Jak mówić o tym, o czym nie umiemy mówić — Filippo Meneghetti — „My dwie” [recenzja]

My dwie to pełnometrażowy debiut urodzonego we Włoszech reżysera — Filippo Meneghettiego. To przy okazji bardzo udany debiut, jeśli patrzeć na to, że tytuł został nominowany do nagrody za najlepszy scenariusz oryginalny przez Francuską Akademię Sztuki i Techniki Filmowej, która wręcza sławne Cezary, a już w kategorii za najlepszy film debiutancki, Meneghetti Cezara takowego otrzymał. Warto także wspomnieć o małym polskim wątku. Otóż My dwie zostały również nominowane do nagród na festiwalach Camerimage oraz OFF Camera.

My dwie to historia opowiedziana bardziej w sposób niewerbalny, aniżeli werbalny. Czuła, ale i surowa. Pełna drobnych sprzeczności. Tak jak i sprzeczne pod względem charakterów są dwie główne bohaterki. Czy jednak wyróżnienia mówią wszystko o filmie? I czy Meneghetti faktycznie stworzył udany i wyważony obraz filmowy?

 

Stara, młoda miłość

My dwie to opowieść o miłości. O potrzebie bliskości, czułości i posiadaniu kogoś, kto nas w pełni rozumie. To jednak i historia o tym, co tak trudne do wypowiedzenia. Film o uczuciu, o którym nie możemy, a raczej nie chcemy lub w pewnym sensie nie potrafimy się podzielić z najbliższymi. Filippo Meneghetti debiutuje całkiem odważnie. Przedstawia nam dwie bohaterki w starszym wieku. I to raczej w tym wieku bliższym przełamaniu granicy lat siedemdziesięciu, aniżeli oscylującym wokół początku szóstej dekady życia.

Nina (fenomenalna Barbara Sukowa) oraz Madeleine są na emeryturze. Mieszkają razem. I są razem. Nie jest to wcale związek świeży, nowy, niedookreślony. Partnerki wiedzą o sobie nie wszystko, ale na pewno wiele — ich romantyczna relacja trwa już od kilkudziesięciu dobrych lat. Ale tak, jak przed sobą nie mają wiele do ukrycia, tak przed najbliższymi osobami w swoich rodzinach, nadal nazywają siebie sąsiadkami-przyjaciółkami. Nina — ta bardziej otwarta, odważna i skłonna do podejmowania przełomowych decyzji — namawia Madeleine na porzucenie Francji i wyjazd do Rzymu. Tam nie będą musiały się już ukrywać. Nie będzie żadnej rodziny, znajomych, przed którymi należy przygryzać usta. Zresztą, Nina mówi Madeleine, że to nie te czasy, żeby przejmować się takimi rzeczami. Madeleine, choć nie jest tak otwarta i szczera, jak Nina, decyduje się powiedzieć o swoich planach wyjazdu, a przy okazji wspomnieć i o ukrywanym od lat związku swojej rodzinie. Okazuje się jednak, że mówienie o tym, o czym nie potrafimy za bardzo mówić, może być całkiem trudne, skomplikowane, a nawet przerażające. 

W domach z betonu nie ma wolnej miłości?

My dwie (druga recenzja autorstwa jednej z naszych redaktorek dostępna jest tutaj) to skromny, minimalistyczny w środkach dramat. Mało tu słów, a więcej obrazów. Takie rozwiązanie działa w przypadku tego filmu, prawie że doskonale, gdyż Filippo Meneghetti świetnie radzi sobie z niewerbalnym przekazywaniem nam tego, co tak w słowie i dźwięku ulotne. Spojrzenia bohaterek, ich gesty lub brak tychże gestów, powstrzymania ruchów, które miały się odbyć, ale z jakichś powodów się nie odbyły; niepewność, strach o osobę, którą tak bardzo kochają. Bezradność, roztrzęsienie, niemożność określenia się, czułość… To wszystko i wiele więcej zawarte jest w My dwie w samych kadrach. Słowa też tu wiele mówią oraz znaczą, jednak to właśnie te proste, szczere i niewymuszone obrazy, wyróżniają film Meneghettiego. Możliwe, że była to decyzja reżysera, której celem było uniknięcie wykreowania typowego wyciskacza łez. Może po prostu zabieg estetyczny lub artystyczna wizja. Najistotniejsze jest, że to działa. Filippo Meneghetti stworzył obraz chwilami surowy, ale przy tym pulsujący uczuciami. Momentami jednak ta surowość My dwie może przytłoczyć czy też chwilowo wybić z rytmu, poprzez to, że z perspektywy odbiorcy moja więź z bohaterkami traci na sile. Nie dzieje się to w dłuższych partiach historii, ale muszę przyznać, że momentami się zdarza. 

