Zacząć od nowa – James Kent – „W domu innego” [recenzja]

Koniec II wojny światowej i pokazanie zniszczeń wojennych to temat rzadko poruszany w kinie. Gdy do tego dojdzie fakt, że zrujnowane miasto to Hamburg, a wymagająca pomocy ludność cywilna to Niemcy, tworzy nam się pewien dylemat. Produkcja W domu innego w reżyserii Jamesa Kenta stara się pokazać właśnie ten moment historii, kiedy zdewastowane po atakach miasto podnosi się i próbuje żyć dalej. Jednak to nie tylko opowieść o gruzach powojennej rzeczywistości, ale też o nowym układzie sił. Dotąd niezniszczalne Niemcy stają się podległe aliantom, którzy zaczynają wprowadzać swoje porządki oraz pomagać przegranym w uporządkowaniu miasta. Relacje między oficerami brytyjskimi a pozostałą w Hamburgu ludnością wydają mi się potraktowane zbyt delikatnie, jakby nienawiść, ból i wściekłość nie mogły być wdzięcznym tłem filmu. I w ten sposób odklejony od rzeczywistości obraz staje się jedynie romansem, a to zbyt mało, aby mówić o świetnym kinie.


Akcja filmu rozpoczyna się kilka miesięcy po zakończeniu wojny. Do Hamburga przyjeżdża Rachel (Keira Knightley), aby wspierać swojego męża, zasłużonego brytyjskiego oficera (Jason Clarke), który pomaga w nadzorze sytuacji w mieście oraz kieruje jego odbudową. Zmuszeni są wprowadzić się do domu Niemca, Herr Luberta (Alexander Skarsgård) – człowieka o niejasnej przeszłości, który w salonie swojego domu ma ślad po obrazie Adolfa Hitlera. Rachel czuje się w tym otoczeniu nieswojo, z biegiem czasu odkrywamy też, jaką traumę w sobie nosi. Brytyjka i Niemiec od samego początku się nie tolerują, ale z biegiem czasu ta nienawiść zmienia się w romans. No i twórcy W domu innego niestety popsuli też ten wątek. Rozumiem, że kino melodramatyczne rządzi się swoimi prawami, ale tak szybka zmiana uczuć bohaterki granej przez Knightley nie jest dla mnie wiarygodna. Sceny miłosne są, jest też golizna, ale to wszystko jest kiczowate i pozbawione smaku.

Bardzo dobre za to są wątki poboczne – córki Herr Luberta i wątek męża głównej bohaterki, Lewisa. Zabrakło w filmie czasu na dopracowanie tych historii, ale one są autentyczne, przykuwają uwagę i niosą za sobą coś więcej, coś, nad czym chcemy się zastanawiać – miłość do narodu, nienawiść dla kraju, który zwyciężył z nami wojnę, wątek straty i bólu oraz wybór, kim chce się być i czy słusznie jest czynić zło tylko dlatego, że ktoś skrzywdził ciebie.

Niestety, filmowi daleko do Pokuty czy Granic Namiętności (oba z Keirą Knightley), które bardzo sprawnie operowały tematyką wojenną oraz romansową. W domu innego stara się nadążyć i czasem mu się to udaje, lecz nie jest to obraz, który zapada na długo w pamięć. Wydaje mi się, że mało przekonujący jest tutaj przede wszystkim Alexander Skarsgård, który gra wtórnie, daleko mu do partnerującej mu Keiry Knightley, która idealnie pasuje do takiego kina – subtelna, piękna i potrafiąca pokazać całą paletę emocji aktorka, pokazała po raz wtóry, że produkcje wojenne, melodramaty, to coś, w czym się dobrze czuje. Na wyróżnienie za swoją aktorską grę zasługuje też bez wątpienia Jason Clarke, który pokazał w pozornym braku emocji prawdziwą gamę uczuć. To taka postać, która na ekranie przechodzi swojego rodzaju drogę do wyzwolenia z bólu, który trawi jego duszę.

Od kina romansowego oczekuje ognia, który będzie się palił przez cały seans. W domu innego mamy zaledwie iskrę, lekko tlącą się iskrę, ale jednak coś tam jest. To kino zachowawcze i delikatne, które boi się mocniej poruszyć widzem (może to za sprawą literackiego pierwowzoru, który za dużo nie oferował?), ale mimo wszystko ma nam coś do zaoferowania. Jest to dobra relacja aktorska Knightley-Lewis i ujmujące zakończenie, które pokazało prawdziwość postaci oglądanych na ekranie. Może zabrakło rozwinięcia wielu stref historii, które miały naprawdę wielki potencjał, ale mimo to film oglądałam z zaciekawieniem. Szkoda tylko, że to nie wystarczy, abym zapamiętała go na dłużej.

Fot.: Imperial – Cinepix

Film obejrzeliśmy dzięki Cinema City

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.