Dozorca

Czy świat potrzebuje kolejnego Wybrańca? – Bartosz Sztybor, Ivan Shavrin – „Dozorca: nie wszystko złoto” [recenzja]

Śmiało można powiedzieć, że popkultura zapożyczyła sobie motyw wybrańca z religijnych przekazów, które obiecują przyjście na świat zbawiciela uśmierzającego cierpienie ludzkości. I trudno się dziwić, bo historie oparte na takich fundamentach idealnie nadają się do epickich opowieści fantasy, gdzie jeden człowiek, naznaczony przez siłę wyższą lub ziemskie czynniki, ma za zadanie przerwać falę nieszczęść i wprowadzić ład i porządek. Chyba najpopularniejszym obecnie przykładem jest Harry Potter – Chłopiec, Który Przeżył ma bardzo logiczne wyjaśnienie fabularne, a jego nierozerwalna więź z Voldemortem w sensowny sposób tłumaczy, dlaczego to właśnie on ma się przyczynić do pokonania czarnoksiężnika raz na zawsze. Gorzej, jeśli namaszczona postać ma niewiele wspólnego z racjonalnością. Naciągane dla mnie są chociażby predestynacje trójki wybrańców z Mrocznej Wieży, chociaż tutaj Roland miał swoich członków ka-tet przepowiedzianych w tajemniczych kartach Waltera. Naciągane było również dla mnie przeznaczenie w Kronikach Shannary i pewnie takich przypadków możemy wskazać jeszcze wiele, schodząc do bagienka historii, gdzie bohater walczący ze złem został wybrany w dziecinnej wyliczance, bo innego sposobu chyba nie było… Do tego niechlubnego grona dołącza komiks Dozorca. Historia bowiem nie kieruje się żadnym logicznym ciągiem przyczyn i skutków, zmieniając się w nudną papkę.

Na ławeczce siedzi sobie trzech typków, gadają o walorach estetycznych słynnych piosenkarek i nie sprawiają wrażenia ludzi ani wyjątkowych, ani przesadnie ciekawych. To stereotypowi osiedlowi blokersi, których lepiej nie zaczepiać, bo jeszcze zamienią się w psychologów i zaczną pytać, czy masz jakiś problem. Jeden z nich zauważył, że bogaty raper dokonał żywota w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach, i wtedy już wiemy, że Dozorca od razu nas wprowadza w swój główny wątek (który dla bezpieczeństwa nazwałbym jedynym wątkiem). Kreowany na głównego bohatera Dot się tym zbytnio nie przejmuje, póki kolejną ofiarą staje się jeden z bywalców osiedlowej ławeczki. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt, bo widząc ogromnego, zabójczego potwora, chłopak… po prostu się na niego rzuca. Chociaż sekundę wcześniej bez wysiłku bestia rozerwała jego kumpla na pół. Hej, potworze, masz jakiś problem? Mówiłem – psycholodzy są wszędzie!

Dalej robi się jeszcze śmieszniej. Spotkana na początku osiedlowa sprzątaczka – dozorczyni blokowiska – zauważyła u Dota dar. Bo, tak się składa… kobieta należy do Starożytnego Zakonu Dozorców. Na co dzień zamiata ulice, ale w domu ma cały arsenał broni białej i palnej, bo demony są wśród nas. I stwierdziła, że chłopak będzie idealnym Dozorcą, obrońcą ludzkości przed trawiącymi społeczeństwo bestiami. Dlaczego? Nie wiadomo. Czy Dot jest spadkobiercą linii antycznych wybawicieli, którzy raz na jakiś czas objawiają się pośród ludzi? A uważaj, bo Dozorca Ci to powie. Ten komiks popełnia niewybaczalny błąd, który punktuje go już na początku – warstwę fabularną zarysowuje na tyle płytko, że w trakcie lektury zastanawiałem się, czy to przypadkiem nie jest pastisz opowieści o jedynym Wybrańcu, który ma nas wszystkich ocalić. Niestety, fabuła zdaje się być prowadzona „na poważnie”, więc gdy pozostały na placu boju Dot wyciąga stalowe miecze i wdaje się w wir walki z bestią żądną krwi i złota, to robi się już niebezpiecznie śmiesznie.

I to nie jest tak, że nad Dozorcą się pastwię, bo spodziewałem się wielowątkowej historii pełnej epickich zwrotów akcji. Pastwię się nad nim, bo w dobie dzisiejszych osiągnięć dzieł fantastyki zarówno w kategorii filmu, książki czy nawet komiksu dowiedziono już, że można to robić sensownie, nie narażając się na śmieszność, tak samo jak pokrewne „dzieła”, głównie filmowe, pokazywały, jak tego nie robić. Popkulturowy rynek jest na tyle przesiąknięty co najmniej poprawnymi materiałami, że na tak miałką historię jak Dozorca po prostu szkoda czasu. Oczywiście, fajnie że komiks sięga do francuskiej legendy o Matagocie jako magicznej istocie zapewniającej swemu panu bogactwo w zamian za pożywienie – i to mogę komiksowi duetu Sztybor i Shavrin zaliczyć jako jeden z nielicznych plusów ich historii. To jednak zbyt skromny argument, aby uznać tę opowieść za wartościową.

Ale wiecie co ten komiks ratuje? Oprawa graficzna. Wiem, że to, co teraz powiem, zabrzmi dziwnie w stosunku do zarzutów napisanych wcześniej, ale to jest powód, dla którego można ten komiks trzymać na półce – może nie jako obiekt eksponowany, ale taki, do którego po cichu można wrócić, żeby nacieszyć oko. Bo faktycznie, o ile opowieść tworzona słowami wyszła mizernie, to opowieść rysunkowa stoi na wysokim poziomie i od razu widać, że Dozorca jest w tej kwestii zrealizowany z konkretnym, sensownym planem. Rysunki na pierwszy rzut oka wyglądają jak szkice celowo niepoprawione dodatkowymi konturami, z pozostawionymi ostrymi krawędziami i nieprecyzyjnymi szczegółami, ale pokolorowane tworzą sensowną całość – zwłaszcza że oprócz plansz stworzonych „na szybko” możemy uświadczyć również bardzo precyzyjnych kadrów, którymi można nacieszyć oko. Zwłaszcza duże, stronicowe plansze potrafią uradować wrażliwość estetyczną, tym bardziej że stylowi graficznemu towarzyszy profesjonalna świadomość stosowania barw. Często plansze są zdominowane przez odcienie szarości lub chłodne kolory, z którymi kontrastują drobne elementy bijące po oczach jaskrawością. Takim elementem są zwłaszcza złote przedmioty, które mają niebagatelne znaczenie fabularne. Na tym odcinku Dozorca jest więc komiksem idealnym.

Szkoda jednak, że tylko tutaj mogłem się doszukać walorów komiksu. Jeśli dorwiecie Dozorcę na jakiejś wyprzedaży za grosze, to może być to dobry pomysł na uzupełnienie domowej biblioteczki o kolejną pozycję, która może nacieszyć oko. Natomiast przy standardowej cenie 45 polskich złotych na naszym rodzimym rynku znajdziecie wiele komiksów, które wyglądają dobrze i podczas czytania których nie czujemy zażenowania.

Fot.: Non Stop Comics

Dozorca

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.