zwierzę

Człowiek człowiekowi bykiem – „Zwierzę” – Emma Benestan

Dla Emmy Benestan Zwierzę jest drugim filmem pełnometrażowym. Pierwszym była… komedia romantyczna Twardo, miękko z 2021 roku. Tym razem natomiast spróbowała swoich sił w modnym ostatnio nurcie body horroru, łącząc go z kinem zoocentrycznym. Z kinem dość wysokiego ryzyka, zważywszy na to, że znajdziemy tu i filmy poruszające, które zwinnie konfrontują istoty z post-industrialnym społeczeństwem (Okja), poruszające, surowe dokumenty (Gunda), ale też twory absurdalne i nietrafione pod każdym względem (Lamb). Zważywszy na porównania do lubianych przeze mnie Substancji Titane byłem ciekaw co francuska reżyserka ma do zaoferowania. 

Film opowiada historię Nejmy, będącej wschodzącą gwiazdą lokalnego sportu zwanego course camarguaise, uprawianego na prowincjach w południowej Francji. Celem zawodników jest zerwanie wstążki przywiązanej bykowi do rogu. Do jej zespołu należy również pięciu mężczyzn i jej kolegów zarazem, żyjących z uprawy byków i sportu od dziada pradziada. Po jednej z libacji zostają znalezione zwłoki jednego z nich, a protagonistka zaczyna podejrzewać, że ze zwierzętami łączy ją specyficzna więź i że ma z nimi więcej wspólnego, niż inni.

Na pierwszym planie przedstawiana jest dramatyczna i skomplikowana więź pomiędzy człowiekiem i bykiem. Zwierzęciem, które jest przecież silnie terytorialne, a tym samym niebezpieczne dla ludzi. Mężczyźni tryskający testosteronem żyją z hodowli i współzawodnictwa, a w wolnym czasie – z braku innych rozrywek –  testują granice zwierzęcia i droczą się z jego charakterem. Gdy oni je deanimizują i „uważają, że wolno im zrobić to, co się da”, relacja Nejmy jest tu skrajnie różna. Odbywa podróż wgłąb samej siebie, a granice przyjaciel-wróg, siła-mądrość zaczynają się zacierać tworząc pewnego rodzaju anagnorisis. Dość szybko równolegle zaczyna się budować także feministyczna płaszczyzna filmu. Nejma, będąc zawodniczką typowo męskiego sportu jest ewenementem, a jej umiejętności poddawane są przez mężczyzn w wątpliwość. Dalej poruszany jest temat jej traum wychodzących z warstwy podświadomości i koszmarów. Nie można odmówić tej przypowieści lekkości i płynności. Wszak nie każda opowieść musi być zagmatwana, a metafory i ukryte znaczenia poskręcane, jak np. w Holy Motors. Niemniej jednak ta prostolinijność, przewidywalność, moralna jednoznaczność może drażnić, a tym samym doprowadzić do braku pełnej satysfakcji z seansu.

Włożenie produkcji do szufladki podpisanej horrory jest dość dyskusyjne. Zdecydowanie więcej jest tu moralnego dramatu. Body horror jest tu całkiem logiczną i przy okazji efektowną klamrą filmu. Łączy problematykę z malowniczymi pejzażami francuskiego rancza. Choć nie jest jego główną siłą, próbuje maskować alegoryczność postaci, oczywistość i niesubtelność elementów, które już widziałem na ekranie wielokrotnie i przewidywalność już od pierwszych scen. Zwierzę jest kolejnym horrorem, który potrzeb typowego fana tego gatunku nie zaspokoi. Benestan niepokój dostarcza nieregularnie i niezbyt subtelnie, a filmowi brakuje napięcia, który mógłby wciągnąć w seans. Trudno jest mi zaangażować się w tę historię w stu procentach, jeśli wszystko podane jest jak na tacy.

Dużo więcej podziwu wzbudziła realizacja, która po części wynagradza sporo fabularnych mankamentów. Animale (tytuł oryginalny) jest filmem znakomicie nakręconym. Tu również nie ma tu silenia się na jakąś wielką kreatywność, ale poszczególne ujęcia (jak to powyżej) idealnie podkreślają problematykę i jak wielką rolę pełni tu międzygatunkowa więź. Tak samo ujęcia z góry nadają francuskiemu pustkowiu pewnej mityczności. W tym zakresie brakuje jedynie kilku scen więcej z zawodów. Film na częstszym zmienianiu tempa by skorzystał, a przy okazji bardziej przedstawiony by został sport, o którym nigdy w życiu nie słyszałem i który wygląda bardzo specyficznie. Ścieżka dźwiękowa natomiast jest tu bardzo skromna i subtelna, ale intrygująca. Jest elementem dodającym charakteru, który jednocześnie nie wybija się na tyle, żeby zamiast na obrazie widz koncentrował się na nim.

Mam natomiast uwagi dotyczące nie samego aktorstwa, które jest przyzwoite, co do samych postaci. Funkcyjność postaci drugoplanowych można zrozumieć, a nawet sądzę, że tu ona pasuje. Drażni mnie natomiast to, jak bardzo osobowość głównej bohaterki jest ograniczona jedynie do wydźwięku jaki Benestan chce osiągnąć. Skrojona jest na potrzeby reżyserki, ale trudno mi sobie ją wyobrazić jako indywiduum nie doświadczające tego, co w filmie. Wiemy, co się z nią wydarzyło, zdecydowanie mniej jaka ona tak naprawdę jest – nawet pomimo kilku dialogów nie dotyczących zawodów, uprawy i tajemnicy, które są dość drętwe.

Największą bolączką filmu jest prostolinijność. Daleki jestem od całkowitego jego przekreślenia, ma pewien urok. Reżyserka bardzo łatwo i niezbyt subtelnie wzbudza emocje, by potem równie niesubtelnie je uspokoić i ostatecznie sprawić satysfakcję. Udziela za dużo odpowiedzi, pozostawia za mało wątpliwości przez jednoznaczność i moralne uporządkowanie. Jako body horror, którego najważniejszym punktem jest ukazanie wynaturzeń, deformacji, transformacji wypada ostatecznie dość tandetnie. Wątek romantyczny jest tu urwany w połowie, a wątek LGBT wrzucony niechlujnie i bez większego sensu dla całości. Za dużo jest słabych punktów zarówno w pomyśle, jak i w realizacji, bym mógł Zwierzę polecić. Jeśli nie przeszkadzają komuś proste środki, proste metafory to Zwierzę może być seansem udanym. Mam sprzeczne uczucia co do połączenia dwóch gatunków. Realizacyjnie wypadło to niewiele lepiej niż w horrorach klasy B, ale cieszy mnie zawsze odwaga twórcza i pikanteria. Dzięki temu film Emmy Bagestan jest przynajmniej jakiś. Jako samodzielny dramat wypadłby bardzo nijako, a jako samodzielny horror bez sensu. W podsumowaniu nie udzielę więc jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy drugi film reżyserki warto obejrzeć, bo zależy to od oczekiwań. Jeśli gładka przypowieść, wstrząsający moralitet, klimat i kaskaderskie wykończenie wystarczą – tak. Należąc jednak do grupy poszukującej większej scenariuszowej kreatywności, niejednoznaczności i pola do samodzielnych przemyśleń nie jestem do końca usatysfakcjonowany takim kinem.

fot: Velvet Spoon

 

zwierzę

Overview

Ocena
5 / 10
5

Write a Review

Opublikowane przez

Błażej Piechota

Fan kina od 13 roku życia. Docenia zwłaszcza kino twórcze, odważne, czasem kontrowersyjne. Stara się oceniać filmy pół sercem, a pół głową. Docenia wszelkie inne przejawy pasji i kreatywności, nawet jeśli je nie do końca rozumie. Do ulubionych twórców należą min. Michael Haneke, Ingmar Bergman, Krzysztof Kieślowski i Dennis Villeneuve. Lubi oprócz tego czytać literaturę true-crime, męczyć się nad językiem niemieckim, dobrze zjeść, a później dla równowagi pograć w badmintona. Senior minimum wage work expert.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *