Muzyka,Recenzje

Dojrzała piątka – Vavamuffin – “V” [recenzja]

Vavamuffin
Vavamuffin

Nie powiedziałabym, że reggae to mój ulubiony gatunek muzyczny. W zasadzie ostatnio słucham takiej muzyki rzadko, ale jednocześnie chętnie. Problem polega na tym, że zazwyczaj nie umiem przekonać się do całej twórczości jakiegoś zespołu uprawiającego właśnie ten rodzaj muzyki. Lubię poszczególne utwory i chętnie do nich wracam, z ochotą również poznaję coś nowego, co pojawia się w tym kręgu. Postanowiłam więc zmierzyć się z krążkiem od Vavamuffin, zatytułowanym V, i choć na początku nie porwał mnie specjalnie, to z każdym kolejnym przesłuchaniem zyskiwał w moich uszach.

Cały album, choć nie brakuje w nim lekko melancholijnych wycieczek i poważniejszych tematow, jest wesoły, raźny i – oczywiście – bujający. Muzyka zawarta na V nie nudzi się wraz z kolejnymi przesłuchaniami, wręcz przeciwnie – ponowne odsłuchy przynoszą węcej radości i zrozumienia, bo kiedy zapamiętujemy konkretne frazy tekstu, możemy śpiewać razem z wokalistami. Choć w pierwszym utworze nie powinniśmy chyba odbierać im głosu ani ich zagłuszać, bo Ferajna to kulturalne przedstawienie się Pablopavo, Gorga i Reggaeneratora. Intensywnie muzycy zaczynają krążek i nie zostawiają wątpliwości co do tego, że album będzie wyraźny, mocno rozkołysany i kolorowy. Choć nie zabraknie w nim także kilku podróży w innych kierunkach, takich jak folk cz hip-hop. Do gustu przypada też zupełnie inny od Ferajny Tatuaż, który nachalnie kojarzy mi się – nie mam pojęcia dlaczego – z utworem Paznokcie od Małpy. Powtarzający się tekst, któremu towarzyszy niezwykle wpadająca w ucho linia melodyczna, szybko zapada w pamięć i nim się zorientowałam, śpiewałam razem z wokalistą:

Przez rajstopy prześwitywał jej tatuaż

z oczu jej bił najciemniejszy blask

Znowu sama była, znowu sama tutaj,

chociaż moglem przysiąc, że ją widzę pierwszy raz

Sztany Katana są tym, co zespoły reggae uprawiają bardzo chętnie – czyli muzyką opowiadającą o samej sobie. I póki jest to opowiedziane ciekawie i w dobrym rytmie – to nie ma się do czego przyczepić, czyli dokładnie tak, jak jest w tym przypadku. Ostatnia piosenka, czyli trzeciagwoli scisłości – będzie o tym, co o mnie myślisz, kiedy odwrócony jestem. Osobiście ten utwór interpretuję jako krótką opowieść o tym, jak rozpadają się związki między ludźmi – nie tylko te, których podstawą jest miłość, ale także przyjaźń. Często i przelotne, krótkie znajomości, i te długie, które wydawały się być relacjami na długie lata, a nawet do końca życia, rozpadają się ot tak, przez jedno słowo, jedno spojrzenie, przez bzdurę. Dokładnie tak, jak mówi o tym Ostatnia piosenka:

Urwie się durnie i nie zacznie powtórnie

Urwie się durnie błahym, cichym gestem.

Vavamuffin kochają muzykę (w przeciwnym razie by jej przecież nie tworzyli – wiadomo), ale także zdają sobie sprawę z jej potęgi i uniwersalnego przekazu, z jej zdolności łączenia pokoleń i ludzi o odmiennych poglądach. Wiedzą, że jeden dźwięk potrafi czasem zmienić wiele lub wyrazić coś, czego nie da się ująć w słowa. Tę miłość i tę świadomość o sile muzyki przekazują w utworach niejednokrotnie. Mówi o tym chociażby Dźwięk – hip-hopowy w zwrotkach, delikatny w refrenie – Muzyka otwiera dawno zamknięte drzwi.  Można powiedzieć, że jest to motyw przewodni płyty V. To uczucie artystów tętni, dudni i trąbi, a także wyraża się w słowach, które dobierane są zgrabnie i z pomysłem, tworząc zdania momentami i poetyckie, i zabawne.  W ten koncept wpisuje się także utwór Nic więcej, który nie tylko głosi: nic więcej, tylko muzyka i podniesione w górę ręce, ale także jest wyznaniem zespołu, po trzynastu latach działalności. Wyznaniem o tym, dlaczego grają, z czego czerpią radość podczas koncertów i dlaczego będą grali dalej. Jest w tym utworze jakaś sympatyczna melancholia, jeśli mogę tak powiedzieć. Jest w tym szczerość i również podziękowanie dla słuchaczy, bez których żaden zespół nie zaszedłby daleko. Muzycy Vavamuffin nie tylko są tego świadomi, ale idą jeszcze dalej i to właśnie w tym utworze pojawia się piękne zdanie: mieć przyjaciół, a nie status gwiazd.

Poza tymi delikatnie – ale i z jakąś powagą i dojrzałością – bujającymi peanami na część muzyki, są również utwory o miłości międzyludzkiej. O tej jeszcze niepewnej i wątłej, nie do końca zrozumiałej opowiada utwór Tatuaż, o którym już pisałam, natomiast o silniejsze, pełniejszej i bardziej dojrzałej mówi kawałek Zostań tu – chyba najspokojniejszy, najbardziej refleksyjny numer. Słowa są niby proste, ale celne, trafiają do słuchacza i czuć w nich zarówno powagę, jak i uczucie. W ogóle cały album V jest, pomimo przebijającej przez niego radości, życia i entuzjazmu, w jakiś sposób poważny, spokojny i w pewien sposób dostojny. Powiedziałabym, że to płyta bardzo dojrzała (Popatrz na faceta, co wyrósł z chłopaka), która nie powstała spontanicznie, bez przemyśleń. Słuchając jej, czuć, że muzycy zarówno czerpali radość z jej tworzenia, jak i włożyli w nią sporo pracy i chcieli przekazać wiele konkretów poszczególnymi utworami. Poza kawałkami, które już wymieniałam, wspomnę choćby o utworze Bambuko (w którym, tak jak w Gołym, gościnnie wystąpił Marcin “Cozer” Markiewicz i jego trąbka) – Czasami słowa nie znaczą tu nic, kolejna złamana obietnica tak jak ogień obraca je w pył. A to tylko refren, przerywany zwrotkami, w których poruszono wiele spraw, które możemy zaobserwować na co dzień. Warto wspomnieć również o ostatnim utworze, Goły, będącym hołdem dla zmarłego w zeszłym roku Sławomira Gołaszewskiego.

Vavamuffin swoją piąta płyta udowadniają, że nie tylko robią to, co kochają, ale także, że robią to z klasą, pomysłem i doświaczeniem, którego mnóstwo poszczególnych elementów kolekcjonowali przez lata. Tu wrażenie robi nie tylko muzyka, nie tylko rytmiczne, harmonijne dźwięki trąbek, perkusji, klawiszy, gitary; nie tylko sprytne i dojrzałe czerpanie z innych gatunków, ale także teksty – wartościowe, ważne, w dodatku zaśpiewane intonacyjnie tak, że cały tekst nie zlewa się w jedno. Szkoda jedynie, że do albumu nie została dołączona książeczka z tekstami, bo prędkość niektórych utworów sprawia, że nie każde słowo udało mi się właściwie zrozumieć. Ale to drobiazg. V daje radość, ale także skłania do przemyśleń. Buja, ale i zastanawia. Fani zespołu nie powinni być zawiedzeni. Mnie pozostaje tylko, w odniesieniu do utworu, w którym panowie śpiewają, że 13 lat jedzie Vava-bus, życzyć szerokiej drogi i kolejnych lat, które będą jak piękny sen.

Fot.: Karrot Kommando

Podobne wpisy:

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Komentarze: 2

  1. Hya 13 lipca, 2017 at 16:01 Odpowiedz

    Szatany Katana – pani redaktor, walnąć błąd w tytule piosenki którą się recenzuje to naprawdę niezła sztuka.
    Tym bardziej tak smieszny błąd.

    • Sylwia Sekret 13 lipca, 2017 at 20:24 Odpowiedz

      Dziękuję za zwrócenie uwagi, błąd już poprawiłam. Niewiele mam niestety na swoje usprawiedliwienie, poza powiedzeniem, że zdarzyła mi się paskudna literówka. Dobrze jednak, że są ludzie, którzy wyłapią tak śmieszny i wstydliwy błąd i zwrócą na niego uwagę bez uszczypliwości i ironii. W dzisiejszym czasach to się naprawdę bardzo ceni.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *