Lubimy podglądać innych ludzi – Daniel Brühl – „Jedenaste: znaj sąsiada swego”

Komedia pełna czarnego humoru i wielu podtekstów, gdzie w rolę wziętego aktora wciela się inny wzięty aktor – Daniel Brühl. Jedenaste: znaj sąsiada swego w reżyserii Daniela Brühla (znanego między innymi z takich filmów jak Bękarty wojny, Good Bye Lenin, Wyścig czy Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów) to zaskakująca i dająca sporo refleksji kameralna uczta. To historia zderzenia dwóch światów, które łączy jedno, zaniedbane zresztą, podwórko. To także historia pełna tragikomicznych momentów, ujęta w bardzo delikatne ramy i w znane już widzowi scenerie. To, z czym mamy jednak u Brühla do czynienia w szczególności, to ludzkie dramaty, powielane i powtarzane błędy, przed którymi nie potrafimy się ustrzec. I choć tytułowy sąsiad może być tym złym, to też może być nam życzliwy i spowodować, że spojrzymy na siebie nowym, krytycznym okiem. 

Głos Kultury objął film patronatem medialnym.

O czym jest Jedenaste: znaj sąsiada swego?

Jedenaste: znaj sąsiada swego to historia Daniela, wziętego aktora, który stoi przed wielką szansą na międzynarodowy sukces. W Niemczech odniósł go już wystarczająco. Ludzie rozpoznają go na ulicy, młode fanki chcą sobie z nim robić zdjęcia. On sam ma piękne mieszkanie w ścisłym centrum Berlina, dwójkę słodkich dzieci, kochającą żonę. Uporządkowane i stateczne życie. Podczas seansu zauważamy jednak pewne zgrzyty, które każą nam zastanowić się nad Danielem, nad jego osobowością. Tym, co uderzyło mnie najmocniej, był pewien jego egocentryzm. Zresztą jego postać jest wykreowana bardzo ciekawie, dużo tutaj pewnej przesady, cech, które sprawiają, że bohatera możemy troszkę nie lubić. Widać, że w domu panują jego zasady, naruszone na moment spadającą ze schodów zabawką, która burzy porządek jego porannych rytuałów. Równo ułożone owoce w owsiance, ład i schludność mieszkania, które jest aż za bardzo uporządkowane. Czyżby Daniel musiał mieć nad wszystkim kontrolę? Czyżby w jego życiu zabrakło trochę entuzjazmu, spontaniczności? Później widzimy jej nieco, ale mam wrażenie, że tutaj też wszystko było wykalkulowane. Jednak do pewnego momentu.

Daniel i Bruno

Stopniowo odkrywamy różne sekrety, które burzą nasz obraz Daniela, ale także burzą jego obraz samego siebie. Kiedy postanawia on poczekać na taksówkę w barze, wdaje się w dialog z siedzącym tam mężczyzną – Brunem (Peter Kurth). Bruno jest cynikiem i widać, że w jego życiu dużo się zadziało, a on sam nabrał cech, które być może odpychają od niego ludzi. Przynajmniej takie sprawia pierwsze wrażenie. Daniel gardzi nim, mimo że nic o nim tak naprawdę nie wie. Wystarczyło do tego skrytykować grę aktorską Daniela w kilku filmach, by stał się on jego zaciekłym wrogiem. Z pewną (udawaną) nonszalancją oznajmia mężczyźnie, że jego wywody nic go nie obchodzą. Tak naprawdę jest zgoła inaczej. Przyzwyczajony do pochlebstw, do przytakiwania, usługiwania nawet, nie widzi, że gdzieś tam poza kręgiem ludzi go adorujących, są ludzie na tyle inteligentni, by szybko zbić go z pantałyku. A czym może bronić się Daniel? Pozą? Frazesami? Dobrą miną do złej gry? Z biegiem rozmowy z dziwnym nieznajomym z baru na jaw wychodzą różne ciekawe wątki, zaskakujące tematy z życia samego Daniela i Bruna, które też każą widzowi głębiej zastanowić się nad realiami obecnego świata i wszelakich jego wartości.

Spektakl dwóch aktorów

Jesteśmy podglądaczami i w Jedenaste: znaj sąsiada swego możemy popatrzeć z bliska na życie innych, dostrzec ich momenty intymne, w tym także te, w których tracą własną twarz, godność i honor. To wszystko każe nam bliżej spojrzeć na zagadnienia, które oferuje film. Na przykład dystans społeczny, który burzy jakiś wcześniejszy porządek. Jak dotąd stara kamienica, w której mieszka Daniel, była zajmowana przez „zwykłych” ludzi. Dziś chcą mieszkać tam elity. To tzw. gentryfikacja, a więc proces przemian w wielkich miastach, który polega na rewitalizacji starych kamienic, budynków. Zmieniają się te miejsca w nowoczesne ostoje dla ludzi takich jak Daniel. Burzy to jakiś porządek, może budzić niesmak, może wywoływać złość. W filmie wybrzmiewa dość spora krytyka takich procesów, ale mamy też i nieco czarnego humoru, choćby poprzez drwiny z kina (superbohaterskiego), drwiny ze świata celebrytów, którzy widzą tylko czubek własnego nosa.

Film Jedenaste: znaj sąsiada swego osadzony jest przy tym w bardzo kameralnej, znanej już nam z kina, scenerii. Typowy bar, o którym chce się powiedzieć: „Hej, ja już to gdzieś widziałam!”. Czy ten bar nie wystąpił przypadkiem w innym filmie? Być może. O tę swojskość, romantyzm i sentymentalizm tu być może chodzi. Rozgrywka słowna, utarczki i kłótnie Daniela z Brunem, senna barmanka, krzyczący coś od rzeczy w kącie Micha (Gode Benedix), mają nas usadowić w danym miejscu, abyśmy się wygodnie rozsiedli i obejrzeli spektakl dwóch aktorów. Poniekąd właśnie to taki proces twórczy, odnajdywania siebie i szukania potwierdzenia własnej wartości w oczach innych ludzi. Jednak to, co tam zobaczymy, a w szczególności to, co zobaczy tam Daniel, niekoniecznie musi się podobać.

Jedenaste: znaj sąsiada swego jest bardzo dobrze zrealizowanym filmem, gdzie surowość obrazu miesza się wręcz z jakąś magicznością, oniryzmem, a także teatralnością. Jest tu dużo humoru, przede wszystkim tego czarnego. Dobrze napisane dialogi, a przede wszystkim dobrze zagrane sceny. Kapitalna końcówka, po której na miejsce wskoczą wszystkie części układanki. Debiut reżyserski Daniela Brühla to kameralne kino z ważnym przesłaniem, które wprost mówi o dramatach osobistych w bardzo ciekawy i wciągający sposób.

 

wszystko poszło dobrze

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.