Filmy,Oscary 2020,Recenzje

Przyjaźń ponad podziałami – Fernando Meirelles – „Dwóch papieży” [recenzja]

Dwóch papieży
Dwóch papieży

Jedni widzą go jako ostatnią broń w walce ze zbyt postępowym światem, inni jako symbol zmian, które nie nadeszły, choć już dawno powinny, jeszcze inni jako synonim instytucji, która bezlitośnie opiera się reformom, w jakikolwiek sposób mogącym ją przystosować do realiów współczesnego świata. Watykan jest bez wątpienia miejscem, które elektryzuje. Zaryzykuję stwierdzenie, że Stolica Apostolska chyba nawet w większym stopniu przyciąga zagorzałych krytyków aniżeli zwolenników dogmatu w kształcie, w jakim obecnie przychodzi nam się z nim mierzyć. Mityczne miejsce, którym bez wątpienia jest siedziba ostatniego monarchy absolutnego Starego Kontynentu, aż prosi się o uchylenie rąbka tajemnicy układów i instytucji stojących u jego podstawy, a tym samym – u podstawy samego na wskroś spróchniałego katolicyzmu, nieradzącego sobie z wyzwaniami społecznymi, ekonomicznymi czy też politycznymi, które niesie ze sobą współczesność. Dwóch papieży to historia nie tylko tego, jak instytucja, do której zaufanie traci coraz większa część społeczeństwa, zaufanie to próbuje odzyskać, być może nawet kosztem autorytetu i kultu budowanego wokół Kościoła przez wieki. To również, w zasadzie przede wszystkim, historia przyjaźni, której nikt się nie spodziewał, a która połączyła dwójkę skrajnie różnych osobowości ponad odrębnością ich poglądów; opowieść o ludziach, na których barkach spoczywa niezwykle ciężkie brzemię, nie tylko władzy, ale i oczekiwań, standardów moralnych, którym nie sprostałby żaden człowiek. Fernando Meirelles w opowiedzianej przez siebie historii nie próbuje przy tym na siłę wzbudzić kontrowersji, a raczy nas niezwykle ciepłą opowieścią, w której poglądy polityczne, jak w relacji dwóch głównych bohaterów, powinny zejść na dalszy plan.

Brazylijski reżyser w swojej produkcji skupił się na przełomowym punkcie w historii Kościoła, a przynajmniej momencie, który tak chce widzieć mniej konserwatywna część środowiska związanego z katolicyzmem. Przy tym Meirelles nie pokazał jedynie konsekwencji abdykacji Benedykta XVI – bo dokładnie to zdarzenie mam na myśli – a całą drogę, jaką przeszedł ówczesny papież, by podjąć wiekopomną decyzję. Co istotne, reżyser kładzie szczególny nacisk na udział następcy niemieckiego duchownego w (prawie) bezprecedensowym wydarzeniu, który w wizji Meirellesa jest ogromny – można nawet powiedzieć, że obecność kardynała Bergoglio w życiu papieża jawi się widzom jako warunek konieczny dla powzięcia przez Benedykta XVI tak trudnej decyzji. Cała fabuła skupia się wokół tej dwójki – począwszy od wyboru Josepha Ratzingera na głowę Kościoła katolickiego, przez pierwsze prywatne rozmowy papieża z argentyńskim duchownym, aż po zwycięstwo kardynała Bergoglio podczas konklawe. Właśnie rozmowa i sposób prowadzenia dialogów wysuwają się tu na pierwszy plan, co sygnalizuje widzom już sam początek filmu, w którym to tytułowych dwóch papieży podejmuje niejako polityczną rywalizację podczas pierwszej z pokazanych w filmie papieskich elekcji. Jestem świadoma, że nie tak chcą widzieć wybór głowy Kościoła osoby wierzące; że dla nich upolitycznienie całego wydarzenia jest jedynie lewicową propagandą wymierzoną w swoiste sacrum osoby papieża. Niemniej jednak należy pamiętać o charakterze Watykanu – oprócz miejsca kultu jest to najzwyczajniej w świecie twór państwowy, mający bynajmniej nie marginalne znaczenie na arenie międzynarodowej – ergo jest to twór również polityczny, niezależnie od tego, czy środowiskom prawicowym się to podoba, czy nie. Meirelles, całkiem słusznie, akcentuje ten fakt, pokazując kuluarowe rozmowy, które jak to zwykle w tego typu przedsięwzięciach bywa, decydują o ostatecznym wyniku wyborów. To od pokazania tego zdarzenia reżyser rozpoczyna budowanie charakteru postaci kardynałów Ratzingera i Bergoglio, zręcznie przy tym operując kontrastem. Pierwszy z duchownych porusza się wśród katolickich elit z wyraźnie widoczną pewnością siebie i właściwym sobie politycznym obyciem, drugi zaś zwolenników zyskuje mimochodem, jakby wbrew sobie zaskarbia sympatię kolejnych osób, wykorzystując przy tym jedynie szczerą i niewyrachowaną życzliwość. Już pierwsze wydarzenia przedstawione w filmie pokazują więc, z jak dużą przepaścią między głównymi postaciami produkcji będziemy mieli do czynienia.

Dwóch papieży

Dwóch papieży różni niemal wszystko, zaczynając od sposobu bycia czy tego, co robią w wolnym czasie, kończąc na rzeczach szczególnie istotnych dla sytuacji Kościoła, jak podejście do podstawowych dogmatów wiary. Krytykom produkcji Netflixa przyznać muszę jedno – rzeczywiście początek filmu absolutnie gloryfikuje argentyńskiego duchownego, kosztem jego (na tym etapie produkcji) przeciwnika. Ratzinger przedstawiony jest nie tyle jako osoba chłodna i zdystansowana, ile wręcz żądna władzy, Bergoglio zaś widziany przez swoich zwolenników w charakterze platońskiego ideału przywódcy, który przewodzić nikomu ani niczemu w zasadzie nie chce, pokazany jest jak swoisty mesjasz. Zmęczony wszystkim, co wiąże się z byciem u władzy, Argentyńczyk nie chce jej nawet tyle, ile daje mu bycie kardynałem, prosi więc Ratzingera, z którym wcześniej przegrał papieską rywalizację, by ten zwolnił go z ciążących mu obowiązków. Papież z kolei, niewątpliwie będący zwolennikiem konserwatywnych rozwiązań, w trosce o utrzymanie i tak już podupadłego autorytetu Kościoła, nie może się zgodzić na spełnienie prośby Bergoglio. Zamiast tego wzywa go więc, mówiąc kolokwialnie, na dywanik, punktując przy tym wszystkie, zdaniem niemieckiego duchownego, zbyt kontrowersyjne słowa, których autorem jest Argentyńczyk. To przy okazji pierwszej rozmowy kapłanów dostrzec możemy między nimi najwięcej różnic i – nie da się ukryć – że w czasie tej konwersacji z walki o sympatię widzów zwycięsko wychodzi Bergoglio.

Dwóch papieży

Jonathan Pryce w roli kardynała o serdecznym usposobieniu jest absolutnie fantastyczny; kradnie sympatię widza swoją prostolinijnością, podobnie do samego papieża Franciszka, pokazując na każdym kroku, że prawdziwą istotą kapłaństwa jest bliskość z drugim człowiekiem. Nawet momenty, w których twórcy uchylają rąbka tajemnicy z mrocznej przeszłości obecnego papieża, są przedstawione w sposób, który sprawia, że Argentyńczyk wciąż jest bliski sercu widza, na wskroś ludzki w popełnianych przez siebie błędach. Jednak mimo fantastycznego popisu aktorskiego, który funduje nam odtwórca roli Bergoglio, to Anthony Hopkins bryluje, tworząc na tle swojego ekranowego partnera niesamowitą kreację niezwykle złożonej osobowości. Benedykt XVI w jego wizji, choć dalece niedostępny i nieprzychylny przez swoje chłodne i zdystansowane usposobienie, w ostatecznym rozrachunku kradnie serce widzów… Przynajmniej moje skradł. Meirelles stworzył bowiem postać papieża, która budzi współczucie widza, przez co jej motywacje i sposób bycia stają się bardziej zrozumiałe dla odbiorcy. Nie mogę się więc zgodzić z tym, że Dwóch papieży to hymn pochwalny jednego z duchownych, w którym drugi wystawiony jest na ostrzał krytyki. Brazylijski reżyser nie stworzył bowiem filmu z wyraźnie postawioną tezą, choć to próbuje mu zarzucić część prawicowego środowiska. Oczywiście, Meirellesowi jest widocznie bliżej do brzydzącego się kościelnym przepychem Bergoglio, nie ucieka również od tematów niewygodnych, jednak w ostateczności samego Benedykta XVI przedstawia jako osobę wysoce zatroskaną o losy Kościoła, choć o poglądach odmiennych niż te, które są bliższe jego sercu. Twórcy przecież nie próbują pokazać, że Ratzinger zrezygnował z piastowanej funkcji ze zwykłego znużenia, a wręcz przeciwnie – podjął kontrowersyjną, a więc sprzeczną ze swoją naturą decyzję, u której podstaw leżała jedynie troska o losy instytucji, w którą bezgranicznie wierzy. Hopkins fantastycznie oddał trudy wewnętrznej walki, z którą mierzył się Benedykt XVI, i poczucie osamotnienia, które towarzyszyło papieżowi przez wiele długich lat. Nade wszystko jednak niezwykle ujmująca jest relacja, którą zbudowali obaj panowie na ekranie. Widz z łatwością może uwierzyć w przyjaźń łączącą tak skrajne charaktery, co jest ogromnym osiągnięciem, nie tylko samych aktorów, ale i osób odpowiedzialnych za scenariusz. Przebieg każdej rozmowy, każda z podjętych przez bohaterów decyzji, są w odpowiedni sposób umotywowane, przez co nie sposób oglądać Dwóch papieży, nie angażując się przy tym w losy duchownych. Jest to jedna z tych historii, które pozostawiają w widzu mieszane uczucia – z jednej strony tak urocza relacja łącząca Bergoglio i Ratzingera w pewien sposób podnosi na duchu, z drugiej zaś trudno się powstrzymać od wzruszenia i smutnej refleksji, przede wszystkim nad losem drugiego ze wspomnianych papieży. Zbudowaniu tak intymnej atmosfery niewątpliwie sprzyjają fantastyczne zdjęcia, które sprawiają, że wciąż jesteśmy blisko bohaterów, mogąc obserwować nawet najdrobniejsze zmiany w ich mimice. Sposób technicznej realizacji filmu schodzi jednak na dalszy plan wobec świetnie rozpisanych scen, w których każda z rozmów między głównymi bohaterami jest niezwykle angażująca.

Dwóch papieży

Nie wiem, w jakim stopniu film Meirellesa jest krzywdzący zarówno dla Benedykta XVI, jak i papieża Franciszka, a w jakim jest zgodny z prawdą – myślę jednak, że sam Meirelles tego do końca nie wie. Ocenianie Dwóch papieży w kategorii filmu biograficznego, gdzie kryterium oceny jest zgodność przedstawionych wydarzeń z ich rzeczywistym, dokładnym przebiegiem, jest więc drogą, którą naprawdę nie należy podążać. Czy ktoś podejrzewa, że reżyser miał możliwość skonfrontowania się z tym, jak znajomość obu duchownych wyglądała w rzeczywistości? Oczywiste jest, że nie. Film Meirellesa to swoista wizja artystyczna, może nawet bardziej komentarz do społecznie doniosłego zdarzenia, który pozostaje swobodną interpretacją zaistniałych wydarzeń; swego rodzaju wyobrażeniem tego, jakie motywacje kierowały głową Kościoła przy podjęciu kontrowersyjnej decyzji o abdykacji. Meirelles nie przypuszcza bezpardonowego ataku na Kościół, a jedynie romantyzuje całe zdarzenie, pokazując, że u podstaw każdego wiekopomnego dla dziejów wydarzenia zawsze stoi człowiek, ze wszystkim, co bycie ludzkim za sobą niesie – emocjonalnymi decyzjami, błędami i odczuwaną przez każdego z nas, nawet papieża, samotnością.

Dwóch papieży | Oficjalny zwiastun | Netflix

Fot.: Netflix

Podobne wpisy:

Ocena7.5
7.5Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *