Książki,Recenzje

Dobrej drogi, przyjacielu! – Przemysław Skokowski – „Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową” [recenzja]

Przemysław Skokowski
Przemysław Skokowski

Przemysław Skokowski. Dla znajomych Pasha, w pewnym rejonie świata nazwany Panczo, czyli Franciszek. W ciągu kilku lat przejechał setki tysięcy kilometrów. Autor bloga autostopem-przez-życie i dwóch książek relacjonujących jego podróże. Laureat ogólnopolskiego Blog Forum Gdańsk. Wolontariusz. Absolwent zarządzania na Uniwersytecie Gdańskim. Jak na tak młody wiek, to całkiem imponujący dorobek. Nie boi się marzyć i wciąż wyznacza sobie nowe cele. W życiu stara się łączyć podróżowanie z pomaganiem. Udowadnia,  że niemożliwe nie istnieje, a świat, wbrew pozorom, jest mały i dostępny dla każdego. Wystarczy tylko chcieć go poznać. Mimo że jego ostatnia publikacja Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową zalicza się do literatury podróżniczej, to jednak wymyka się ona jej sztywnym ramom. Autor na samym początku przedstawia nam cel swej wędrówki, by na dalszych stronach opisać kolejne etapy docierania do niego. Jednak w swojej relacji nie skupia się jedynie na pięknych, egzotycznych krajobrazach, atrakcjach turystycznych czy zwyczajach i kulturze. Dla niego wartość stanowi człowiek i wszystko co się z nim wiąże. Wyjątkowość tej książki zwiększa umieszczenie specjalnych kodów QR zawartych na początku każdego z rozdziałów, dzięki którym można dotrzeć do filmów relacjonujących podróż i zobaczyć wszystko własnymi oczami. Mimo to jestem pewna, że to epilog zostanie na długo w naszej pamięci, gdyż bezsprzecznie jest najważniejszy.

Każda podróż Pashy wiąże się z jakimś projektem charytatywnym, bo jak podkreśla: lubi robić coś dla ludzi. W 2012 roku realizował projekt Miłość, szczęście i marzenia. Jego trasa biegła przez Ukrainę, Rosję, Gruzję, Azerbejdżan, Iran i Turcję, a  rezultatem była nominacja do podróżniczych nagród Kolosy 2012, gdzie zajął trzecie miejsce w głosowaniu publiczności. W wyprawę do Azji (przez Rosję, Kazachstan, Chiny, Laos Tajlandię aż do Birmy) wybrał się z pięcioma kilogramami pocztówek napisanymi przez dzieci, by zrealizować akcję Postcard from Europe. Podczas tej wyprawy odwiedzał sierocińce, których podopieczni wybierali po jednej kartce i odpisywali nadawcy. Jak się okazało, język nie stanowił żadnej bariery. Ostatni autostop wiodący z Gdańska przez Lourdes, Santiago de Compostela, Atlantyk aż do Ameryki Południowej związany jest ze zbiórką pieniędzy (dokładnie 100 tys.) dla Hospicjum im. Ks. Eugeniusza Dutkiewicza. Wybór akurat tej placówki nie jest przypadkowy. Powody są trzy. Po pierwsze jego ojciec będący lekarzem przez lata opiekował się tamtejszymi pacjentami; po drugie Przemysław Skokowski przez okres szkoły gimnazjalnej był tam wolontariuszem; a po trzecie został ochrzczony przez ks. Dutkiewicza. Dlatego też bez wahania na portalu siepomaga.pl stworzył zbiórkę opierającą się na tzw. crowdfundingu[1].

Mimo iż w drogę zawsze wyrusza sam, to jednak w trasie nie czuje się samotny, gdyż spotyka wielu ciekawych ludzi. Pierwszym opisanym był Anthon – młody, dobrze ubrany chłopak w sportowym aucie. To od niego otrzymał małe, czarne pudełeczko, z dukatem w środku i inskrypcją: Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę, odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę, i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego. Był bowiem uzależniony od hazardu. Kolejną barwną postacią była pani w wieku siedemdziesięciu lat, która szlak św. Jakuba przemierza od 1993 (początkowo z mężem, po jego śmierci sama). Według niej camino i jej sens rozumie się dopiero w domu, gdyż to nie droga jest trudnością. To trudności są drogą. Wspomnieć należy również o pięcioosobowej rodzinie, która zabrała go jachtostopem[2] na Karaiby. Tym bardziej, że to właśnie z nimi Skokowski spędził pierwsze święta Bożego Narodzenia z dala od rodzinnego domu. To tylko nieliczne osobowości, które autor spotkał podczas swojej wyprawy.

Niezapomniane są też miejsca, jak choćby 90-kilometrowa dżungla Darien. Tubylcy ostrzegają: nie jedźcie, bo niebezpiecznie, bo ludzie wyjęci spod prawa, bo przemytnicy, bo dzikie zwierzęta, bo gorąco, bo brak wody i dziesięć tysięcy innych powodów. I coś w tych ostrzeżeniach musi być, bo więcej osób zdobyło Everest niż przeszło Darien. W pamięci zostaje również górnictwo w Boliwii. Odwiedzając pracowników, obdarowuje się ich napojami, dynamitem i liśćmi koki. Dlaczego nie kupuje się jedzenia? Odpowiedź jest prosta – w kopalni nie ma toalet, a głód powstrzymywany jest właśnie dzięki liściom koki. I tak jak Polacy mają swojego Skarbka, tak boliwijscy górnicy czczą El Tio. Jest to małych rozmiarów figurka, ozdobiona konfetti oraz papierosem wystającym z ust. Jego głównym zadaniem jest zagwarantowanie górnikom szczęśliwego powrotu na powierzchnię.

Miejscem znanym nam z filmów (Droga życia, Jeden dzień w Europie) i literatury (Pielgrzym, Małe cuda Boga, Moje Camino) jest pielgrzymka jedną z tras oznaczonych muszelką wiodącą do Santiago de Compostela. Przemysław Skokowski jako osoba wierząca (czego się nie wstydzi) miał swoje oczekiwania co do szlaku św. Jakuba, mimo że usłyszał o nim krótko przed wyprawą. Liczył, że nabierze duchowych sił, spędzi trochę czasu na modlitwie, ale niestety nic z tego się nie ziściło. Nie potrafił się modlić w drodze. Camino de Santiago to droga dla każdego. O tyle niezwykła, że każdy przeżywa ją na inny sposób, a owoce duchowe dostrzegamy dopiero z czasem.

Jesteście ciekawi, jak wygląda zjazd Doliną Śmierci? Gdzie znajduje się największa huśtawka zawieszona nad przepaścią? Jakie są zasady na jachcie? Czym jest bolszewicki sztorm i czy należy się go bać? Czy muzyka może być karą na przesłuchaniach? Jak zachowujemy się w obliczu tragedii, jaką jest tragiczny wypadek autokarów, do którego dochodzi na naszych oczach? Czy tęsknota za samotnością jest możliwa? Czym jest prawdziwy Dakar? Jak spędzić noc w namiocie podczas lawiny gęstego deszczu? Czy św. Mikołaj trafił z prezentami na jacht Nimbus? Co daje piesza pielgrzymka mierząca 1000 kilometrów? Czy osoba wierząca może być po prostu… normalna? Szukajcie odpowiedzi w książce, w której autor dociera w miejsca, gdzie czasem nawet nasza wyobraźnia nie sięga.

Często przed wyruszeniem w odległe zakątki globu hamuje nas wiele rzeczy. Poczynając od strachu i obawy, a na wysokich kosztach kończąc. Nasz bohater nie ma takich rozterek. Planuje wyprawę, pakuje plecak i rusza. Podróże wszak są najlepszą szkołą życia, nie uczą zbędnej teorii, ale praktyki. Rozwijają osobowość, poszerzają nasze horyzonty i tolerancję na otaczające nas środowisko. Pielgrzymka nauczyła go wypracowania nawyków, które powtarza się dzień w dzień. Podróż przez Atlantyk podszkoliła z podstaw żeglarstwa i pokazała, że do wielkiej wody trzeba podchodzić z pokorą, bo (…) czasami nie o podróż chodzi, a o to, co się z niej wynosi. O to, co dla oka i rozumu niewidoczne, ale dla serca istotne. Liczne refleksje i przemyślenia zebrane są w epilogu,  a jego przesłanie i zawarta mądrość wprowadzają czytelnika w stan zadumy, melancholii i smutku. Nie dziwię się autorowi, że konieczność dzielenia się podróżami w czasie rzeczywistym czy świadomość stworzenia kolejnej publikacji  może być męcząca i ma już niewiele wspólnego z wcześniejszą dobrą zabawą i radością.

Czy Przemysław Skokowski wyznaczy sobie kolejny podróżniczy cel? Czytając podsumowanie, można mieć wątpliwości. Ale przecież jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana. Cóż, pozostaje powtórzyć za klasykiem, że podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca.[3]


[1] Forma finansowania projektów przez społeczność, oparta na dużej liczbie drobnych, jednorazowych wpłat

[2] Jachtostop to nic innego jak łapanie jachtu, oczywiście na stopa.

[3] Ryszard Kapuściński Podróże z Herodotem


Fot.: Muza S.A.

Podobne wpisy:

Avatar

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *