Czy mnie słychać?

Komedia przeciw tragedii – Bradley Cooper – „Czy mnie słychać?”

Nie ukrywam, że Czy mnie słychać? chciałem obejrzeć, ponieważ podobnie jak główny bohater, jakiś czas temu podjąłem radykalną decyzję, aby spróbować swoich sił w stand-upie. Nie będę się rozwodził nad tym, jak mi to idzie (albo nie idzie). Pragnę zwrócić uwagę na to, że w przeciwieństwie do Alexa czy mnie, większość zaczyna swoją przygodę z komedią w młodym wieku. Są jednak takie sytuacje w życiu, gdy dopada nas zwątpienie czy też nagła potrzeba zmiany, aby uratować się przed egzystencjalną degrengoladą. I chociaż nasze motywacje są różne, doskonale rozumiem dlaczego bohater filmu Bradleya Coopera spontanicznie postanowił złapać za mikrofon.

Czy mnie słychać? wiele razy przypominało mi o innym filmie, w którym główny bohater na skutek rozpadu rodziny postanawia radykalnie zmienić swoje życie. Gdy Tom Hanks w 2011 roku nagrał Larry’ego Crowna, tchnął w moją nadwątloną duszę trochę nadziei, że nigdy nie jest za późno, aby osiągnąć pełnię szczęścia zmieniając swoje życie. W podobnej sytuacji jest Alex Novak (Will Arnett), którego małżeństwo z z Tess (Laura Dern) przestało działać – nie dlatego, że któraś ze stron dopuściła się zdrady czy innego podłego występku. Po prostu ich związek uległ wypaleniu. Podejmują dojrzałą decyzją o rozstaniu, co jednak dla obu stron jest wyraźnie przykre; widzimy, że Tess nagle wybucha płaczem, gdy jest sama, a Alex… idzie się upić, ale trafia na wieczór komediowy, który przypadkiem odmieni jego życie.

Stand-upowa scena staje się dla Alexa miejscem, w którym może wyrzuć z siebie wszystkie emocje związane z życiowym kryzysem. Opowiada o swoim rozstaniu, obracając przykre myśli i zdarzenia w żart – jego naturalność i szczerość szybko zostaje doceniona i mężczyzna wkręca się w towarzystwo komików, zyskując kolejne okazje do występowania. Spontaniczna decyzja, aby jednego wieczora wystąpić za drinka okazuje się otworzeniem drzwi do niesamowitej przygody. Napędza to Alexa do życia i odciąga jego uwagę od trudów związanych z rozpadem małżeństwa. Jednocześnie działa w trybie incognito, ponieważ Tess nie ma pojęcia, że jej jeszcze-aktualny-mąż występuje na scenie i opowiada o niej i ich rodzinie obcym ludziom. Jak się domyślacie, fabuła w Czy mnie słychać? w końcu dąży do konfrontacji i gdy ta następuje, mogłoby się wydawać, że to kulminacja filmu. Bradley Cooper miał jednak znacznie głębszą wizję, i było to dla mnie miłe zaskoczenie.

Gdzieś w połowie filmu stand-up schodzi na drugi plan, a stery przejmuje burzliwa relacja Alexa i Tess, którzy w końcu zaczęli ze sobą rozmawiać, a iskra namiętności znowu wybuchła w ich sercach. Nagle robi się kameralnie, ale też i dusznie. Ich żywiołowa kłótnia o tym, kto pierwszy stał się niewidoczny w związku trzymała w napięciu i gdyby nie jej gwałtowne przerwanie, prawdopodobnie przestałbym pamiętać jak się oddycha. W tym momencie scenariusz przypomniał, że nie spotkaliśmy się w kinie, aby oglądać film o początkującym komiku, ale o rozpadającym się małżeństwie i o radzeniu sobie z tym życiowym kryzysem. I gdy zaraz po tym Alex wraca na scenę, Will Arnett fenomenalnie zagrał człowieka na skraju załamania emocjonalnego. Już gdy zmierzał do mikrofonu widać było, że główny bohater jest wstrząśnięty, ledwo nad sobą panuje i za chwilę wybuchnie. Ja sam wtedy już nie wiedziałem jak się czuję – przed chwilą cieszyłem się, że ich związek może jednak zostać odratowany, gdy po chwili ta nadzieja spada jak kamień w przepaść. Film Czy mnie słychać? nie tylko potrafił mnie rozbawić, ale i poruszyć nieco wrażliwsze struny.

Podobnie jak wspominany wcześniej Larry Crowne, seans Czy mnie słychać? był dla mnie słodko-gorzkim rollercoasterem, który ostatecznie zostawił po sobie jakieś ciepło w sercu i nadzieję, że gdy coś się kończy, coś się też zaczyna. Alex Novak odnalazł w sobie nową pasję, która chociaż częściowo zapełniła pustkę, a może nawet sprowokowała do większego docenienia samego siebie. Pewność sceniczna obudziła w nim potrzebę rozmawiania z małżonką i kto wie, czy nawet w tak beznadziejnych przypadkach nie jest to okazją do naprawienia dawnych błędów. Moim zdaniem Czy mnie słychać? może być idealnym filmem na dodanie sobie odrobiny otuchy w gorszych chwilach i jeśli przynajmniej jedna osoba po takim seansie odzyska wiarę w siebie, to już jest to dobry powód, aby ten film nie został zapomniany.

Fot.: Disney

PS. Na film wybraliśmy się dzięki Cinema City.

czy mnie słychać?

 

Czy mnie słychać?

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *