Recenzje,Seriale

Między płaczem a śmiechem – Phoebe Waller-Bridge – „Fleabag” [recenzja]

Fleabag to brytyjski serialowy komediodramat, którego scenarzystką, producentką i odtwórczynią głównej roli jest Phoebe Waller-Bridge. Tytuł w tłumaczeniu na język polski oznacza dosłownie wór pcheł, ale w języku angielskim używany jest jako określenie osoby nieprzyjemnej, niedbającej o wygląd i zasługującej na współczucie. Czy taka jest też główna bohaterka, której nadany został ten przydomek? Nie do końca, choć w jej życiorys wpisuje się on całkiem trafnie. Na serial składają się dwa sezony, a pomysłodawczyni nie planuje ich kontynuacji. Obie części zostały wielokrotnie nagrodzone, w tym sześcioma nagrodami Emmy, jedną BAFTA i dwoma Złotymi Globami.

Pomysł na pierwszy sezon Phoebe zaczerpnęła ze swojej sztuki teatralnej o tym samym tytule, będącej monologiem kobiety próbującej poukładać swoje życie w Londynie, godząc się jednocześnie z przeżytą tragedią. Fleabag, której oficjalne imię pozostaje nieznane (jak i większości bohaterów, co jest celowym zabiegiem) jest sarkastyczna, czarująca błyskotliwymi żartami i jednocześnie przepełniona smutkiem. Stara się poradzić sobie z przeszłością odrzucając wszelką oferowaną jej pomoc. Burzy czwartą ścianę patrząc wprost w kamerę i zwracając się do widzów, którzy już od pierwszego odcinka stają się jej powiernikami. Początkowo odsłania swoją chłodną, hedonistyczną naturę, ale z czasem ukazuje coraz więcej zawirowań wewnętrznych. Prowadzi plajtującą kawiarnię, opiekuje się kawią domową Hilary, należącą do jej zmarłej przyjaciółki, wszelkie smutki stara się gubić w szybkiej miłości, a traumy tuszuje ironią. Potrafi wywołać salwy śmiechu, by za kilka sekund wzbudzić w widzach poczucie głębokiego żalu. Nie musi nawet mówić, by oglądający wiedział o czym myśli – wystarczy jej uniesiona brew, półuśmiech, przygryziona warga czy znaczące spojrzenie.

Na ekranie Phoebe towarzyszy Sian Clifford, grając poukładaną i odnoszącą sukcesy biznesowe siostrę głównej bohaterki. W męża siostry wciela się Brett Gelman kreując postać dziwaka i alkoholika. Jenny Rainsford odgrywa Boo, czyli pojawiającą się w retrospekcjach przyjaciółkę granej przez Waller-Bridge bohaterki – nieco zwariowaną, uroczą i przepełnioną sympatią. Będący wdowcem ojciec Fleabag (Bill Paterson) wiąże się z jej matką chrzestną (fantastyczna Olivia Colman), dość ekscentryczną malarką. W drugim sezonie do obsady dołącza Andrew Scott i wciela się w katolickiego księdza, znanego już wszystkim widzom bardziej jako Hot Priest. Każda z postaci zachwyca swoją złożonością, a drugoplanowe kreacje mimo stanowienia tła dla losów głównej bohaterki, czynią je niesamowicie wyrazistym.

Pierwszy sezon dotyczy przede wszystkim borykania się Fleabag z przeszłością i rzeczywistością. Odejście przyjaciółki, skomplikowana relacja z siostrą oraz specyficzne relacje miłosne składają się na codzienność, w której bohaterka stara się odnaleźć, ale osiągnięcie równowagi nie należy do łatwych. Jest szczera wobec innych i siebie, wyraża swoje opinie nie zważając na ich konsekwencje, wydaje się szorstka oraz potrafiąca wiele znieść, ale pod powierzchownością skrywa się u niej empatia i delikatność.

Wielowymiarowość jej charakteru nie czyni jej życia prostszym. Lepiej poznać daje się dzięki zwrotom w stronę publiczności, a jej uwagi dopełniają tworzony przez odbiorców szkic osobowości postaci. Nieco absurdalny jest jednak fakt, że dopełnienie to sprawia, iż obraz finalny staje się bardziej skomplikowany. Podkreśla tym samym istotę sprzeczności ludzkiej natury. Fleabag pokazuje, czym są starania postępowania według własnych zasad w świecie, który pełen jest cudzych oczekiwań i odmiennych planów na właściwe jego przeżywanie. Momentem kulminacyjnym jest finał szóstego odcinka, w którym na jaw wychodzi coś, co bohaterka skrywała przed widzami i starała się ukryć przed samą sobą. Uświadamia sobie wtedy, że ci, z którymi trzymała, mogą ją najsurowiej ocenić. Wszystko rozegrane zostaje po mistrzowsku.

Druga część bardziej skupia się na wątkach całej rodziny, a dramatyzm towarzyszący opowieści wydaje się mniej wyraźny niż w pierwszych sześciu odcinkach. Właśnie tyle liczy każdy sezon, a jego składowe trwają średnio dwadzieścia pięć minut. Pod względem fabularnym produkcja może jednak dorównać lub prześcignąć większość seriali o dziesięcioodcinkowych sezonach.

Sezon drugi rozpoczyna się od odcinka spędzonego przy stole, podczas rodzinnej kolacji w towarzystwie… księdza, nowego bohatera opowieści. Fleabag informuje widzów na wstępie, po wytarciu zakrwawionego nosa: Oto historia miłosna. Wraz z rozwojem wydarzeń rozpoznać można miłość siostrzaną, uczucie dziecka do ojca, człowieka do Boga, a także miłość zakazaną. W monologu kapłana podczas ślubu ojca z matką chrzestną padają słowa: Bycie romantykiem wymaga ogromnej nadziei. Kiedy znajdujesz kogoś, kogo kochasz, czujesz nadzieję. Główna bohaterka osiąga niecodzienne porozumienie z duchownym, ponieważ oboje mają w życiu coś poza rzeczywistością – w jednym przypadku jest to rozmowa z Bogiem, w drugim przemawianie do widzów, nazywanych przyjaciółmi. Zaskakujące wydaje się także to, że ksiądz zauważa moment burzenia czwartej ściany, choć nie jest w stanie zidentyfikować tego, co się za nią kryje. W scenie z terapeutką okazuje się, że przyjaźń Fleabag z widzami może stanowić mechanizm wyparcia, a wszelkie życiowe niepowodzenia stanowiąc część fabuły miałyby wtedy swoje usprawiedliwienie. W końcu czymś zabawić obserwatorów trzeba.

Gra aktorska na najwyższym poziomie to znak rozpoznawczy brytyjskiego dzieła. Warto jednak dodać, że dołączenie do obsady Scotta nadało fabule niespodziewanego rozpędu. Drugi sezon nie mógłby przybrać takiego rozwoju wydarzeń czy tak eksplodować gdyby nie było w nim Andrew Scotta, który wszedł do świata Fleabag niczym huragan, dając tak głęboki i złożony występ, że dla nas wszystkich wyniósł całość na wyższy poziom. – podkreślała Waller-Bridge odbierając Emmy. Rola ta została napisana specjalnie dla niego, gdyż aktorzy znają się kilkanaście lat, a poznali się na deskach Soho Theatre. Fantastyczne epizody zagrały Fiona Shaw oraz Kristin Scott Thomas ze swoją przemową o feministycznym wydźwięku Kobiety rodzą się z bólem. Bardzo ciekawie rozwinęła się postać Claire, siostry Fleabag. Pojawiła się nadzieja, że poturbowanie przez los da się pożegnać.

W drugim sezonie, oprócz kawii, zagościła też inna zwierzęca postać – lis. Jego symbolikę zgłębiła Ellen O’Connell Whittet z „Vulture”, której ojciec, emerytowany profesor Yale, zasugerował, iż lis symbolizuje w serialu kwestię wątpliwości i odniesienie do celibatu. Nie pokuszę się o kontynuację tego wątku, gdyż wymaga on zdradzenia sporej części serialowej fabuły (a pragnę unikać spoilerów), jednak wydaje się dość ciekawy i kluczowy dla odbioru otwartego zakończenia dzieła Brytyjki. Phoebe Waller-Bridge podniosła poprzeczkę tak wysoko, że trudno byłoby ją przeskoczyć. Jak sama twierdzi: trzeciego sezonu nie planuje, a jedyna możliwość kontynuacji to ukazanie bohaterki dopiero w okolicach pięćdziesiątki.

Oglądając Fleabag, można śmiać się z komizmu sytuacji albo komentarzy głównej bohaterki, ale także poczuć ucisk w gardle zdając sobie sprawę z cierpienia, które kryje się pod niewymuszonymi żartami. Mam obsesję na punkcie tej granicy między płaczem a śmiechem. Zawsze odczuwam pokusę, by dobić leżącego. Kiedy publiczność śmieje się z postaci, staje się tak bezbronna i się otwiera. – zdradziła Phoebe w rozmowie z „New Statesman”. Bezbronności tej można zakosztować w czasie seansu, gdyż nie sposób powstrzymać się od emocjonalnych reakcji na misternie przygotowane widowisko.

Za motyw przewodni ścieżki dźwiękowej odpowiedzialna jest siostra Phoebe, Isobel Waller-Bridge, a za akcenty chóralne Bruno Coulais i RSVP Voices. W scenie finałowej zaś wybrzmiewa This Feeling Alabama Shakes.

See, I’ve been having me a real good time

But it feels so nice to know I’m gonna be alright

Przewrotne losy mieszkającej w Londynie brunetki okazują się wyjątkowo wciągające, a sam serial przepełniony szczerością. To połączenie patosu, napięcia, inteligentnej komedii, dramatu i melancholii, a także empatii oraz deprawacji. Wszystko zamknięte w naprawdę brawurowym scenariuszu i znakomicie rozegrane. Skłaniające do zastanowienia nad tym, jak potoczą się losy bohaterki, ale też ile z niej jest w każdej i każdym z nas.

Fot.: Amazon

Podobne wpisy:

Ocena ogólna10
10Ocena ogólna

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty, filmy psychologiczne oraz kino niezależne. Muzycznie - głównie brzmienia alternatywne. W literaturze najczęściej wybiera powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami i relacjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury. Kontakt: gosia@gloskultury.pl

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *