Do góry cnotami – Ayn Rand – “Cnota egoizmu. Nowa koncepcja egoizmu” [recenzja]

„Ty egoisto!” – mówi się, mając na myśli obrażenie kogoś lub wyrażenie o nim negatywnej opinii. Tymczasem Ayn Rand cierpliwie, krok po kroku tłumaczy, że zdrowy egoizm lepszy jest od altruizmu, który potrafi być toksyczny dla ludzkości. Tezy, które zostały postawione i tym samym przedstawione czytelnikowi, wywracają światopogląd ówczesnego i współczesnego nam świata poniekąd do góry nogami. A może wypadałoby raczej napisać – do góry cnotami. Jednak nadal jest, jak było. To z kolei dobitnie pokazuje, że światopogląd autorki Atlasa zbuntowanego jak nie znalazł wystarczająco wielu zwolenników w latach 60., tak nie znajduje ich w zatrważającej ilości dzisiaj. Tymczasem Cnota egoizmu to zbiór wykładów mądrych, w których znajdziemy twierdzenia przede wszystkim sensownie uzasadnione. Sęk jednak w tym, aby czytając, nie zamykać oczu.

Książka to nieco inna, niż sugerowałby tytuł. A raczej nieco inaczej zbudowana. Zarówno bowiem Ayn Rand, jak i związany niegdyś mocno z jej filozofią Nathaniel Branden, którego eseje również znalazły się w tej publikacji, krążą często wokół tematu egoizmu, na pozór nie wspominając o nim wprost. Wiele jest prawd o człowieku i świecie, na którym żyje, wiele jest porównań do innych organizmów żywych – roślin i zwierząt. Wiele jest również – i tu wkraczamy na obszar warunku, który powinien zostać spełniony, zanim przystąpi się do lektury Cnoty egoizmu – samego Johna Galta, głównego bohatera Atlasa zbuntowanego. Bohatera nietypowego, bo nieznanego przez wiele stron tej opasłej i wyjątkowej powieści. „Kim jest John Galt?” – przez całą (z przykrością stwierdzam, że nieudanie zekranizowaną) powieść przewija się to pytanie. Z czasem w świecie przedstawionym przez Rand, ludzkość zaczyna go używać jako synonimu do powiedzenia „A któż to wie?”; jako pytania retorycznego, na które nigdy nie znajdziemy odpowiedzi.

Cnocie egoizmu wypowiedzi Johna Galta przytaczane są niczym słowa wybitnego profesora czy naukowca. Można pomyśleć, że nie świadczy to zbyt dobrze o skromności autorki, jednak to właśnie ta postać – mimo że fikcyjna – jest najwybitniejszym przedstawicielem etyki absolutnej, od wyjaśnienia której rozpoczyna się Cnota egoizmu. Rand zaczyna ostro – podczas gdy my wszelkie złe uczynki i niewłaściwe działania człowieka zrzucamy na karb tego, że ludzkość nie potrafi w pełni zaakceptować i praktykować kodeksu moralnego, autorka podważa nie nasze przestrzeganie owego kodeksu, ale sam kodeks. A kodeks ten, w ogólnym rozrachunku przekazu, jaki płynie z wykładów Rand i Brandera jest błędny przede wszystkim dlatego, że ludzkie życie jest w nim niewiele warte.

I tu przechodzimy do dwóch głównych opozycji, które Ayn Rand stawia co prawda naprzeciw siebie, ale nie do końca czyni z nich wrogów. Społeczeństwo – powiada Rand, a za nią powtarza Branden – dzieli się na egoistów i altruistów. I o ile utarło się tych pierwszych uznawać za złych, samolubnych i niegodnych, o tyle tych drugich za przedstawicieli poświęcenia i jedynych słusznych wyniesienia na piedestały. Autorka nie tylko odwraca tu hierarchię wartości tych dwóch typów ludzkich, ale także wskazuje, jakie zachowania są poszanowaniem życia, a jakie mu zaprzeczają. W ten sposób z filozofii Rand wyrasta zupełnie nowe znaczenie dla słowa: egoista. Jest nim bowiem człowiek, który na tyle szanuje swoje życie, że skupia się na tym, aby było ono jak najlepsze i trwało jak najdłużej. Jeśli tak postawimy sprawę, to faktycznie – jak można dostrzec jakiekolwiek zło w takim postępowaniu? Altruista zaś wyżej stawia życie obcego człowieka czy grupy ludzi niż swoje własne. I to co najbardziej zasługuje na szacunek w pojmowaniu dobra i zła, poświęcenia i jego braku jest to, że nie gani ona jednoznacznie altruistów za takie postępowanie, ale mówi: Jeśli chcecie swoje życie zepchnąć na margines i poświęcić je dla cudzego życia – nikt wam tego nie zabroni, ale nie narzucajcie takiego postępowania innym i nie oceniajcie ich za to, że cenią swoje życie jako najwyższą wartość.

Oczywiście jak w każdym wykładzie, którego celem jest dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców, tak i tutaj Rand i Branden podają przykłady, na których opierają swoje stwierdzenia. Jedne są bardziej, a drugie mniej przekonujące. Jeden z pierwszych w bardzo dosadny sposób dokonuje natychmiastowej zamiany ról. Człowieka powszechnie za swój czyn uznawanego za altruistę, zamienia pstryknięciem palców w zwykłego egoistę, jakich zdaniem autorki powinno być wiele. Mężczyzna wyprzedający cały swój majątek na leczenie śmiertelnie chorej żony i trwający przy niej dzień po dniu, minuta po minucie kosztem wszystkiego, w żaden sposób się nie poświęca. Poświęceniem byłby taki czyn wobec zupełnie obcej nam i – przede wszystkim – obojętnej osoby. Jeśli natomiast chodzi o osobę, bez której nie wyobrażamy sobie życia, robimy to zarówno dla niej, jak z pobudek czysto egoistycznych, dla własnego dobra, dla własnego życia i dla własnych pragnień. I to jest słuszne i dobre. Rand nie twierdzi, że zbrodnią jest ratowanie cudzego, obcego życia kosztem własnego. Rand twierdzi, że jest to oznaką nieposzanowania życia własnego – i trudno odmówić jej rozumowaniu logiki.

Cnota egoizmu nie jest co prawda wolna od wad, jednak nie chodzi o to, żeby czytelnik je dostrzegł i szyderczo wymachiwał nimi przez zwolennikami filozofii Rand, ale żeby z zamkniętymi oczami nie podążał za autorką od pierwszej do ostatniej strony jej wykładów. Ostatni artykuł zatytułowany został Argumentacja przez zastraszenie i pełna obaw jestem, że Ayn Rand mogła niepostrzeżenie zastawić we wcześniejszych esejach pułapkę, przed którą sama w ostatnim tekście ostrzega swojego czytelnika, nie wyrażając się jednocześnie zbyt pochlebnie o tych, którzy taką argumentację, zbliżoną do sofizmatu ad hominem, stosują. Czy zrobiła to celowo, nie wiem, jednak jeśli nie, to nie wiem też, która opcja byłaby bardziej ujmująca dla autorki.

Cnota egoizmu bez względu na to, czy zgodzimy się z sugestiami autorki dotyczącymi etyki absolutnej, braku wytłumaczenia dla zła; egoistów, altruistów i braku szarości pomiędzy czernią a bielą (z czym akurat kompletnie się nie zgadzam, ponieważ Rand z jednej skrajności przeskoczyła w drugą; słusznie perorując, że nieprawdą jest popularne stwierdzenie iż – w obrębie moralnym – nie ma czerni czy bieli, a jedynie odcienie szarości, za argument podając niepodważalny fakt, że szarość musi składać się wszak z bieli i czerni, wyklucza z kolei całą gamę szarości, pozostawiając jedynie nieskalaną biel i najczarniejszą czerń), polecałabym wszystkim zapoznanie się z lekturą, której słusznie nadano podtytuł Nowa koncepcja egoizmu. Wiele jest w niej bowiem mądrości, które współczesne społeczeństwo (zwłaszcza związane z jakąś religią) wciąż uznaje za brednie. A przecież Ayn Rand czy to w Źródle, czy to w Atlasie zbuntowanym, czy to w omawianej tu Cnocie egoizmu głosi przede wszystkim kult jednostki, podczas gdy inni stawiają ponad nią społeczeństwo. Autorka cierpliwie i mądrze tłumaczy, dlaczego społeczeństwo nie ma prawa wymagać poświęcenia od jednostki. Podczas swoich wykładów Rand porusza oprócz tego wiele ważkich kwestii; mówi między innymi w rewelacyjny sposób także o rasizmie.

Cnota egoizmu jest wznowieniem, którego okładka prezentuje się nie tylko przyzwoicie, ale także nawiązuje do dwóch najbardziej znanych dzieł Ayn Rand. Zbiór tekstów nie jest długi, to zaledwie 250 stron, ale nie czyta się go łatwo ze względu na tematykę, jaką porusza i momentami przez wzgląd na styl, w jakim został napisany. Przyswojeniu treści sprzyja natomiast dobrych rozmiarów czcionka, która nie mąci wzroku. Martwi jedynie to, że w kolejnym już wydaniu Cnoty egoizmu natykamy się na ten sam błąd, co w wydaniu poprzednim. Mianowicie, kiedy pod koniec wspomniana zostaje postać ze Źródła, zostaje jej błędnie przypisana płeć piękna, podczas gdy Elsworth Toohey, bo o nim mowa, był w historii Rand mężczyzną. Na szczęście nie umniejsza to wartości książki i myślę, że każdy po jej lekturze podejdzie z dystansem tak do świata, jak i do swoich dotychczasowych przemyśleń. Należy jednak pamiętać, aby samemu mieć oczy i umysły otwarte podczas czytania, dlatego że Ayn Rand była kobietą silną w słowie i niezwykle stanowczą, a docenić i przyklasnąć wielu jej teoriom, nie oznacza zgody na każde zapisane przez nią zdanie.

Fot.: Wydawnictwo Zysk i S-ka

 

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

4 komentarze

  1. Dox napisał(a):

    Jedna z lepszych recenzji, jakie ostatnio czytałem. Nie wiedzieć czemu od dość dawna obserwuję pewien ich regres pod względem stylistycznym. Tę czytało się przyjemnie i po raz kolejny uświadomiłem sobie, że po “Cnotę egoizmu” sięgnąć muszę. Pozdrawiam serdecznie!

  2. Tomek napisał(a):

    Super!
    Czy możemy przedrukować to na http://www.obiektywizm.pl ? Oczywiście ze wskazaniem źródła i autorki :)
    Pozdrawiam!

  3. Redakcja napisał(a):

    Oczywiście, że tak :)
    Również pozdrawiamy!

  4. MIBA napisał(a):

    Bardzo dobra recenzja. Nie mogę się jedynie zgodzić z tym, że książkę ciężko się czyta, Mnie “Cnotę Egozimu” czytało się łatwo i przyjemnie. Uważam, że autorka, ma dość lekki styl pisania i dotychczas w każdej przeczytanej przeze mnie książce jej autorstwa miałem te same odczucia. Dzieło to bardzo dobrze się czyta :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *