dzieci nie płakały

Co zrobić, taka praca, takie życie – Natalia Budzyńska – „Dzieci nie płakały. Historia mojego wuja Alfreda Trzebinskiego, lekarza SS” [recenzja]

Już w XVII wieku znano trzy rodzaje zła: metafizyczne – dotyczące katastrof, spowodowanych żywiołami natury, fizyczne – związane ze śmiercią i cierpieniem oraz wreszcie moralne,  któremu wiele w swojej twórczości poświęcił Tadeusz Różewicz. W wierszu Unde malum poeta odpowiada, że zło pochodzi zawsze z człowieka i tylko z człowieka[1]. Na Różewiczową tezę polemicznie odpowie Czesław Miłosz w wierszu pod tym samym tytułem. Puenta Miłosza jest następująca: rzeczywiście panie Tadeuszu / zło (i dobro) bierze się z człowieka[2]. My, czytelnicy, możemy sobie wybrać, który pogląd antropologiczny bardziej przypadł nam do gustu. Alfred Trzebinski też mógł wybrać. Każdy z nas może wybrać. Kim jest ów Alfred i co wybrał? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w książce Natalii Budzińskiej pt. Dzieci nie płakały. Historia mojego wuja Alfreda Trzebinskiego, lekarza SS. 

Alfred dorastał w małym miasteczku w prowincji poznańskiej. Jego ojciec był Polakiem, ale dzieci wychował jak na pruskiego urzędnika przystało. I w tym miejscu Alfred zaczyna odczuwać kompleks tożsamościowy. Polacy nie chcieli się z nim bawić, bo Niemiec. Niemcy brali go za Polaka. I tak w kółko. Wiele lat później Alfred napisze list do prokuratora i zakończy go słowami: Ale zawsze czułem się Niemcem i bardzo cierpiałem z powodu tych ocen. Mogłem więc przyjaźnić się jedynie z Żydami.

Przed wojną Trzebinski („ń” zostało zgrabnie zamienione na „n”) zostaje lekarzem w pogotowiu ratunkowym dla ubogich robotników. To dobry człowiek. Dobrodziej ludzkości – powiedzą po wojnie robotnicy podczas procesu Alfreda. Zaczyna się wojna, więc „dobrodziej ludzkości” wstępuje do SS. Przyznano mu drugą kategorię rasową. Gratulacje, Alfredzie. Miałeś proporcjonalną budowę ciała, odpowiedni wzrost, jasne oczy, włosy prawie blond, wąskie usta. Brawo. Znajdujesz świetną kandydatkę na żonę, ale najpierw musisz wysłać wniosek do Urzędu Rasy i Osadnictwa. Pochodzenie twojej przyszłej żony jest ważne. Przecież ma stać się idealną matką, która „wyhoduje” małego antysemitę przekonanego o wyższości kultury niemieckiej. Wraz z Käthe otrzymujecie pożyczkę małżeńską, której nie udzielano byle komu. Spełniliście wszystkie wymogi. Jak się z tym czuliście? Kim byliście w stosunku do innych? Czułeś się nadczłowiekiem, Alfredzie? Homo superior, Übermensch to ty, tak? Ja wiem, o tym pisał Dostojewski, Nietzsche.

Alfred uważał, że tylko dobry człowiek może zostać dobrym lekarzem. Był lekarzem-humanistą. Chciał być ludzkim doradcą, pocieszycielem. Chciał leczyć z delikatnością i czułością wobec ludzkiej psychiki. Budzyńska pisze dalej: Wiedział, jak postąpić, żeby pacjent czuł się komfortowo, nie zawstydzał go, odnosił się z szacunkiem do jego słabości, dawał mu poczucie bezpieczeństwa, potrafił czytać między słowami, a zachowanie pacjenta było dla niego cenną wskazówką. Te słowa brzmią pięknie. Alfred musiał być idealistą. Ale skoro należał do Narodowosocjalistycznego Związku Lekarzy, to propagował eugenikę, higienę rasową. Gdzież więc jego idealizm? Jego lekarskie ideały zanikną także w Auschwitz, gdzie stanie się lekarzem-mordercą. Później Lublin, Neuengamme, gdzie nie było co prawda obozu zagłady, lecz obóz pracy, w którym ludzie zamieniali się w niewolników III Rzeszy. Tam też nie czuł się dobrze. On – ambitny doktor, humanista (sic!) – musiał pracować z prymitywnymi esesmanami. Za jego pozwoleniem przeprowadzano eksperymenty na więźniach. W końcu przyszedł czas na dwadzieścioro niewinnych, żydowskich dzieci. Akurat jego druga żona była wtedy w ciąży, o ironio! Ciekawe, co myślał Alfred, widząc te biedne dzieci, którym wstrzykiwano prątki gruźlicy? Ale przecież miał piękną, młodą żonę, która lada chwila miała dać mu aryjskiego potomka. Eksperyment przeprowadzony na dzieciach skończył się tragicznie, bo przecież trzeba było zniszczyć wszelkie dowody, a głównymi dowodami były same dzieci.  Alfred podaje dzieciom morfinę przed śmiercią, żeby nie płakały. Bluma Mekler, Alexander Hornemann, Georges-André Kohn, Marek James, Ruchla Zylberg, Riwka Herszberg, Eleonora Witońska, R. Zeller, Eduard Hornemann, Edward Reichenbaum, H. Wassermann, Jacqueline Morgenstern, Lea Klygerman, Lelka Birnbaum, Mania Altman, Surcis Goldinger, Roman Witoński, Walter Jungleib, Sergio de Simone, Marek Steinbaum. Dlaczego akurat wy? Nie tak miało wyglądać wasze dzieciństwo… Po wszystkim stara się żyć normalnie – słucha Mozarta, czyta Goethego. Później stwierdzi oschle – co robić, taka  praca, taka służba, takie życie.

Podczas procesu Trzebinski będzie pisał pamiętnik. Na podstawie jego pamiętnika Natalia Budzyńska stworzy swoją książkę. Alfred to jej wujek. Dlatego Natalia szpera w rodzinnych pamiątkach, rozmawia ze starszymi krewnymi. Rzadko używa jego imienia, raczej nazwiska – wyczuwalny jest dystans, ironia. Budzyńska kreśli życiorys Trzebinskiego osadzony na domysłach, przypuszczeniach, rodzinnych wspomnieniach. W swoją historię wplata stare listy, wydarzenia historyczne, które łączy ze zdarzeniami w życiu Alfreda. Historia zdaje się być najważniejszą bohaterką tej książki. Język jest klarowany i bardzo obrazowy. Budzyńska zamieszcza również rodzinne fotografie, rodzinny herb, a także zdjęcia owych żydowskich dzieci.

W pewnym momencie autorka zadaje pytanie swojemu wujkowi: Kiedy jest ten moment, że widzi się człowieka, a potem już nie? Czy będąc w więzieniu, znał odpowiedź na to pytanie? Czy żałował? Kiedy z lekarza uzdrowiciela stał się lekarzem zabójcą? Hannah Arendt odpowiedziałby, że zło jest banalne. Robert Jay Lifton wprowadza do psychologii termin doubling. Pracując w Auschwitz, lekarz musiał wypracować w sobie „jaźń Auschwitz”, która działała wbrew standardom etycznym jego pierwotnej jaźni.

Natalia Budzyńska kreśli świetny portret psychologiczny nazistowskiego lekarza. Jej wujka. Czy jest to próba zrozumienia postępowania Trzebinskiego poprzez odtworzenie jego domniemanego życiorysu? Być może. Myślę jednak, że jest to przede wszystkim traktat o utraconym człowieczeństwie. O tym, że medal ma zawsze dwie strony, a człowiek ma ich chyba z dziesięć. Cicho więc powtarzam za Różewiczem: zło pochodzi zawsze z człowieka i tylko z człowieka.

Fot.: Wydawnictwo Czarne

 

[1] http://www.zbaszyn.com/poezja/rozewicz/unde_malum.htm
[2] https://literatura.wywrota.pl/wiersz-klasyka/40028-czeslaw-milosz-unde-malum.html

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.