“GRA O TRON” – SEZON 8, ODCINEK 2 – „Rycerz Siedmiu Królestw” – WRAŻENIA (ZE SPOILERAMI)

Chociaż pierwszy odcinek ostatniego sezonu Gry o Tron nosił nazwę Winterfell, to dopiero w drugim, o nazwie Rycerz Siedmiu Królestw, całość akcji toczy się na mroźnej Północy w twierdzy Starków. Do przebywających tam bohaterów docierają ostatni śmiałkowie, chcący wspólnie stawić czoła Nocnemu Królowi. Bitwa o przyszłość wszystkich mieszkańców Westeros, niezależnie od rodu, rasy czy wyznania zaraz się rozpocznie i bohaterowie mają jeszcze ostatnią szansę na zamienienie ze sobą kilku słów. Ta cisza przed burzą okraszona jest poważnymi wyznaniami, bolesnymi rozliczeniami z przeszłością, ale też wspominaniem starych, dobrych czasów, uniesieniami namiętności, żartami, toastami i śpiewem, mającymi stłumić strach przed nadciągającym mrozem i skrócić czekanie na bitwę z armią Białych Wędrowców i nieumarłych. Sylwia, Magda i Mateusz zasiadają, oby wspólnie omówić ostatnie, spokojne chwile w Grze o Tron. Jaką rozmowę najbardziej zapamiętaliśmy? Co nas zaskoczyło, a co najbardziej wzruszyło? Czy to był wartościowy i potrzebny odcinek, czy jednak mogło się wydarzyć więcej? Zapraszamy!

 


Magda Kwaśniok

No dobrze. Momentami było zbyt patetycznie, niektóre sceny można było skrócić, a paru pozbyć się całkowicie,  ale twórcom trzeba przyznać jedno: mało co w Grze o Tron wybrzmiało tak wyraźnie, jak cisza przed burzą z drugiego odcinka, ostatniego sezonu serialu. Nie umiem się oprzeć wrażeniu, że scenarzyści w pierwszym epizodzie dali nam okazję przypomnieć sobie klimat Westeros i, mówiąc kolokwialnie, przywitać się z tak dawno niewidzianą obsadą, tylko po to, byśmy tydzień później mogli się pożegnać z Siedmioma Królestwami, jakie znamy. Można powiedzieć, że twórcy, oprócz oczywistej chęci zbudowania napięcia, poświęcili ponad 50 minut na to, by widzowie mogli po raz ostatni zobaczyć i usłyszeć niemal każdego drugoplanowego bohatera, który na przestrzeni ośmiu lat przewinął się na ekranie i jeszcze nie jest martwy… Bo cóż, niedługo prawdopodobnie będzie. Drugi odcinek nazwałabym więc przede wszystkim czasem pożegnań – postaci między sobą, ale również widzów z kochanymi przez nich bohaterami, który choć nie pchnął fabuły w wyraźny sposób do przodu, nie można powiedzieć, że nie zrobił tego w ogóle.

Dzisiejszej nocy (tak, jestem jednym z tych widzów, którzy przez paniczny strach przed spoilerami, oglądają odcinki o 3) doszło do paru nie tylko ciekawych, ale i ważnych dla najbliższych wydarzeń rozmów. Zaczęłabym może od Sansy, której pogawędka z Daenerys początkowo niemal przyprawiła mnie o zawał serca. To wcale nie tak, że nie lubię Matki Smoków… No może troszkę, ale tym razem to nie ma wielkiego znaczenia. Problem polega na tym, że w przypadku Gry o Tron trudno mi uwierzyć w autentyczność jakichkolwiek przejawów optymizmu, zgody, miłości i w zasadzie wszystkiego, co pozytywne. Halo, mówimy o sadze człowieka, który długą serię “morderstw” rozpoczął od pupila, wyglądającego jak duży piesek… Tak mógł postąpić tylko psychopata z krwi i kości. Mam nadzieję, że nie macie mi więc za złe zniesmaczenia na myśl o zgodzie między dwoma silnymi charakterami, na dodatek kobiet walczących o władzę. Nie oszukujmy się; dużo ciekawiej zapowiadają się ich relacje po tym, jak Lady Winterfell nie otrzymała satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie, jakie plany ma Daenerys wobec Północy.

No cóż, to nie był najlepszy odcinek dla Khaleesi; podczas gdy jej namiestnik opijał się winem, Arya chyba bawiła się całkiem nieźle, podobnie zresztą do (zabawnego jak zawsze) Tormunda, królowa zmierzyła się z nie jedną, a dwoma konfrontacjami z ludźmi Północy. Jeśli widzieliście pierwszy odcinek, zapewne nie umknęło Waszej uwadze, że Jon Snow wreszcie coś wie, i o dziwo w (daj Boże nie) ostatnich chwilach swojego życia postanowił się tą wiedzą podzielić. Tydzień temu z Sylwią miałyśmy drobny problem z dramatyczną sceną Kita Harringtona, która w moim przekonaniu, nie wybrzmiała tak, jak należy. Trzeba jednak przyznać, że w tym tygodniu było zupełnie inaczej. Zawód w oczach Jona, gdy ten informuję Dany o ich pokrewieństwie, a ona najpierw próbuję informację zdyskredytować, a później zajmuje się jedynie kwestią sukcesji, zapominając o ich, jak sama przekonywała Sansę, ogromnej miłości, był bardzo autentyczny. Co prawda konfrontację przerwało przybycie armii Nocnego Króla, ale ta krótka wymiana wystarczyła do rozbudzenia mojej nadziei, że ostateczna bitwa o Żelazny Tron stoczy się między tą dwójką. Oczywiście jest to mało realne, ale za marzenia się nie płaci, prawda?

Jestem przekonana, że moi koledzy wspomną o pogawędkach radosnej gromady przy kominku i omówią je z większą sympatią niż ja; o ile serialową Brien bardzo lubię, o tyle jej książkowy pierwowzór jest dla mnie nie do zniesienia i nieco rzutuje na moje podejście do jej wątku. Niemniej, scena pasowania oczywiście była wzruszająca, a na uwagę zasługuje również sekwencja z pieśnią zaintonowaną przez Podricka… Niesamowity klimat! Są to jednak kolejne przykłady na tę część odcinka, która stoi pod znakiem pożegnań, a ja chciałabym zwrócić uwagę na to, co w moim przekonaniu w największym stopniu zbudowało narastające napięcie: naradę wojenną. To właśnie podczas tej sceny dostajemy, być może ogólny, ale jednak jakiś zarys motywacji Nocnego Króla, którego do tej pory nieco brakowało mi w scenariuszu. Nie ma nic gorszego niż villain, który chce zniszczyć wszystko, bo jest taki mroczny, niebezpieczny i w ogóle… Zapytajcie w wytwórniach MCU, niestety coś o tym wiedzą. Wracając jednak do Gry o Tron, ta saga zawsze szczyciła się mięsistymi postaciami, których charaktery są niejednoznaczne, a przez to bardziej ludzkie. Trudno było osiągnąć ten sam efekt w przypadku głównego wroga bohaterów sagi, który przecież na ekranie pojawia się stosunkowo późno, a twórcy nie mogli zdradzić przy tym zbyt wielu tajemnic, również odnośnie jego tożsamości. Tym bardziej podoba mi się delikatne zasygnalizowanie wątku Nocnego Króla i jego porównanie ze śmiercią, która chce wymazać dzieje świata, zapanować nad ludzką pamięcią i historią. Mam szczerą nadzieję, że zostanie on rozwinięty i dostaniemy albo potwierdzenie, albo wyraźne zaprzeczenie fanowskich teorii o tym, że Nocnym Królem jest sam Bran – wydaje mi się, że to właśnie ten wątek ma największy potencjał. A teraz wybaczcie, ale muszę przygotować swoją psychikę na śmierć więcej niż jednego Starka w więcej niż jednym uniwersum [czyt. zrobić na ten tydzień zapasy ulubionego trunku Cersei].

Sylwia Sekret

Drugi odcinek finałowego sezonu Gry o Tron, choć nadal był takim wprowadzeniem do wielkiej akcji i rozstrzygającej wszystko bitwy żywych z umarłymi, podobał mi się bardzo – o wiele bardziej niż pierwszy. Był może nieco patetyczny, ale trudno oczekiwać czegoś innego, kiedy każdy z bohaterów liczy się z tym, że najprawdopodobniej w ciągu najbliższych kilkunastu godzin umrze. Mieliśmy więc sporo ważnych dialogów między postaciami, ważnych wyznań, trafił się nawet pewien pierwszy raz. Wśród tej podniosłości nie zabrakło jednak miejsca także na dowcip, którego w tym odcinku głównym nośnikiem był Tormund. Co prawda liczyłam na jakąś większą kąśliwość pomiędzy nim a Jaimem w drodze o atencję Brienne, ale to, co otrzymałam, i tak mnie w pełni zadowala.

Do lepszych scen zaliczyłabym spotkanie Sansy i Theona – Sophie Turner bardzo dobrze zagrała w tej scenie, a samo podbiegnięcie do mężczyzny i przytulenie go, było naprawdę wzruszające. Oczywiście Theon przerwał bardzo ważną rozmowę między lady Winterfell a królową Daenerys, i nie pozwolił poniekąd na odpowiedź Dany, co będzie z Północą, kiedy już ostateczna bitwa się skończy, a Dany zasiądzie na Żelaznym Tronie. Myślę jednak, że sami twórcy nie mieli na to jeszcze odpowiedzi, bo być może… nie będzie ona wcale potrzebna ani istotna po tym, co się stanie już niedługo.

Z ważniejszych rozmów wymienić należy oczywiście również to, że Jon Snow wyjawił Daenerys prawdę o sobie, a jej myśl, że to on jest tym, który wedle prawa powinien zasiąść na tronie, nie bardzo przypadła do gustu. Zanim jednak padło coś więcej, okazało się, że Nocny Król jest tuż, tuż. Z zapadających w pamięć momentów z kolei, muszę wspomnieć o pasowaniu Brienne. Jej szczery uśmiech po tym wszystkim – bezcenny!

Wracając do Sansy – mam wrażenie, że czytała nasze wrażenia z poprzedniego odcinka, bo nagle sama przyznała, że Tyrion to porządny człowiek i zawsze traktował ją przyzwoicie i z godnością, a jeszcze w poprzednim odcinku wyzywała od głupca. No ale cóż… Natomiast Arya w końcu raczyła się pojawić na jakimś istotnym spotkaniu najważniejszych w Winterfell i dla samej bitwy osób. Już mnie trochę zaczynała denerwować tym swoim ukrywaniem się i nieuczestniczeniem w ważniejszych ustaleniach i spotkaniach. Rozumiem, że ma inną naturę i do rządzenia jej daleko, ale chyba powinna mieć świadomość planów i ustaleń. Dlatego dobrze, że na tym ostatnim zgromadzeniu się pojawiła.

Drugi odcinek był dość wzruszający momentami i założę się że dla widzów miało to być pożegnanie z wieloma postaciami. Stąd stonowanie, rozmowy przy winie i ogniu; śpiewana z rozrzewnieniem pieśń, bliskość i wyznania. Następny odcinek będzie zapewne sieczką, w której wielu z tych, którzy pili, gawędzili miło i śmiali się – polegną w bohaterskiej, ale w pewnym sensie od początku przegranej bitwie. A mimo wszystko – każdy nie może się tej bitwy doczekać, prawda?

Mateusz Norek

Zdecydowanie! W końcu twórcy obiecują scenę batalistyczną o skali, jakiej nie widziała jeszcze telewizja. Kilka bitew w serialu mieliśmy już okazję oglądać i każda wyglądała bardzo dobrze, dlatego jestem w stanie uwierzyć w te obietnice. Tutaj dodatkowo walczyć będzie większość bohaterów, którzy dożyli do ostatniego sezonu, a przy ewentualnej przegranej tytułowa gra o tron wydaje się nieistotnymi przepychankami.

Zasadniczo łatwo byłoby porównać drugi odcinek do pierwszego, bo również tutaj byliśmy z bohaterami w Winterfall (tym razem przez cały czas ekranowy), a najważniejsze zwroty akcji podyktowane były rozmowami. Niemniej jednak atmosfera nowego odcinka była o wiele bardziej gęsta i zarówno postacie, jak i ja, jako widz, czuliśmy zbliżającą się armię Nocnego króla. To był zdecydowanie ostatni moment na rozmowę, bo w kolejnym odcinku przemówi już stal i ogień. Potwierdziło się to, o czym wspominałem w poprzednim Wielogłosie – król Białych Wędrowców chodzi o konkretną osobę i jest nią Brana, jako Trójoka Wrona. Potwierdziło się również to, co podejrzewali fani – jedyną szansą na pokonanie niezliczonych zastępów nieumarłych, jest zgładzenie dowodzących nimi Białych Wędrowców.

Nie dziwie się, iż pierwszy odcinek zakończył się przybyciem do Winterfell Jaimego Lannistera. Był on obecny chyba w większości rozmów w tym epizodzie i już zaczynająca odcinek konfrontacja Królobójcy z Daenerys była mocna i bardzo znacząca. Miał potem okazję powspominać stare czasy z Tyrionem, przeprosić Brana, a także ofiarować swój miecz w komendę Brienne. Z nią związana jest również chyba najbardziej wzruszająca scena tego epizodu, kiedy zostaje przez Jamiego, wbrew oczywistym tradycjom, pasowana na rycerza. Do tego zresztą nawiązuje tytuł odcinka – Rycerz Siedmiu Królestw. Choć nie mniej wzruszająca była krótka rozmowa Davosa z dziewczynką, której naznaczona chorobą twarz na pewno przypomniała mu ukochaną przez niego córkę Stannisa, Shireen.

Trudno nie zgodzić mi się z dziewczynami, że drugi odcinek jest pewnym pożegnaniem między bohaterami i ostatnim oddechem przed nadciągającą bitwą, którą nie wszyscy przeżyją. Nieco wzruszający, momentami zabawny, ale naznaczony zbliżającą się śmiercią. Trudno przewidywać, co stanie się za tydzień, ale na pewno nic nie będzie już takie samo. Zostawię Was z genialną muzyką tego epizodu, w wykonaniu Florence + the Machine.

Florence + the Machine - Jenny of Oldstones (Lyric Video) | Season 8 | Game of Thrones (HBO)


Serial Gra o tron można oglądać na kanale HBO, a także w serwisie HBO GO

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Mateusz Norek

Z wykształcenia polonista. Zapalony gracz. Miłośnik rzemieślniczego piwa i nierzemieślniczej sztuki. Muzyczny poligamista.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • To ja pozwolę sobie raz jeszcze (być może ostatni?) wstawić się za Aryą. I rzeczywiscie jest trochę prawdy w słowach Sylwii, że Starkówna „wreszcie raczyła się zjawić”, przyznaję. Z drugiej strony – i wiem, że piszę to jako fan postaci i nie jestem obiektywny – jestem przekonany, że rolą Aryii w tej historii nigdy nie było i nie będzie walka z Nocnym Królem, Nieumarłymi itd. Oczywiście być może zginie w walce z nimi, jednak w tym, sam przyznaję, że dla niektórych być może wkurzającym „unikaniu” przez Aryę narad wojennych może być jakaś metoda i mnie się takie prowadzenie postaci podoba, bo tak już uogólniając Arya to właściwie ostatni członek najbardziej pokrzywdzonego rodu. Jon jest kim jest, Bran jest wroną, sroką itd., Sansa jest Starkówna, ale taka raczej po matce z Tullych, co widać we wszystkim czym była i staje się Sansa… natomiast Arya jest ostatnią wyglądającą jak Stark Starkiem, od początku prze do przodu w imię rodu i rodziny. Dlatego też mnie strasznie dobrze i autentycznie sie ogląda prowadzenie Ary. I nie żebym się zgrywał na speca, bo nie do każdego bohatera przywiązuję taka uwagę jak do Aryi, ale jej się przyglądam i rzeczywiście miło, że się pojawiła, ale mnie ona sie wydaje jakby poza tym wielkim starciem na ktore wszyscy czekali od poczatku. Ona ma inne cele i inne przeznaczenie (co – powtarzam – nie wyklucza, że 8*3 będzie ostatnim z udziałem małej Wilczycy :( ) EDIT: Na dobrą sprawę, choć widzę wciąż Aryę jako ostatnią z ocalałych, tak z drugiej strony jej śmierć – dziewczyny wyznającej Boga Śmierci, Boga o wielu twarzach i co tu dużo mówić – zabójczyni, umierającej w kryptach, czyli grobowcu, w jakiś bohaterski sposób – jest to wielce prawdopodobne.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.