Każdy z nas marzy o tym, aby móc żyć według własnych zasad. Nikomu nie podlegać, nie być nic nikomu winnym. Samemu sobie narzucać prawa. Ewentualnie narzucać je innym. Stworzyć społeczność, w której niczego nie trzeba się bać. Zgromadzić ludzi, którzy w razie czego staną za tobą murem, spośród których każdy będzie odpowiedzialny za coś innego, za kolejny element mechanizmu. Właśnie taka idea przyświecała rodzicom Roberta, Ashura i Bruce’a. Właśnie dlatego stworzyli oni swoje królestwo. Królestwo Traw. Jednak ich już nie ma, schedę po rodzicach przejęli natomiast synowie, a czas dobitnie pokazał, że idealnej społeczności, idealnego miejsca do życia po prostu nie ma. Każdy ma jakieś tajemnice, każdy ma coś za uszami, a kłopoty… no cóż – imają się każdego, bez względu na to, czy mieszka w wielkim mieście, czy w krainie outsiderów, którym przewodzi samozwańczy szeryf. W dodatku niejeden. W drugim tomie Grass Kings na jaw wychodzą tajemnice i kłamstewka jego mieszkańców.
Osią fabularną pierwszego tomu Grass Kings było przybycie do Królestwa Marii, żony szeryfa Humberta, która przybyła wpław, uciekając przed porywczym małżonkiem. To właśnie to zdarzenie posłużyło za pretekst, by opowiedzieć czytelnikowi zarówno o wielkiej stracie, jaka przypadła w udziale Robertowi, jak i o odwiecznym konflikcie, jaki toczy się między Grass Kings a Cargill, w którym króluje właśnie wspomniany Humbert. W drugim tomie mieszkańcy Królestwa Traw cofną się myślami do swoich wspomnień, a także będą grzebać w przeszłości, chcąc wyjaśnić pewne zdarzenie sprzed lat, które – jak się teraz okazuje – być może w rzeczywistości wyglądało inaczej, niż teoretycznie zapamiętali mieszkańcy.

Przy okazji śledztwa w sprawie Jen Handel na jaw wychodzą pewne sprawy, które – być może – lepiej, aby zostały dawno zapomniane. Okazuje się bowiem, że nie każda rodzina jest tak szczęśliwa, jak się to z boku wydaje, a nie każda rozmowa tak niewinna, jakbyśmy sobie tego życzyli. Czytelnik odkrywa więc ciemniejsze strony Królestwa Traw i przeszłość jego mieszkańców – nie zawsze tę chlubną. Kolejnym wątkiem będą retrospekcje dotyczące Bruce’a i jego niegdysiejszej pracy jako szeryf w Raven. Czytelnik dowie się, co się stało, że ostatecznie Bruce wrócił do Królestwa Traw, doceniając jego wolność i to, że nie musi nikomu podlegać, a ze swoich czynów tłumaczyć się powinien głównie sobie. We wspomnieniowych kadrach powrócimy do jednego ze śledztw, jakie mężczyzna prowadził, co finalnie miało bezpośredni wpływ na jego powrót do Grass Kings. Niebagatelną rolę odegra w drugim tomie także Hamingway – staruszek, który (jak się okazuje) spisuje kronikę Królestwa i ma swoje teorie co do pewnych spraw.
Opowieść serwowana przez Kindta i Jenkinsa coraz ściślej zaczyna krążyć wokół sprawy ulotnego mordercy i coraz pewniejsze staje się domniemanie, że przebywającym od lat na wolności zabójcą jest jeden z nich. Jeden z mieszkańców Grass Kings. Podejrzany może być każdy – od Pike’a, który jest najdłużej mieszkającym tu człowiekiem spośród żyjących, a którego mogło łączyć coś z Jen Handel, po mieszkającego na odciętej od świata i Królestwa wysepce Neila. W tej niewielkiej, utopijnej z pozoru społeczności, zaczyna być coraz mroczniej, gęściej od podejrzeń, niepewniej i coraz bardziej niepokojąco. Sprawy nie polepsza też wciąż ukrywająca się w Królestwie Maria, która zaczyna zastanawiać się, czy aby na pewno Królestwo Traw różni się czymkolwiek od jakiegokolwiek innego miejsca.

Grass Kings to komiks, który wciąga w dwójnasób. Sam scenariusz jest napisany bardzo sprawnie, a historia wciąga. Do tego bohaterowie – tajemniczy i fascynujący, zawsze z przeszłością – o których chcemy wiedzieć więcej i więcej. Ale i sama szata graficzna wciąga, sprawiając, że niełatwo oderwać wzrok od pięknych ilustracji. Historia Matta Kindta to historia o złożonej problematyce, w której strata odgrywa chyba największe znaczenie. Tutaj, w Królestwie Traw, każdy kogoś stracił. Ale i Cargill nie jest wolne od żałoby i rozdartych serc. Ostatecznie nieważne bowiem, gdzie mieszkamy i jak utopijne byłoby to miejsce, jak bardzo w centrum świata by się znajdywało lub jak bardzo na uboczu ludzkości. Strata, tęsknota i niespełnienie towarzyszą nam od zawsze i nie opuszczają na krok. Determinują nasze działania, pomagają przetrwać lub to przetrwanie utrudniają. Jak będzie z mieszkańcami Grass Kings? Być może trzeci tom udziela odpowiedzi na to pytanie.
Fot.: Non Stop Comics
Przeczytaj także:
![Wierzę, że źdźbło trawy... - Matt Kinds, Tyler Jenkins - "Grass Kings - tom 1" [recenzja] grass kings](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/12/grass-kings.jpg)


![Człowiek czy wilk? - Andy Serkis - "Mowgli. Legenda dżungli" [recenzja] mowgli2](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/12/mowgli2.jpg)



