Do bani z takim komiksem

Absurd i nonsens – Tadeusz Baranowski – „Do bani z takim komiksem” [recenzja]

Purnonsens, absurd, pomieszanie porządków, wyobraźnia nieskrępowana terrorem sensu. Na tych filarach oparł swoją niezapomnianą twórczość Tadeusz Baranowski – legenda polskiego komiksu. Jest kilku twórców obdarzonych darem zaklinania rzeczywistości i kreowania kompletnie nieposkromionych światów. Nie są to jednak światy ciężkie od znaczeń i poczucia misji, lecz cudownie lekkie, przenoszące odbiorcę w krainę dziwów. Zalicza się do nich Terry Pratchett. Jest nim Janusz Christa. Jednym z nich jest też właśnie Tadeusz Baranowski. Człowiek, który powołał do życia profesora Nerwosolka i Smoka Diplodoka, zajmuje miejsce szczególne na kulturowej mapie dzieciństwa wielu z nas. Na szczęście – za sprawą wznowienia kultowego albumu Do bani z takim komiksem – powraca.

Tadeusz Baranowski jest niekwestionowaną legendą polskiego komiksu. Rysownik, scenarzysta, grafik, ilustrator. Autor kilkunastu fenomenalnych komiksów. Powołał do istnienia takie niezapomniane postacie jak profesorek Nerwosolek, smok Diplodok, Entomologia Motylkowska czy fajtłapowate wampiry o wdzięcznych imionach Szlurp i Burb.

Do bani z takim komiksem opowiada oczywiście o przygodach cudownego profesora Nerwosolka – genialnego naukowca zamieszkującego wspólnie z gospodynią Entomologią Motylkowską i Raptusem – myszką, nazywaną też Ryżym Ogonem. Nerwosolek co rusz wpada na tropy prowadzące do różnych przełomowych odkryć. A to szuka meteorytu, który najprawdopodobniej pochodzi z Marsa, a to spotyka Lorda Hokusa Pokusa. Fabuła pełna jest nawiązań do popkultury, zabaw lingwistycznych i autocytatów.

Niech żyje nonsens

Przygody naszej wesołej gromadki są tak przegięte i nonsensowne, że lektura przypomina zwariowaną jazdę bez trzymanki po szalonym, wesołym miasteczku. Streszczenie absurdalnej i pełnej niesłychanych scenariuszowych fikołków fabuły jest nie tylko niemożliwe, ale i skutecznie zepsułoby całą frajdę z lektury. Jedną z największych zalet nieposkromionej wyobraźni Baranowskiego jest bowiem jej nieprzewidywalność. A skrócony opis tej fabuły brzmi – no cóż – absurdalnie. Tak bardzo jest purnonsensowna i komiczna.

Tadeusz Baranowski ma własny, niepodrabialny styl. Każda plansza to prawdziwy majstersztyk – wykreowany świat jest pełen detali, niesłychanie szczegółowy, dopracowany i oszałamiający feerią barw. Celowym zabiegiem jest opowiedzenie każdej z historii za pomocą innej barwy.

Wznowienie kultowego albumu

Do bani z takim komiksem to wznowienie albumu wydanego w 2005 roku. Dodajmy – albumu pożegnalnego, którym twórca żegnał się z szalonym profesorkiem i jego równie nieprzewidywalną asystentką. Komiks ukazał się w nakładzie zaledwie 550 sztuk. Edycja była limitowana i wzbogacona o takie bonusy, jak replika medalu, który Baranowski dostał na festiwalu w Belgii.

Album postanowiło wznowić niezawodne wydawnictwo Kultura Gniewu. Wprawdzie we wznowieniu nie uświadczymy tych samych bonusów, jakie towarzyszyły edycji limitowej, ale nie ma powodów do narzekań. Nowe wydanie jest nie tylko staranne. Jest też bardzo piękne. Do komiksu dorzucono plakat na grubym, błyszczącym papierze i szkice koncepcyjne autora do całego albumu, zawarte w osobnym szkicowniku.

Nerwosolek wiecznie młody

Całość zdumiewająco dobrze zniosła próbę czasu. Nerwosolek i reszta wesołej ferajny się nie starzeją, a dzieło Tadeusza Baranowskiego wciąż jest wspaniałym przykładem artystycznej odwagi w przekraczaniu granic prawdopodobieństwa. Autor nie stosuje jednak tych zabiegów po to, żeby szokować, a zwyczajnie bawić i tumanić. Słowem – dostarczać inteligentnej rozrywki na najwyższym poziomie, pomagać ćwiczyć wyobraźnię (która, jak wszystko, co zaniedbane – z czasem zanika) i pokazywać czytelnikowi absurdalne, fantastyczne światy. I, tak dziś potrzebną, otuchę i nadzieję. Wykreowany przez Baranowskiego rysunkowy wszechświat jest bowiem przyjazny i naprawdę wszystko jest w nim możliwe.

Ten album to prawdziwa perełka. Czytelnik ma szansę wyruszyć w nostalgiczną podróż i raz jeszcze spotkać – i pożegnać – ukochane, szalone postacie z dzieciństwa. To też komiksowa klasyka, która nadspodziewanie dobrze znosi próbę czasu, wciąż bawi i zachwyca mistrzostwem wykonania.

Fot. Kultura Gniewu


Przeczytaj także:

Recenzja komiksu Zegar zagłady

Do bani z takim komiksem

Write a Review

Opublikowane przez
Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.