Dorwać Ramireza

Wąsacz z odkurzaczem – Nicolas Petrimaux – „Dorwać Ramireza. Akt 1” [recenzja]

Myślę, że większość z nas w Polsce wychowana została na kinie amerykańskim. Szczególnie osoby w podobnym do mnie wieku, z trójką z przodu, oglądające z zapartym tchem sensacyjne seriale pokroju kultowej Drużyny A lub, gdy rodzice nie patrzyli, bardziej krwawe tytuły. Na takim kinie wychował się również Francuz Nicolas Petrimaux, który od najmłodszych lat próbował odtwarzać swoje ulubione filmy najróżniejszymi sposobami. Kręcił krótkometrażowe dzieła, ale potem bardziej pochłonęły go komiksy i gry komputerowe. Kilka lat temu postanowił stworzyć autorski tytuł, będący hołdem dla kina akcji z USA. A jeśli ktoś zadałby mi pytanie, czym cechuje się klasyczne, amerykańskie kino sensacyjne lat 80., pokazałbym mu po prostu okładkę Dorwać Ramireza. Groźni faceci z obowiązkowymi wąsami i bokobrodami, broń długa i krótka, detektyw w kapeluszu, pędzący samochód, eksplozja, piękne i niebezpieczne kobiety oraz odkurzacz. Ale nie taki zwykły odkurzacz, tylko Vacuunuzer 200 firmy Robotop, początek nowej ery bez kurzu, wyposażony w impulsowy silnik V8 z dopalaczem termicznym, obudowę z włókna węglowego i awangardowy design. No co? Ok, dobra, jestem wam winien trochę więcej wyjaśnień.


Trudno znaleźć bardziej łagodnego i bezproblemowego faceta niż Jacques Ramirez. Wiedzie on spokojne życie w Falcon City w Arizonie, pracując w firmie produkującej odkurzacze, które podbijają amerykański rynek. I choć jest absolutnym mistrzem, jeśli chodzi o ich naprawę, jako niemowa cały czas wysłuchuje ze stoickim spokojem narzekań swojego szefa, Sancheza, który raz po raz zbiera za niego laury. Dzień przed upragnionym urlopem, powolne życie Ramireza wywraca się do góry nogami, kiedy zostaje on wzięty przez jednego z członków meksykańskiej mafii za groźnego zabójcę, który wcześniej nieomal nie zabił mu syna. Kilkanaście godzin później na Ramireza polują wysłannicy wspomnianego kartelu oraz policja, a w środek całego tego zamieszania wplątują się jeszcze dwie młode dziewczyny, okradające banki.

Dorwać Ramireza nie ma numerowanych stron i szczerze się zdziwiłem, gdy po skończeniu czytania sprawdziłem, że 1. akt liczy ich 144. Komiks pochłania się tak, że celowałem bardziej w połowę tej objętości. Akcja pomimo spokojnego wstępu płynie wartko. Płynnie przenosimy się pomiędzy perspektywą Ramireza, członkami meksykańskiego kartelu i ukrywającymi się przed policją kobietami, nie zabrakło też miejsca na kilka małych retrospekcji. Główny bohater, mimo że nie wypowiada ani jednego słowa, jest niesamowicie charyzmatyczny, a jego mimika i gesty podkreślają typ faceta, który nie skrzywdziłby muchy. Narracja tej historii sprawia jednak, że cały czas nie jesteśmy pewni, czy ten spokojny wąsacz nie jest wytrenowanym zabójcą. Komiks bawi się z nami, podsuwając nam wskazówki i mylne tropy, a już sama ta zagadka sprawia, że chcemy jak najszybciej dotrzeć do końca komiksu i znaleźć jej rozwiązanie. Jedyne, co nie do końca zagrało mi podczas lektury, to nie zawsze dobrze napisane dialogi. Nie wiem, czy to kwestia oryginału, czy tłumaczenia, ale czasem wymianie zdań między bohaterami zupełnie brakowało polotu i wydawały się być napisane na kolanie.

Wizualnie dzieło Nicolasa Petrimauxa to prawdziwa uczta dla oka. Wyrazista i ostra kreska tworzy plansze pełne szczegółów. Klasyczny, komiksowy format sąsiadujących okienek jest tutaj zazwyczaj porzucany na rzecz bardziej dynamicznych plansz o najróżniejszych rozmiarach i kształtach, w których jednak, mimo bycia komiksowym naturszczykiem, bez problemu się odnajdywałem. Największe wrażenie jednak zrobiła na mnie kolorystyka, która jest niesamowicie przemyślana i konsekwentna. Mimo że jako całość Dorwać Ramireza jest komiksem niezwykle kolorowym, w poszczególnych fragmentach i stronach barwy użyte są zawsze w jakimś dominującym klimacie. Petrimaux zdaje się bardzo uważać, żeby paleta kolorów nie była nigdy zbyt duża, co daje niesamowicie klimatyczny efekt. Świetnymi smaczkami są strony, będące czymś w rodzaju przerywników reklamowych, z dokładnym opisem kurtki, którą kilka chwil wcześniej jedna z bohaterek ukradła ze sklepu, czy samochodu, który uczestniczył w pościgu zatłoczonymi ulicami miasta. W budowaniu klimatu użyte jest dokładnie każde miejsce, bo po przewróceniu okładki, wyklejka komiksu to nic innego jak szczegółowa instrukcja obsługi wspomnianego przeze mnie we wstępie odkurzacza, którego premiera ma miejsce w samym środku akcji. Wydawnictwo Egmont zadbało oczywiście o kredowy papier i twardą oprawę okładki, na której tytuł wykonany jest dodatkowo wklęsłym drukiem.

Dorwać Ramireza to prawdziwy ukłon i hołd dla amerykańskiego kina sensacyjnego lat 80. Świetne połączenie ciekawej intrygi, nietuzinkowego bohatera, wartkiej akcji i solidnej dawki strzelanin i samochodowych pościgów. Miks czarnego humoru i brutalnego thrillera. Z jednej strony to coś, co każda osoba wychowana na amerykańskim kinie, dobrze zna i przywita z nostalgiczną radością, z drugiej historia, która zaskakuje i na pewno zaskoczy jeszcze bardziej, bo nie mam wątpliwości, że ten spokojny, wąsaty facet z odkurzaczem dopiero się rozkręca.

Fot.Egmont

Dorwać Ramireza

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Norek

Z wykształcenia polonista. Zapalony gracz. Miłośnik rzemieślniczego piwa i nierzemieślniczej sztuki. Muzyczny poligamista.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.