzi, którzy nie godzą się na obojętność.
Reportaż nie unika brutalności wojny. Autor opisuje śmierć zwierząt zamkniętych w mieszkaniach, psy pozostawione na łańcuchach, schroniska zniszczone przez ostrzał czy ginące tysiącami delfiny w Morzu Czarnym. Nie epatuje jednak okrucieństwem dla samego efektu. Każda z tych historii ma uświadomić czytelnikowi, że wojna niszczy całe środowisko życia – ludzi, zwierzęta i przyrodę. „Delfiny i Belzebub” są więc również opowieścią o ekobójstwie, którego skutki będą odczuwalne jeszcze przez wiele lat po zakończeniu konfliktu.
Szczególnie poruszające są historie konkretnych bohaterów – Nastii prowadzącej kilkanaście uratowanych psów, poety i żołnierza Maksyma, który zginął na froncie, czy Ołeksandry opiekującej się tysiącami zwierząt w schronisku. Z krótkich opowieści powstaje przejmująca mozaika pokazująca codzienność wojny. Tochman nie moralizuje i nie ocenia. Pozwala faktom oraz emocjom bohaterów mówić za siebie, dzięki czemu jego reportaż zyskuje autentyczność i ogromną siłę oddziaływania.
Na uwagę zasługuje również styl autora. Jest oszczędny, prosty i niezwykle precyzyjny. Tochman nie potrzebuje patosu ani długich komentarzy. Kilka krótkich zdań wystarcza, by wywołać w czytelniku silne emocje. To charakterystyczna cecha jego twórczości, znana z wcześniejszych reportaży, takich jak „Jakbyś kamień jadła” czy „Pianie kogutów, płacz psów”. Również w tej książce empatia i uważność okazują się ważniejsze niż publicystyczne oceny.
„Delfiny i Belzebub” to książka, która zostaje z czytelnikiem na długo po zakończeniu lektury. Skłania do refleksji nad odpowiedzialnością człowieka za słabsze istoty oraz nad tym, czym naprawdę jest człowieczeństwo. Pokazuje, że nie zawsze możemy zatrzymać wojnę ani ocalić cały świat, ale zawsze możemy uratować jedno życie. I właśnie w takich gestach, pozornie niewielkich, rodzi się nadzieja.
To niezwykle ważny, mądry i poruszający reportaż, który warto przeczytać nie tylko ze względu na temat wojny w Ukrainie, ale przede wszystkim po to, by przypomnieć sobie, że empatia, solidarność i wrażliwość są wartościami, które pozwalają zachować człowieczeństwo nawet w najciemniejszych czasach.
doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie nauki o kulturze i religii na podstawie rozprawy pt.: "Polska prasa muzyczna przed transformacją ustrojową na przykładzie "NON STOP". Analiza czasopisma w latach 1972-1990", absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Jej zainteresowania obejmują literaturę, sztukę, psychologię ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).
Na tej stronie wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? ZGADZAM SIĘ
Manage consent
Privacy Overview
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.