Epic Collection

Tu leży pająk pogrzebany – „Amazing Spider-Man Epic Collection. Ostatnie łowy Kravena” [recenzja]

Amazing Spider-Man Epic Collection. Ostatnie łowy Kravena – już nawet sam tytuł brzmi epicko. Przymiotnik ten pasuje jeszcze bardziej, kiedy ów komiks weźmie się do ręki, spojrzy na jego zawartość i liczbę stron (a jest ich prawie pół tysiąca). Wydawnictwo Egmont rozpoczęło wydawanie Marvelowych „Epików” i jest to wspaniała wiadomość dla wielbicieli nowojorskiego Pajęczaka. Bo to właśnie od historii ze Spider-Manem rozpoczyna się ta epicka kolekcja.

Ale czym właściwie jest Epic Collection? To wydanie zbiorcze, zawierające najważniejsze zeszyty komiksowe z całego rocznika danej serii (lub danej postaci – bo nie zawsze jedna postać związana jest z tylko jedną serią wydawniczą), stanowiące spójną całość potrzebną do zrozumienia ciągłości przedstawionych wydarzeń. Epiki są naturalnym następcą tzw. Essentiali (wydawanych także w Polsce) – opartych na podobnej formule wydań zbiorczych, zebranych w kolejności chronologicznej i wydrukowanych w wersji czarno-białej (głównie ze względów finansowych). Epic Collection idzie o krok dalej, dając nam historie w pełnym kolorze, jednak z nieco zaburzoną chronologią (kolejność wydawania roczników może wydawać się nieco chaotyczna).

amazing spider-man epic collectionPierwszy polski Epic skupia się na roczniku 1986-1987 Amazing Spider-Mana (oraz jego pobocznych serii), czyli okresie bardzo ważnym dla tego bohatera. Jest to też okres, który znają doskonale ci, którzy, tak jak ja, wychowali się na zeszytach ze Spider-Manem wydawanych przez TM-Semic. Mamy tutaj bowiem pamiętny ślub Petera Parkera z Mary Jane, wraz ze wszystkimi wątkami pobocznymi, które do tej chwili prowadziły, a całość wieńczą tytułowe Ostatnie łowy Kravena. Zeszyty, które wciąż jeszcze pamiętam, przeplatają się tutaj z takimi, których dotąd nie widziałem, a które nareszcie uzupełniają pewną lukę w opowieści. Zanim bowiem dochodzimy do samego ślubu i następującego po nim starcia z Kravenem, poznamy, między innymi, historię pierwszego Hobgoblina – jego prawdziwej tożsamości, motywów i przyczyny śmierci (czyli coś, czego zdecydowanie zabrakło za czasów TM-Semic).

Niektóre z przedstawionych historii nie zestarzały się niestety zbyt pięknie i potrafię sobie wyobrazić, dlaczego zrezygnowano z nich w polskiej wersji tych parędziesiąt lat temu (rany boskie, to już trzydzieści lat od „Semikowych” wydań!). Jak chociażby poprzedzająca ślub historia-zapychacz, w której Alistair Smythe (vel Spider-Slayer) poluje na Spider-Mana w swojej robotycznej zbroi – opowieść na tyle pretekstowa i infantylna, że moim zdaniem zupełnie zbędna. Ale z drugiej strony mamy tutaj bardzo ciekawe spotkanie Pająka z Wolverinem w Berlinie (jeszcze za czasów, kiedy stał tam słynny mur oddzielający Niemcy zachodnie od wschodnich); mamy otwierającą zbiór futurystyczną opowiastkę bawiącą się z koncepcją podróży w czasie (gdzie w roli głównej pojawia się następca Iron Mana, przybywający z dalekiej przyszłości – 2015 roku…); mamy wspomnianą historię Hobgoblina, którego prawdziwa tożsamość jest niemałym zaskoczeniem dla naszego Pajączka.

Ostatnie łowy KravenaNo i wreszcie, na deser, mamy prawdziwą perełkę – Ostatnie łowy Kravena, które nie zestarzały się nic a nic. Ba, odniosłem nawet wrażenie, że kiedy czytałem je teraz, jako dojrzały czytelnik, zrobiły na mnie większe wrażenie, niż kiedy zetknąłem się z nimi po raz pierwszy, będąc nastolatkiem (pierwsze polskie wydanie z 1994 roku). Autorzy Łowów, J.M. DeMatteis i Mike Zeck, postawili na zupełnie inny klimat niż sztampowe historyjki publikowane co miesiąc na łamach Amazing Spider-Mana (ta historia ukazała się zresztą w ramach serii Spectacular Spider-Man). Umówmy się, Kraven Łowca to jeden z takich przeciwników Pajączka, którzy budzą raczej śmiech niż trwogę (ach, ta lamparcia przepaska biodrowa), lecz zupełnie nowe przedstawienie tej postaci w Ostatnich łowach rzuca na nią nieco inne światło. Kravena w ujęciu DeMatteisa porównałbym do tego, co z postacią Jokera zrobił Alan Moore w Zabójczym żarcie, lub do Watchmenowego Komedianta (także autorstwa Moore’a). Pewnie trochę przesadzam i nie jest to na pewno ta sama skala złożoności, lecz w kolorowym świecie Marvela, Ostatnie łowy Kravena stanowią zaskakująco dobry, złożony i dojrzały wyjątek. A finał tej historii – którego nie będę zdradzał, bo domyślam się, że nie wszyscy znają ją na wylot – jest naprawdę nietypowym zwrotem akcji dla tego wydawnictwa. Ten klimat próbował później powtórzyć Todd McFarlane w swoim autorskim Torment (który stanowił swego rodzaju kontynuację Ostatnich łowów), lecz nawet on nie zdołał nadać swojej historii takiego ciężaru, jaki udało się osiągnąć duetowi DeMatteis/Zeck.

Start Epic Collection w Polsce uważam za bardzo udany. To świetny zbiór zwieńczony jedną z najlepszych historii z udziałem Spider-Mana. Dodatkowo to naprawdę gratka dla fanów wspominających z rozrzewnieniem swoje dawne, zeszytowe kolekcje, kupowane za ostatnie kieszonkowe w pobliskim kiosku Ruchu. Dla tego też tym bardziej nie mogę doczekać się zapowiedzianego drugiego tomu kolekcji, będącego równie nostalgiczną podróżą w przeszłość (tym razem będzie to okres Todda McFarlane’a i Davida Michelinie, którzy po raz pierwszy postawili na drodze Pająka demonicznego Venoma).

Fot.: Egmont Polska

Epic Collection

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Bębenek

Dziecko lat 80. Wychowany na komiksach Marvela, horrorach i kinie klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.