Interwencje 2

Fascynujące świństwo – Michel Houellebecq – „Interwencje 2” [recenzja]

Michela Houellebecqa w Polsce wciąż zna w zasadzie niewiele osób. Ja sama trafiłam na jego twórczośc zupełnym przypadkiem, a to, że do tej pory nie przeczytałam wszystkiego, co wyszło spod jego ręki, wynika wyłącznie z braku czasu. Spotkaliśmy się przypadkiem, ja i on, kiedy okładka jego Możliwości wyspy krzyknęła do mnie tak głośno, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Niby nic nadzwyczajnego w niej nie było, a jednak zielony kolor, jakieś niedopowiedzenie i ten tajemniczy tytuł skusiły mnie, by sprawdzić, co skrywa w sobie opis na czwartej stronie okładki. I po przeczytaniu go, wiedziałam, że koniecznie muszę tę powieść poznać. Chodziła za mną dość długo, aż w końcu przyszła ostatecznie, została na dłużej i poznałyśmy się dość dobrze. Możliwość wyspy to jeda z tych książek, które wspominam bardzo często, mimo że już kilka lat mineło, odkąd ją przeczytałam. Później sięgnęłam jeszcze po Cząstki elementarne i choć to również bardzo dobra książka, przegrywa z poprzedniczką. Sięgając po Interwencje 2, nie do końca wiedziałam więc, czego się spodziewać, bo proza fabularna, a teksty takie jak felietony czy eseje to zupełnie coś innego. Czy jednak aby na pewno?

Na samym początku byłam odrobinę przerażona, bo teksty zdawały się traktować o tematyce kompletnie mnie nieinteresującej. Nie śledzę polityki w Polsce, a co dopiero w innych krajach, nie jestem na bieżąco również z francuską kulturą, a ponadto, mimo sympatii do twórczości tego pisarza, nie orientowałam się także we wszystkcih kontrowersjach związanych z jego osobą. Wszystko wskazywało więc na to, że kolejne artykuły mnie znudzą, a lektura całej publikacji po prostu zmęczy. Jednak ku mojemu zaskoczeniu i jednoczeście uldze okazało się, że nawet na tematy z pozoru dla mnie nieciekawe pisarz portafi wypowiadać się w taki sposób, że każdorazowo jego wywody czyta się z zainteresowaniem. Im więcej stron natomiast przewracałam, tym bardziej rosła liczba poruszanych spraw, które okazywały się naprawdę interesujące. Michel Houellebecq to cholernie inteligentny facet i potrafi posługiwać się językiem w taki sposób, że przy całym zasobie erudycji, a niekiedy także poetyckości, nie popada on w żadnej chwili w przerost formy nad treścią.

A przecież patrząc na okładkę publikacji, widzimy rozczochranego, lekko zgarbionego człowieka, który z beznamiętną, a może nawet zblazowaną, miną wpatruje się w czytelników. Mówiąc szczerze – zdjęcie autora nie zachęca, a wręcz zniechęca do lektury. Jednak ten, ko zna pisarza, wie, że właśnie ta jego poza niejednokrotnie jest w słowie pisanym jego siłą. To ona spaja również różne gatunki w Interwencjach 2 dzięki czemu z totalnego (jednak zawsze interesującego) miszmaszu powstaje ciekawa i wciągająca lektura, w której przedstawionych i omówionych zostaje wiele tendencji współczesnego świata i ludzi – nie tylko tych zamieszkujących tereny Francji. Nie dało się jednak uniknąć tego, że wiele artykułów dotyczy właśnie kraju ze stolicą w Paryżu – sporo pisarz mówi zarówno o polityce, jak i o kulturze. I choć momentami niewiele orientowałam się w omawianej tematyce, to sam sposób mówienia o niej sprawiał, że z każdym zdaniem byłam coraz bardziej zaciekawiona.

Houellebecq znany jest wśród swoich czytelników z zamiłowania do filozoficznych wywodów, nawet jeśli jego język podkoloryzowany zostanie nie do końca pasującymi do filozofii zwrotami. I tutaj ich nie brakuje, co więcej, nawet zostają wyjaśnione zapędy pisarzy do tego typu dysput:

Co jeszcze ważniejsze: jak wyraźnie pokazują przykłady Dostojewskiego czy Tomasza Manna, powieść to naturalne miejsce do toczenia debat lub prezentowania filozoficznych rozterek. Eufemizmem yłoby stwierdzenie, że triumf naukowości niebezpiecznie zawęża przestrzeń tych debat, zasięg rozterek.

