Delisie

W stylu makaroonowym – Meago, Kur – „Delisie – 1 – Życie ma smak!”

Świat filmu i literatury od zawsze lubił się ze światem kulinarnym. Przenikając się nawzajem, tworzyły niejednokrotnie ciekawe publikacje lub obrazy, które zachęcały tak fabułą, jak i obietnicą smaku i nęcenia zmysłów. Wspomnieć można chociażby o animacji Ratatuj, o powieści Smażone zielone pomidory, jak i świeżym Mascapone (recenzja TUTAJ), a to przykłady tylko pierwsze z brzegu, które piszącej przyszły na myśl w pierwszej sekundzie. Delisie to nowa seria komiksowa, w dodatku od polskich twórców, która sięga po tematykę kulinarną w sposób niebanalny i z pewnością ciekawy, nie czyniąc z potraw i przepisów jedynie tła lub pasji bohaterów, ale wręcz utożsamiając poniekąd bohaterów z konkretnymi daniami, owocami lub przysmakami. Koncepcja bez wątpienia zasługuje na uwagę, jak jednak prezentuje się pierwszy tom zatytułowany Życie ma smak!? Otwórzmy opakowanie, nacieszmy się aromatem, a potem przejdźmy do chrupania i mlaskania, sprawdzając, czy wygląd idzie w parze ze smakiem, bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że je się oczami.

W Delilandzie życie ma smak. Wszystko tutaj kręci się wokół jedzenia. Mieszkańcy nazywają się tak, jak potrawy lub produktu spożywcze i również z wyglądu są do nich podobni. Pożywienie okazuje się również inspiracją dla delilandowej infrastruktury, żeby wspomnieć chociażby zwyczajny kiosk, który jednak wygląda jak gigantyczne opakowanie frytek. Co ma wiele sensu, biorąc pod uwagę, że budki, w których sprzedawane są u nas frytki, przypominają zwykłe kioski (a wiem, co piszę, bo mieszkam od urodzenia w Częstochowie, która słynie z tzw. alei frytkowej, gdzie kiosk na kiosku ścielił się gęsto, oferując długie, krótkie, proste i karbowane… frytki oczywiście). 

W komiksie poznajemy rodzinę, której perypetie będziemy śledzić podczas lektury. Jest to rodzina z wieloletnią tradycją gotowania, która prowadzi restaurację Pasta Cafe, znajdującą się w stolicy Delilandu – Alakarcie (którego nazwa, jak mniemam, odnosi się do określenia à la carte, które oznacza zamawianie potraw z menu). Choć wszystkie kobiety i dziewczyny zajmują się tą profesją, to prawdziwą fanatyczką pichcenia jest Ramen, której cała stylizacja – począwszy od włosów przypominających właśnie makaron ramen, a skończywszy na spódnicy, na której nie brakuje wzoru jajka i ciastka rybnego, a zarówno płynne żółtko, jak i narutomaki to najpopularniejsze dodatki do zupy ramen. Reszta rodziny również przypomina konkretne potrawy lub rodzaje makaronu, którym odpowiadają też ich fryzury. Poznajemy więc: zgrywuskę Pho, której włosy do złudzenia przypominają makaron ryżowy serwowany właśnie z zupą, od której nazwy pochodzi jej imię; młodzież w rodzinie: Kokardkę i Lazanię; najmłodszą Świderkę; artystkę Muszelkę; najstarszą Spaghetti, a także wynalazczynię i mechaniczkę, której imię skrywa więcej niż jedno znaczenie, a brzmi ono: Gniazdko. Ze względu na różne zainteresowania i charaktery kobiet i dziewcząt w tej makaronowej rodzinie, a także przez wzgląd na skomplikowane i czasochłonne zadanie, jakim jest prowadzenie restauracji, dużo się tutaj dzieje, jest sporo przygód, perypetii i dynamiki.

Delisie charakteryzują się pomniejszymi opowieściami, które przedstawiają wycinek z życia Ramen i jej rodziny, opowiadając zarówno o prowadzeniu Pasta Cafe, jak i o codzienności w Alakarcie. O opiece nad najmłodszymi członkiniami rodziny, a także o obowiązkach i radościach związanych z pasją gotowania. Bez wyrzutów sumienia i obaw można sięgać po te historie wyrywkowo, nie sugerując się kolejnością w komiksie, choć oczywiście tak będzie i sprawniej, i wygodniej, zwłaszcza że pierwsze plansze zapoznają nas z rodziną, zwyczajami i światem przedstawionym. Większość opowieści to jednoplanszowe, lapidarne historie zakończone humorystyczną pointą, ale trafi się także kilka dłuższych (nieco dłuższych), w tym taka, która pozbawiona jest zupełnie słów, w dymkach zawierając natomiast obrazki (podobnie jak to było w całkowicie „niemym” komiksie Mute). Znajdziemy tu opowieść o wybrednej smakoszce Tiramisu, której nic nie smakuje, do czasu aż Ramen odkrywa jej sekret. Jest krótka scenka z życia w domowych pieleszach, kiedy to rodzina spędza czas na beztroskiej zabawie. Jest opowieść o ucieczce przed pewnym gryzoniem, o wyprawie do Dżungli Ziół, o występie zespołu określającego siebie jako offowo-alternatywno-fridge-undergroundowy (co dziwnie przypomina mi nazwą gatunku pewien symfoniczny, postapokaliptyczny, kruszący renifery, obrażający Chrystusa, ekstremalny, wojenno-pogański metalz Fennoskandii). Każda z tych lapidarnych historii okraszona jest, niczym omastą lub drobno startym parmezanem, humorem zarówno słownym, jak i sytuacyjnym. 

Za scenariusz do Delisi odpowiada Maciej „Maiki” Kur, znany z takich publikacji jak Kajko i Kokosz – Nowe Przygody, Lil i Put, a także Emilka Sza. Historii stworzonej przez Kura nie można odmówić polotu i dynamizmu, a podczas lektury czuć, że poszczególne opowieści zostały stworzone z sercem, fantazją i frajdą. Plansze wypełnione są nie tylko humorem, ale także ciepłem rodzinnym, takim przyjemnym rozgardiaszem, tym rodzajem chaosu, za którym tęsknimy, kiedy go zabraknie. Delisie to też oryginalny pomysł, którego poszczególne elementy zostały przemyślane i dopracowane tak, aby tworzyć zgrabnie i ciekawie prezentującą się całość. Wszystkiego dopełniają oczywiście ilustracje, bez których komiks by nie istniał. Magdalena „Meago” Kania, która je stworzyła, specjalizuje się w ilustracjach  w stylu catroonowym i azjatyckim  i po pierwsze widać to w Delisiach, a po drugie – doskonale się w tej serii sprawdza. Ten przerysowany, mocno kreskówkowy styl z wielkimi oczami w połączeniu z dziwnym, kreatywnym światem, w którym bohaterowie przypominają potrawy – sprawdził się idealnie, podkreślając apetyczność komiksu. Również zastosowane barwy tworzą harmonię z pozostałymi aspektami publikacji – są delikatne, utrzymane w pastelach, przywodząc na myśl wykwintne desery. Wielki plus również za to, że znalazło się miejsce na plansze z gotowym przepisem! To coś, co zawsze znajdzie u mnie aprobatę. Wydanie jest poręczne, a cienka, śliska okładka ze skrzydełkami, na których znajdziemy obszerne informacje o autorach, prezentuje się kolorowo i zachęcająco. Wewnętrzne strony okładki pokryte są szkicami postaci wraz z imionami opatrzonymi żartobliwie słowem Menu.

Delisie, które zadebiutowały tomem Życie ma smak!, opowiadają o niezwykłej rodzinie, w której nie ma czasu na nudę. Życie w smakowitej krainie rządzi się swoimi prawami, podobnie jak bycie częścią makaronowej rodziny od lat zawsze związanej z gotowaniem. Jest tu miejsce zarówno dla zabawy, jak i obowiązek ciężkiej pracy, jest zarys różnych charakterów, ale także różny przedział wiekowy bohaterów, co pozwala na różnorodność opowiadanych historyjek. Jedyne, co nie do końca mnie przekonało, to właśnie długość tych opowieści, natychmiastowe przeskoki z jednej do drugiej. Być może jest to kwestia przyzwyczajenia się do braku ciągłości w opowieści, przyjęcia tej konwencji. Na razie było to coś, co odrobinę mi przeszkadzało i jestem ciekawa, czy drugi zapowiedziany już tom, Mniam, mniam, mniam! powieli schemat tych lapidarnych treści, czy jednak rozwinie skrzydła w stronę dłuższych opowieści. Nie wątpię jednak, że autorom nie brakuje pomysłów i inspiracji na kolejne smakowite opowieści.

Fot.: Egmont

Delisie

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.