Komiksy,Recenzje

Wspomnienia wyłuskane z traw – Matt Kindt, Tyler i Hilary Jenkins – „Grass Kings – 2″ [recenzja]

grass kings
grass kings

Każdy z nas marzy o tym, aby móc żyć według własnych zasad. Nikomu nie podlegać, nie być nic nikomu winnym. Samemu sobie narzucać prawa. Ewentualnie narzucać je innym. Stworzyć społeczność, w której niczego nie trzeba się bać. Zgromadzić ludzi, którzy w razie czego staną za tobą murem, spośród których każdy będzie odpowiedzialny za coś innego, za kolejny element mechanizmu. Właśnie taka idea przyświecała rodzicom Roberta, Ashura i Bruce’a. Właśnie dlatego stworzyli oni swoje królestwo. Królestwo Traw. Jednak ich już nie ma, schedę po rodzicach przejęli natomiast synowie, a czas dobitnie pokazał, że idealnej społeczności, idealnego miejsca do życia po prostu nie ma. Każdy ma jakieś tajemnice, każdy ma coś za uszami, a kłopoty… no cóż – imają się każdego, bez względu na to, czy mieszka w wielkim mieście, czy w krainie outsiderów, którym przewodzi samozwańczy szeryf. W dodatku niejeden. W drugim tomie Grass Kings na jaw wychodzą tajemnice i kłamstewka jego mieszkańców.

Osią fabularną pierwszego tomu Grass Kings było przybycie do Królestwa Marii, żony szeryfa Humberta, która przybyła wpław, uciekając przed porywczym małżonkiem. To właśnie to zdarzenie posłużyło za pretekst, by opowiedzieć czytelnikowi zarówno o wielkiej stracie, jaka przypadła w udziale Robertowi, jak i o odwiecznym konflikcie, jaki toczy się między Grass Kings a Cargill, w którym króluje właśnie wspomniany Humbert. W drugim tomie mieszkańcy Królestwa Traw cofną się myślami do swoich wspomnień, a także będą grzebać w przeszłości, chcąc wyjaśnić pewne zdarzenie sprzed lat, które – jak się teraz okazuje – być może w rzeczywistości wyglądało inaczej, niż teoretycznie zapamiętali mieszkańcy.

grass kingsJen Handel była w Królestwie od samego jego początku. Była śliczna. Podobno połowa tamtejszych mężczyzn miała na nią chrapkę. Zgrabna blondynka zajmowała się nauczaniem dzieci. A potem spłonęła w swojej przyczepie. Podobno było to samobójstwo. A może nieszczęśliwy wypadek? Wycieczka Bruce’a do Cargill i rozmowa z szeryfem Humbertem owocują tym, że do tej zamkniętej od lat sprawy zaczynają wkradać się wątpliwości. Czy kobieta mogła jednak paść ofiarą mordercy? A jeśli tak, to kto jest za to odpowiedzialny? Czy nauczycielka była przypadkową ofiarą, czy może coś z jej przeszłości lub relacji z innymi mieszkańcami miało wpływ na decyzję zabójcy? W nieoficjalne śledztwo oprócz Roberta i Bruce’a angażuje się także ich młodszy brat Ashur wraz ze swoim przyjacielem. Po kolei odwiedzają oni miejsca, w których mogą się czegoś dowiedzieć. W ten sposób trafiają między innymi do sióstr Satelitek, które mają oko na całe Królestwo. Chłopcy są jednak przerażeni rozmiarem tego przedsięwzięcia i faktem, że dzień w dzień oni i ich przyjaciele, chcąc nie chcąc, odzierani są z prywatności. Siostry nagrywają bowiem wszystkie rozmowy i przechowują u siebie, a od niedawna także w chmurze. Zatem i tu – gdzie osiedlili się ci, którzy chcieli uniknąć wtykającego w nie swoje sprawy nosa państwa, cenzury, podatków, życia pod czyjeś dyktando – nie są wolni od podglądu, od kogoś, kto wbrew ich woli ma wgląd w sporą część ich życia.

Przy okazji śledztwa w sprawie Jen Handel na jaw wychodzą pewne sprawy, które – być może – lepiej, aby zostały dawno zapomniane. Okazuje się bowiem, że nie każda rodzina jest tak szczęśliwa, jak się to z boku wydaje, a nie każda rozmowa tak niewinna, jakbyśmy sobie tego życzyli. Czytelnik odkrywa więc ciemniejsze strony Królestwa Traw i przeszłość jego mieszkańców – nie zawsze tę chlubną. Kolejnym wątkiem będą retrospekcje dotyczące Bruce’a i jego niegdysiejszej pracy jako szeryf w Raven. Czytelnik dowie się, co się stało, że ostatecznie Bruce wrócił do Królestwa Traw, doceniając jego wolność i to, że nie musi nikomu podlegać, a ze swoich czynów tłumaczyć się powinien głównie sobie. We wspomnieniowych kadrach powrócimy do jednego ze śledztw, jakie mężczyzna prowadził, co finalnie miało bezpośredni wpływ na jego powrót do Grass Kings. Niebagatelną rolę odegra w drugim tomie także Hamingway – staruszek, który (jak się okazuje) spisuje kronikę Królestwa i ma swoje teorie co do pewnych spraw.

Opowieść serwowana przez Kindta i Jenkinsa coraz ściślej zaczyna krążyć wokół sprawy ulotnego mordercy i coraz pewniejsze staje się domniemanie, że przebywającym od lat na wolności zabójcą jest jeden z nich. Jeden z mieszkańców Grass Kings. Podejrzany może być każdy – od Pike’a, który jest najdłużej mieszkającym tu człowiekiem spośród żyjących, a którego mogło łączyć coś z Jen Handel, po mieszkającego na odciętej od świata i Królestwa wysepce Neila. W tej niewielkiej, utopijnej z pozoru społeczności, zaczyna być coraz mroczniej, gęściej od podejrzeń, niepewniej i coraz bardziej niepokojąco. Sprawy nie polepsza też wciąż ukrywająca się w Królestwie Maria, która zaczyna zastanawiać się, czy aby na pewno Królestwo Traw różni się czymkolwiek od jakiegokolwiek innego miejsca.

grass kingsOd strony graficznej Grass Kings nadal zachwyca i skłania do tego, by po lekturze komiksu, kiedy skupiamy się dość mocno na narracji i dialogach, sięgnąć po komiks jeszcze raz, tym razem po to, by obejrzeć go od deski do deski – dokładnie studiując i podziwiając kolejne ilustracje. Chyba największe wrażenie robią plansze otwierające każdy kolejny rozdział, jak na przykład ta z przybliżeniem na pszczołę, która później pojawia się – już jako bohater trzecioplanowy – na jednym z kadrów. Grzechem byłoby nie wspomnieć także o tych stronach, na których Tyler Jenkins (ilustracje) i Hilary Jenkins (kolory) stworzyli obrazy, z wybijającym się na pierwszym planie niebem lub wodą. To właśnie wtedy najbardziej uwydatnia się magia, jaką w komiksach potrafią stworzyć akwarele. Efekt jest niesamowity. To wszystko podane w twardej oprawie prezentuje się nie tylko elegancko, ale także ponadczasowo. Ten komiks broni się sam teraz, ale i obroni się za wiele lat.

Grass Kings to komiks, który wciąga w dwójnasób. Sam scenariusz jest napisany bardzo sprawnie, a historia wciąga. Do tego bohaterowie – tajemniczy i fascynujący, zawsze z przeszłością – o których chcemy wiedzieć więcej i więcej. Ale i sama szata graficzna wciąga, sprawiając, że niełatwo oderwać wzrok od pięknych ilustracji. Historia Matta Kindta to historia o złożonej problematyce, w której strata odgrywa chyba największe znaczenie. Tutaj, w Królestwie Traw, każdy kogoś stracił. Ale i Cargill nie jest wolne od żałoby i rozdartych serc. Ostatecznie nieważne bowiem, gdzie mieszkamy i jak utopijne byłoby to miejsce, jak bardzo w centrum świata by się znajdywało lub jak bardzo na uboczu ludzkości. Strata, tęsknota i niespełnienie towarzyszą nam od zawsze i nie opuszczają na krok. Determinują nasze działania, pomagają przetrwać lub to przetrwanie utrudniają. Jak będzie z mieszkańcami Grass Kings? Być może trzeci tom udziela odpowiedzi na to pytanie.

Fot.: Non Stop Comics


Przeczytaj także:

Recenzja pierwszego tomu Grass Kings

Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!