jak nie teraz to kiedy?

Potrzebne błędy – J. Allison, M. Sarin, L. Fleming, W. Cogar – „Giant Days – 5 – Jak nie teraz, to kiedy?” [recenzja]

Biała okładka piątego tomu Giant Days, czyli Jak nie teraz, to kiedy? zdaje się mocno wyróżniać na tle innych, kolorowych i intensywnych. Jednak niech Was nie zmyli ta niewinna biel. Kolejny tom jest tak samo szalony, zabawny i studencki jak poprzedni! Na całe szczęście historia stworzona przez Allisona to nadal prześmieszna opowieść o przyjaźni, pierwszych miłościach, dorastaniu, usamodzielnianiu się i życiu na pełnych obrotach. Co ciekawego tym razem przytrafi się Esther, Susan i Daisy? Jakie dramy wygenerują młode kobiety w kolejnej odsłonie cyklu? Jakieś bowiem wygenerują na pewno. Giant Days bez dramy to żadne Giant Days.

W poprzednim tomie, po długich, żmudnych i okupionych stresem (a nawet i bójką) poszukiwaniach, naszym bohaterkom udało się znaleźć w końcu mieszkanie, które zastąpi im do tej pory zapewniający im dach nad głową akademik. Zanim jednak się do niego przeprowadzą, a nowy semestr na dobre rozpocznie, czeka nas wiele przygód, w których będziemy towarzyszyć Susan i jej przyjaciółkom. Daisy wyjeżdża na wykopki, które są na jej kierunku studiów – archeologii – czymś zarówno bardzo ważnym, jak i (zwłaszcza dla Daisy) szalenie ekscytującym. Niestety prymuska i najlepsza uczennica będzie musiała zmierzyć się z tym, że nagle w ocenie prowadzącego wykopki… dziewczyna wszystko robi źle. To z kolei spowoduje u niej ogromny stres i może doprowadzić do… niekontrolowanego wybuchu złości. Czy może wyniknąć z tego coś dobrego?

jak nie teraz to kiedy?Susan Ptolemy będzie miała natomiast jeszcze ważniejsze, poważniejsze i bardziej absorbujące zadanie. Wiecznie rozczochrana studentka będzie bowiem z zapałem śledziła wszelkie doniesienia o jednej z najgorętszych par na kampusie, czyli o… jej byłym facecie i jego nowej dziewczynie. Odda się także śledzeniu w sensie dosłownym. Czy jest to jednak najlepszy sposób na pogodzenie się z rozstaniem i ze stratą? Obserwowanie, jacy są szczęśliwi i jaka nowa partnerka McGrawa jest ładna i uzdolniona raczej nie pomoże Susan uporać się ze smutkiem, gniewem i zazdrością. Na szczęście, gdy zajdzie taka potrzeba, studentka znajdzie także czas na to, by pomóc przyjaciołom, gdy ci znajdą się w potrzebie. Ależ oczywiście, że macie rację – chodzi rzecz jasna o Esther.

Nasza ulubiona gotka, jak pamiętamy z lektury czwartego tomu, została niespodziewanie dla niej samej odcięta od dotychczasowego źródła utrzymania, czyli po prostu od pieniędzy, jakie dawali jej rodzice. Chcąc nauczyć córkę odpowiedzialności i szacunku do pieniądza, zdecydowali, że musi ona sama zarobić na swoje utrzymanie. W związku z tym Esther usilnie poszukuje źródła dochodu, które nie będzie wykańczać jej ani psychicznie, ani fizycznie. Po nieefektywnym składaniu swojego CV w takich miejscach jak cukiernie czy sklep z komiksami w końcu z pomocą przychodzi jej Ed, który – jak się okazuje – pracuje dla swojego współlokatora, Deana Thompsona, znajdując i przepisując dla niego inne określenia na konkretne słowa i wyrażenia. Praca wydaje się banalna, a płaca jest naprawdę zaskakująco dobra. Esther nie zastanawia się więc dwa razy i dołączą do zadurzonego w niej kolegi. Od tej pory razem przesiadują przy laptopach, a ich finanse zaczynają wyglądać zadowalająco. Jednak czy w ich zarabianiu nie ma przypadkiem czegoś podejrzanego?

Esther, Susan i Daisy, kiedy już uporają się ze swoimi osobistymi problemami, wybiorą się wspólnie na długo wyczekiwany Festiwal muzyczny, gdzie okaże się, że jednak takie imprezy o wiele lepiej i zabawniej wyglądają w telewizji lub wypadają w opowieściach znajomych. Kiedy dziewczyny zaleje fala deszczu i błota, będą musiały wykazać się sprytem, żeby wyjść z tego z godnością. A później? Później pozostanie im tylko wrócić i zmierzyć się ze swoim nowym mieszkaniem, co okaże się wcale nie takie łatwe, biorąc pod uwagę, jaką niespodziankę zostawili im w spadku poprzedni lokatorzy. Na szczęście będzie to dla scenarzysty kolejny pretekst do wyśmiania wielu znanych nam rzeczy, do poszastania niektórymi stereotypami i jeszcze mocniejszego zacieśniania więzi między bohaterkami.

jak nie teraz to kiedy?Zarówno John Allison, jak i Max Sarin (a wcześniej Lissa Treiman), a także Liz Fleming i Whitney Cogar stworzyli nie tylko barwny, ciekawy i wciągający świat, ale przede wszystkim udało im się tak pomysłem, jak i wykonaniem, wykreować ciekawych, wyróżniających się i zapadających w pamięć bohaterów. Tutaj każdy jest jakiś. I nawet jeśli czasem jest „jakiś” do przesady, zahaczając o stereotypowość, to w niczym to nie przeszkadza, bo bawi i ma swój cel. Bohaterowie Giant Days są niesamowicie wyraziści, pełni energii, uczuć i refleksji, z którymi możemy się utożsamiać, a co za tym idzie – pełnokrwiści. I wcale nie są do tego potrzebne rysunki na miarę niesamowitych malowideł z Równownocy Pedrosy czy Grass Kings Tylera Jenkinsa. Na wskroś komiksowe Giant Days broni się w zasadzie wszystkim i wszystko tu pasuje do humoru, który zgrabnie wysuwa się na plan pierwszy. Docenić należy, że poza Susan, Esther i Daisy, drugi, a nawet trzeci plan postaci nigdy nie zostaje potraktowany po macoszemu. Takie postaci jak McGraw, Ed, Duża Lindsey czy Dean Thomson to również barwne, ciekawe i pozostające w pamięci postaci, a nie tylko cienie przemykające przez kolejne tomy – również Jak nie teraz, to kiedy? I mam tu na myśli zarówno ich stronę charakterologiczną, jak i wizualną.

Jak nie teraz, to kiedy?, czyli piąty tom komiksowej serii Giant Days bardzo trafnie nosi właśnie taki tytuł. Kiedy bowiem, jeśli nie w młodości popełniać głupstwa i błędy? Kiedy mamy podejmować nie do końca trafne decyzje, jak nie podczas studiów, kiedy dopiero uczymy się życia, a błędy popełniane przez nas teraz, być może uchronią nas przed powtórzeniem ich w przyszłości, kiedy będziemy mieć do nich mniejsze prawo… Jeśli natomiast się nie mylę, to w oryginalnej wersji poszczególne tomy nie noszą żadnych tytułów i myślę, że jest to wielka zaleta polskiego wydania – nie tylko mówią nam coś więcej o fabule, ale także bardzo trafnie oddają charakter naszych bohaterek. Sugerują również lekkość lektury, a tej Gians Days odmówić nie można. I choć w piątym tomie nasze bohaterki wkraczają powoli ponownie na ścieżkę edukacji już jako „doświadczone” studentki drugiego roku, to przecież nadal te same nieopierzone dziewczyny, które popełnią jeszcze niejedną głupotę, ale… jak nie teraz, to kiedy?

Fot.: Non Stop Comics


Przeczytaj także:

Recenzje poprzednich tomów Giant Days

jak nie teraz to kiedy?

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *