Są takie komiksy, które zostają z czytelnikiem na długo. Epopeja hiszpańska Antonia Altarriby (scenariusz) i Kima (rysunki) zdecydowanie do nich należy. To monumentalna, blisko pięćsetstronicowa opowieść, której nie sposób pochłonąć w jeden wieczór – i chyba dobrze. Mi samemu lektura zajęła kilka dłuższych podejść, bo emocje i ogrom treści wymagały chwili oddechu. Twórcy zabierają nas w podróż przez burzliwy XX wiek Hiszpanii, ukazując przemiany kraju poprzez losy zwykłej rodziny. Co ważne, jest to podróż głęboko osobista – Altarriba opowiada bowiem o swoich własnych rodzicach, nadając historycznym wydarzeniom intymny, ludzki wymiar.
Epopeja hiszpańska składa się z dwóch uzupełniających się opowieści (polskie wydanie zbiorcze od Timof Comics łączy je wygodnie w jednym tomie), które razem tworzą poruszający rodzinny dyptyk. Sztuka latania to historia ojca autora – idealisty i marzyciela, który próbował wzlecieć ponad okrutną rzeczywistość swoich czasów. Złamane skrzydło skupia się z kolei na matce – kobiecie cichej i pokornej, której życie od początku naznaczone było cierpieniem i której „złamane skrzydło” stało się bolesną metaforą jej losu. Choć obie części można czytać oddzielnie, dopiero razem dają pełen obraz – dwa kontrastujące głosy ukazujące dwie strony tego samego historycznego dramatu.
W Sztuce latania Altarriba oddaje głos swojemu ojcu, Antonio. Poznajemy jego życie od ubogiego dzieciństwa na hiszpańskiej prowincji, poprzez zaangażowanie w wojnę domową po stronie Republiki, wygnanie do obozu we Francji i udział w ruchu oporu podczas II wojny światowej, aż po trudny powrót do ojczyzny rządzonej twardą ręką Franco. To portret człowieka, który nigdy nie pogodził się z klęską swoich ideałów – świata, który okazał się inny, niż sobie wymarzył. Altarriba nie ukrywa goryczy i rozczarowania ojca; komiks odważnie mówi o złamanych obietnicach rewolucji, o kompromisach boleśniejszych niż fizyczne rany, o starości przepełnionej poczuciem przegranej. A jednak Sztuka latania nie jest tylko kroniką porażki – to także gorzki hołd złożony człowiekowi, który mimo wszystko do końca szukał sensu i wolności, choćby miała ona przyjść dopiero w ostatnim locie.
Złamane skrzydło natomiast ukazuje losy matki autora, Petry, której życie potoczyło się zupełnie inaczej. Petra już od urodzenia dźwiga brzemię tragicznych zdarzeń – matka zmarła przy jej narodzinach, a ojciec odrzucił ją w okrutny sposób, przyprawiając córkę o trwałe kalectwo (tytułowe „złamane skrzydło”). Dorastając w cieniu tego piętna, nauczyła się milczenia i pokory; nigdy nie opowiadała rodzinie o traumach z przeszłości. Altarriba, rekonstruując historię matki z okruchów wspomnień, domysłów i kontekstu historycznego, rysuje obraz kobiety, która nigdy nie marzyła o lataniu – zamiast tego przetrwała dzięki dostosowaniu się do realiów. Jej świat to codzienność naznaczona przez religię, surowe normy obyczajowe i podporządkowanie zarówno mężczyznom, jak i wszechobecnemu reżimowi. Mimo przeciwności Petra zachowuje godność i wewnętrzną siłę, pokazując, że nawet ze „złamanym skrzydłem” można dalej iść przez życie. Jej milczenie mówi równie wiele, co buntowniczy krzyk męża.
Zestawienie tych dwóch perspektyw – zbuntowanego idealisty i milczącej, zranionej życiem ocalałej – daje w efekcie epicką panoramę hiszpańskiego społeczeństwa tamtych lat. Epopeja hiszpańska udowadnia, że wielka historia składa się z losów jednostek. Zamiast podręcznikowych dat i nazwisk otrzymujemy pulsujący emocjami obraz życia w cieniu wojny, dyktatury i społecznych ograniczeń. To opowieść o zwykłych ludziach, którzy próbują zachować człowieczeństwo w nieludzkich czasach. Altarriba rozlicza się na kartach komiksu nie tylko z historią swojego kraju, ale też z własną rodzinną przeszłością – to rodzaj spóźnionej rozmowy syna z rodzicami. Altarriba po latach próbuje zrozumieć ich wybory, traumy i milczenie. Dzięki temu narracja ma niesamowitą autentyczność i emocjonalną moc, która trafia prosto w serce czytelnika.
Mimo sporego ciężaru tematyki, komiks wciąga bez reszty dzięki mistrzowskiemu warsztatowi zarówno scenarzysty, jak i rysownika. Narracja Altarriby jest gęsta od szczegółów i refleksji, ale ani przez moment nie nuży – przeciwnie, zmusza do zatrzymania się i przemyślenia każdego etapu tej podróży. Dopełnieniem jest fenomenalna oprawa graficzna Kima. Ilustracje utrzymane są głównie w czerni i bieli, co podkreśla dokumentalny charakter opowieści, ale artysta umiejętnie bawi się formą, by oddać stany ducha bohaterów. Większość stron skomponowana jest klasycznie (regularne kadry, czytelny układ), jednak w kluczowych momentach Kim sięga po zaskakujące rozwiązania wizualne – poszerza i łamie klasyczny układ kadrów, by oddać rozmach wspomnień z pola bitwy, albo wprowadza metaforyczne sceny, które mówią więcej niż całe dialogi. Jego kreska jest pełna detali i ekspresji, a jednocześnie pozostaje klarowna. Co ważne, rysunki nigdy nie przytłaczają historii, lecz harmonijnie z nią współgrają, potęgując emocje płynące z lektury.
W świecie komiksu reportażowego i biograficznego Epopeja hiszpańska zajmuje miejsce wyjątkowe. Owszem, byli wcześniej twórcy, którzy opowiadali o historii swoich bliskich – jak Art Spiegelman w Maus czy Marjane Satrapi w Persepolis – ale dzieło Altarriby i Kima wyróżnia się rozmachem oraz surową szczerością. To nie jest prosta opowieść o bohaterstwie czy ofierze, ale zniuansowana, wielowarstwowa kronika życia ludzi uwikłanych w tryby historii. Autorzy nie idealizują swoich postaci i nie uciekają od niewygodnych prawd. Dzięki temu komiks ten uderza autentyzmem i uniwersalnością – choć dotyczy konkretnie hiszpańskich losów, równie dobrze mógłby wydarzyć się wszędzie tam, gdzie wielkie dziejowe burze miażdżą zwykłych ludzi.
Nie ukrywam – lektura Epopei hiszpańskiej była dla mnie emocjonalnym przeżyciem. To komiks, który czyta się z zaciśniętym gardłem, ale jednocześnie z podziwem dla kunsztu twórców. Altarriba i Kim stworzyli kolosalne dzieło, które śmiało można postawić obok najwybitniejszych narracji graficznych. Nie jest to lekka rozrywka, lecz właśnie dzięki temu zostaje w pamięci i skłania do głębokiej refleksji. Dawno żadna historia obrazkowa nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia. Moim zdaniem Epopeja hiszpańska zasługuje na niemal najwyższe laury.
Fot. Timof comics



![Aperitif nadziewany fantastyką - red. John Joseph Adams - "Epopeja. Legendy fantasy" [recenzja] Epopeja](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2015/08/epopeja.jpg)

![Epopeja cierpienia – Wang Xiaoshuai – "Żegnaj, mój synu" [recenzja] mój synu](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2020/06/plakat_zegnaj-moj-synu.jpg)
![Historia rodzinna – Ludwika Włodek – „Pra. Iwaszkiewiczowie” [recenzja] iwaszkiewiczowie](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2022/01/iwaszkiewiczowie.jpg)