Kiedy sztuka potrafi wywołać emocje

Filippo Meneghetti zaczyna swój film od przepięknej wizualnie sceny. To już wtedy możemy poczuć i zauważyć, że My dwie będą w pełni autorskim, charakterystycznym filmem. Reżyser w niezwykle czuły i wrażliwy sposób wykorzystuje niewerbalne możliwości opowiadania historii, dokładając do tego artystyczne, choć nigdy pretensjonalne kadry. Początkowo wydawać się może, że uprzedzeń wyrosłych, pielęgnowanych i solidnie zakorzenionych we wnętrzach bohaterek, nie uda się wyplenić — szczególnie patrząc na wycofanie i swoiste tchórzostwo Madeleine — jednak to nie jest film, który ma nas przygnębić. To nie jest opowieść o tym, że nie można kochać. Że nie warto czuć, starać się i sięgać po to, co dla nas najważniejsze. Nie. My dwie to historia o zupełnie przeciwnym kierunku. O tym, że mimo uprzedzeń, uwarunkowań czy po prostu zwykłego strachu przed otwarciem się na innych i byciem sobą, uczucie, jakim darzymy tych, których kochamy, nie zniknie, nie złamie się, ani nie zapadnie. Może i brzmi to ckliwie i banalnie, jednak Filippo Meneghetti w żadnym wypadku granicy sztampowego melodramatu nie przekracza. Siła My dwie tkwi przede wszystkim w prostocie. 

Meneghetti pokazuje to, co niemożliwe do wypowiedzenia

Meneghetti w swoim debiucie nakreślił wyważony portret dwóch dojrzałych i jakże różnych kobiet. Opowiedział jedną z historii, jakich na tym świecie jest wiele, wymijając przy tym wszelkie znane schematy narracyjne i stereotypy. Jednym z ciekawszych rozwiązań fabularnych jest bierność Madeleine. Ta jako postać chwilami irytuje. Jednak zachowanie Madeleine z czegoś wynika. Kobieta się boi, jest wręcz przerażona tym, jak mogłyby zareagować jej dzieci na prawdę, którą chciałaby, a nie potrafi wyjawić. Jednak wcale lub nie do końca tylko dlatego, że zawstydzona jest tym, że darzy uczuciem kobietę, ale też przez to, że w końcu, po latach musiałaby wyjść z przestrzeni, w której się zamknęła; musiałaby pokonać swoją bezczynność i pasywność. A to równałoby się z przerwaniem cyklu, w którym o wszystkim, co w jej życiu mniej oraz bardziej istotne, decydują jej dzieci. My dwie to skromny, ale piękny film o miłości i dojrzewaniu do niej. Filippo Meneghetti ukazuje w swojej historii — w której wcale nie potrzeba tak wielu słów — kojącą prawdę: dojrzeć do walki o siebie i swoje uczucia można w każdym wieku.


Film My dwie obejrzycie na

Fot.: Tongariro Releasing

Write a Review

Opublikowane przez

Magda Przepiórka

Psychofanka Cate Blanchett, Dario Argento, body horrorów Davida Cronenberga, Rumuńskiej Nowej Fali i australijskiego kina. Muzyka to beztroskie, ale i mocniejsze polskie brzmienia – przekrój dekad 70/80 – oraz aktualne misz-masze gatunkowe w strefie alternatywy. Literacko – wszystko, co subiektywnie dobre i warte konsumpcji, szczególnie reportaże podróżnicze. Poza popkulturą miłośniczka wojaży wszelakich.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.