Debaty te w prozie beletrystycznej francuskiego pisarza niejednorkotnie wchodziły na grząski grunt, wręcz wstydliwy, poruszając tamty tabu, które dla wielu powinny pozostać nietknięte (tak jakby niemówienie o nich było tożsame z ich nieistnieniem). Zdawałoby się, że w takim razie w zbiorze tekstów różnych tym bardziej będziemy mieć do czynienia z tego typu niedelikatnymi wywodami. I komu się tak zdawało, zdawało się bardzo dobrze. Autor Poszerzenia pola walki mówiąc kolokwialnie, nie cacka się – ani z czytelnikiem, ani z ludźmi odpowiedzialnymi za publikację książki. Nie zważa na słowa, bo dopóki wyraża swoją opinię, wyrosłą z własnych obserwacji świata, nie czuje się w obowiązku za nią przepraszać. W związku z tym, czy mogło zabraknąć w tych tekstach poruszenia kwestii medialnej burzy, jaka rozpętałą się po tym, kiedy Michel Houellebecq wyraził pogląd, że islam to jednak najgłupsza religia świata? Oczywiście, że nie mogło. Przy okazji pojawia się termin ciemniak lambda, jakim miałby być pisarz, przez wzgląd na wyrażone zdanie, o którym wspomniałam powyżej.

Cieszy mnie, że w Interwencjach 2 znalazło się również miejsce na wywiad z autorem, bo to zawsze niezwykle interesująca forma poznania przemyśleń i przekonań człowieka. W powieści różnie z tym bywa – nigdy nie wiemy, kiedy są to refleksje bohaterów, z którymi autor się nie zgadza, a kiedy dyktuje mu je jego własne sumienie. W rozmowie, która znalazła się w tej publikacji, utkwiła mi w głowie odpowiedź, której pisarz udzielił na pytanie, czy  pozostanie dla niego jakieś miejsce, kiedy literatura powróci do ckliwych uczuć i pretensjonalności (każdy, kto choć raz czytał jakąś powieść Houellebecqa, wie, że to dwa ostatnie słowa, jakimi można określić jego twórczość). Francuski twórca odpowiada na to w te sposób:

Wiem, co należy robić, żeby uchodzić za człowieka miłego; nie jestem idiotą. Tyle że nie mam na to ochoty. Dużo już powiedziałem o współczesnym społeczeństwie i trochę mam tego współczesnego społeczeństwa dosyć.

Ciekawie wyrażone zostaje też chwilę później spostrzeżenie dotyczące wiary:

Nadal uważam, że wiara w Boga powinna w naturalny sposób maleć, nawet jeśli wydarzenia  zdają się przeczyć moim mniemaniom. Odnoszę wrażennie, że wobec religii zachowujemy się dzisiaj jak wobec tańców bretońskicj: skoro są tradycyjne, pokryte patyną czasu, uznajemy je za godne szacunku, niemal sympatyczne.

A jeśli już dzielę się z Wami interesującymi cytatami, to nie mogę pominąć i tego:

Literatura to jednak fascynujące świństwo… Tak zgubne i potężne, niewiarygodnie bardziej potężne od kina, bardziej zgubne nawet od muzyki.

Myślę, że ten cytat to idealny moment, by zakończyć recenzję Interwencji 2 – publikacji, która na nowo rozbudziła we mnie fascynację twórczością tego pisarza; fascynację, która zmalała w sposób naturalny, z biegiem czasu, zapomniana przez inne książki, które stawały na mojej drodze. Omawiana tu publikacja przypomniała mi, jak często przyszło mi zgadzać się z pisarzem w jego postrzeganiu świata i społeczeństwa, jak wielokrotnie mu przytakiwałam, choć towarzyszył temu smutek, a czasem wręcz pogarda. Jeśli wieć lubicie twórczość francuskiego pisarza, ale obawiacie się, że Interwencje 2 Was nie zainteresują, ponieważ omawiają szereg problemów, które Was nie dotyczą, ponadto poruszają się po terenie francuskiej polityki i kultury – możecie porzucić te obawy. Przemyślenia i styl pisania Houellebecqa sprawiają, że nawet polityka robi się ciekawa, a kiedy już zostawimy ją w tyle – robi się jeszcze bardziej interesująco. I choć czasem wydaje się, że według artysty świat i społecześńtwo tworzą jedno wielkie świństwo, to nadal, tak jak literatura, jest to fascynujące świństwo.

Fot.: Wydawnictwo Literackie

Interwencje 2

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.