Dead Snow Monster

Szybka jazda – Dead Snow Monster – „Things” [recenzja]

Wrocławscy muzycy z Dead Snow Monster na swojej drugiej płycie zatytułowanej Things zabierają słuchacza w podróż ku muzyce lat sześćdziesiątych.

Wydaje się, że przy okazji debiutanckiego I Wanted to See a Monster wrocławianie trochę zdenerwowali się na porównywanie ich twórczości z The White Stripes i postanowili przy kolejnych nagraniach pójść trochę inną ścieżką. Na Things nie ma ściany dźwięku, brudnego i niechlujnego brzmienia gitar, natomiast jest znacznie więcej melodii i prostych, lecz nie prostackich piosenek; piosenek, które doskonale sprawdzają się w naszych czasach, ale także idealnie odnalazłyby się na listach przebojów pięćdziesiąt lat temu. Słowo „retro” dalej jest bowiem aktualne w stosunku do Dead Snow Monster.

To nie znaczy, że panowie z Dead Snow Monster stali się epigonami klasyków lat sześćdziesiątych i ich twórczość opiera się na klasycznej „zżynce”. Nic z tych rzeczy. Panowie faktycznie uwielbiają brzmienie z epoki, lecz podejście do komponowania jest jak najbardziej współczesne. I faktycznie – kawałki takie jak Like A Child czy Swollen Eyes, mimo że są bezczelnie rock’n’rollowe i nośne, to niektóre icha aspekty, jak lekko rozmyte brzmienie gitar czy przestery będące charakterystycznymi dla współczesnej sceny, są tymi spoiwami łączącymi stare z nowym.

Na Things znajdziemy kilka kandydatów na przeboje, jak chociażby singlowy I’m Right (Don’t Try To Lie), który najłatwiej porównać do tych bardziej soulowych momentów w karierze The Rolling Stones. Puls, nerw tego utworu charakterystyczny jest dla okresu, gdy Jagger i Richards nagrywali płyty takie jak Back and Blue czy Some Girls. Spodobać się musi napędzany rock’n’rollowym riffem gitary Night Driving. Pozytywny i luzacki, otwierający płytę We’ll Feel Fine natomiast doskonale wprowadza słuchacza w tematykę Things. Ten blisko pięciominutowy kawałek, z fajnymi partiami gitar, cudownie leniwie rozwijający się, będzie idealnym towarzyszem wakacyjnego chilloutu z pewnym zimnym napojem pod ręką. Natomiast Home jest jakby chwilowym powrotem do brzmienia znanego z I Wanted to See a Monster.

Dead Snow Monster- I'm Right (Don't Try To Lie)

Są też utwory odmienne stylistycznie od pozostałych, jak lekko psychodeliczny Slow Driving, w którym usłyszymy ciekawe i intrygujące zabawy z brzmieniem gitary obsługiwanej przez Kamila Kozłowskiego. Miłość do bluesa zespół pokazuje w Try, będącym prawdziwym popisem wokalisty, również Kamila Kozłowskiego, który wyśpiewuje absolutnie przeszywające frazy. Wyszło bardzo autentycznie i naturalnie – jestem pod wrażeniem. Chyba jest to mój faworyt na Things. Dziękuję więc za ciary na plecach.

Dead Snow Monster mogli zrobić powtórkę z debiutu i sądzę, że wiele osób byłoby zadowolonych z takiego stanu rzeczy. Jednak Things przynosi zaskoczenie; zespół obrał trochę inny kierunek niż na debiucie, tym samym stawiając pierwszy, poważny krok do stworzenia swojego charakterystycznego, autorskiego stylu. Pomimo faktu, że zespołowi Dead Snow Monster na płycie numer jeden nie można było zarzucić braku energii i młodzieńczej werwy, to inspiracje zespołu wydawały się aż nadto widoczne. Natomiast wydaje mi się, że Things to prawdziwa próba określenia właściwego, prawdziwego „ja”, i ta próba wypada nadspodziewanie dobrze. Koniecznie należy mieć na Dead Snow Monster baczne oko w przyszłości.

Fot.: Dead Snow Monster

Dead Snow Monster

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.