Hell is Us

Hell is Us – Tragizm wojny

Niedawno na rynku zadebiutowało Hell is Us – najnowsza produkcja studia Rogue Factor wydana przez NACON. To tytuł, który od pierwszych zapowiedzi intrygował klimatem, nietypowym podejściem do eksploracji i obietnicą historii, w której wojna, cierpienie i ludzkie dramaty splatają się z elementami nadnaturalnymi. Nie jest to gra dla każdego, ale zdecydowanie wyróżnia się na tle współczesnych produkcji akcji. Jak bardzo? Po szczegóły zapraszam do dalszej części recenzji.

Hell is Us

Wojna, piekło i Hadea

Hell is Us przenosi nas do fikcyjnego kraju Hadea – miejsca odciętego od świata, rozrywanego brutalną wojną domową. To właśnie tam, w tym pogrążonym w chaosie zakątku globu, twórcy z Rogue Factor (wydawca: Nacon) serwują nam mieszankę akcji i głębokiej refleksji. Jako gracz wcielamy się w Remiego – mężczyznę, który jako dziecko został przemycony z ogarniętej konfliktem Hadei, a teraz, już jako dorosły dezerter wojskowy, powraca do ojczyzny w poszukiwaniu swoich korzeni. Fabuła zarysowana jest ogólnie, bez zdradzania sekretów od razu, ale od początku czuć, że wojna odcisnęła na tym miejscu potężne piętno. Hadea to ziemia przeklęta, przepełniona cierpieniem i grozą – wyludnione wioski pełne są śladów masakr, a po zrujnowanych miastach krążą przerażające istoty zwane Hollow Walkers. Ten piekielny krajobraz nie jest tylko efekciarską scenerią – to komentarz do najciemniejszych stron natury ludzkiej. Tytuł gry nie jest przypadkowy: „piekło to my” zdają się mówić twórcy, pokazując okropieństwa wojny i to, jak konflikt odczłowiecza ludzi. Często jesteśmy świadkami dramatów jednostek – ofiar wojny, których historie chwytają za gardło. Gra ani przez moment nie boi się poważnej tematyki. Przemoc, rozpacz, utrata człowieczeństwa – wszystko to zostało tu przedstawione niezwykle dosadnie, momentami wręcz szokująco. Dla mnie osobiście to duży plus: bardzo cenię gry, które przemycają poważniejsze treści i wywołują autentyczne emocje. A Hell is Us dostarcza ich całe spektrum – od gniewu i smutku po współczucie, a nawet iskierkę nadziei pośród zgliszcz.

Swobodna eksploracja bez prowadzenia za rękę

Jednym z najbardziej wyjątkowych elementów Hell is Us jest sposób, w jaki podchodzi do eksploracji. W przeciwieństwie do wielu współczesnych produkcji, gra zupełnie nie prowadzi nas za rączkę. Nie uświadczymy tu minimapy usianej znacznikami, nie ma dziennika zadań dokładnie opisującego kolejny cel. Zamiast tego trafiamy do wielkiej, półotwartej krainy i musimy zaufać własnej ciekawości oraz instynktowi odkrywcy. Twórcy inspirowali się tu podejściem klasycznych gier (sam przypominam sobie chociażby stare Zeldy) – dostajemy wskazówki w stylu: „widziano ich gdzieś w kierunku dziwnej kamiennej wieży” i dalej radź sobie sam. Orientujemy się po znakach w terenie, rozmowach z NPC i kompasie, a resztę pracy musi wykonać nasz mózg. Brzmi ryzykownie, ale działa świetnie. Hadea jest pełna intrygujących miejsc – od opuszczonych wiosek, poprzez ponure okopy i bagna usiane wrakami czołgów, aż po starożytne, zapomniane lochy kryjące mroczne sekrety. Każda lokacja ma swoją historię i tajemnice do odkrycia, a satysfakcja z samodzielnego odnalezienia drogi czy rozwiązania zagadki jest ogromna. Gra nagradza spostrzegawczość – wystarczy uważnie rozglądać się po otoczeniu, czytać odnajdywane notatki i słuchać dialogów, by wiedzieć dokąd pójść dalej. Zresztą same zagadki środowiskowe i „misteria” poukrywane po świecie zasługują na pochwałę – niektóre zmuszają do kombinowania i dają przyjemne poczucie triumfu, gdy wpadniemy na właściwy trop. Owszem, brak jakichkolwiek znaczników może z początku onieśmielać. Zdarzyło mi się raz czy dwa krążyć w kółko, bo przegapiłem drobny szczegół albo nie dosłyszałem wskazówki. Jednak zamiast frustracji odczuwałem raczej dreszczyk dawnych lat, kiedy to kartka i długopis bywały najlepszymi przyjaciółmi gracza. Ten oldschoolowy styl eksploracji pasuje tu idealnie i sprawia, że naprawdę czujemy się jak odkrywcy, a nie jak petenci odhaczający znacznik za znacznikiem.

Hell is Us 1

Walka, wyzwanie i dron KAPI

W świecie opanowanym przez nadnaturalne koszmary konfrontacja z wrogiem jest nieunikniona – walka to integralna część rozgrywki. Na szczęście Hell is Us nie jest typowym „soulslike”, choć czerpie z tego gatunku inspiracje. Nie trzeba obawiać się, że utkniecie tu na dziesiątkach zgonów w tym samym miejscu. Twórcy proponują coś, co nazwałbym souls-lite – system walki ma wagę i głębię znaną z Soulsów, ale bez skrajnej bezwzględności. Starcia są wymagające: Remi nie jest superbohaterem, każdy cios boli, a pasek zdrowia i wytrzymałości topnieją błyskawicznie, jeśli nie uważamy. W dodatku sprytnie zaimplementowano mechanikę, w której otrzymywane rany zmniejszają naszą maksymalną wytrzymałość – im bardziej obijany jest bohater, tym mniej ciosów czy uników zdoła wykonać. To genialnie oddaje desperację walki o przetrwanie i zachęca, by unikać obrażeń za wszelką cenę. Jednocześnie śmierć nie jest tu wpisana w rozgrywkę jako nieuchronny element pętli – jeśli zginiemy, odrodzimy się w rozsądnym punkcie kontrolnym, ale pokonani wcześniej przeciwnicy na ogół pozostają martwi. Gra karze nas więc bardziej stratą czasu i ewentualnie zużytych zasobów, niż cofnięciem całego postępu. Dzięki temu porażki bolą, ale nie zniechęcają do dalszej gry.

hell

Sam system walki jest rozbudowany i daje sporo możliwości. Remi włada różnorodnym orężem białym – możemy znaleźć m.in. szybkie podwójne topory, średniej wagi miecze, potężne dwuręczne wielkie miecze czy nawet długie włócznie. Każda broń ma odmienny styl walki (np. topory są szybkie lecz zadają mniejsze obrażenia, wielki miecz z kolei powolny ale zabójczo silny), więc każdy znajdzie coś dla siebie. Arsenał można ulepszać – odnajdując odpowiednie przedmioty zwiększamy statystyki oręża, a dzięki specjalnym glifom dodajemy im unikalne właściwości (np. efekty żywiołów czy tytułowych emocji). Tak, emocje odgrywają w Hell is Us znaczącą rolę również na poziomie mechaniki – nasze bronie mogą emanować np. Gniewem czy Żalem, co nie tylko wpływa na ich kolor i moc, ale wiąże się z mitologią świata (to smaczek, który docenią gracze zagłębiający się w lore). Prócz broni białej mamy też do dyspozycji specjalne umiejętności oraz… nietypowego towarzysza. Mowa o dronie o nazwie KAPI, który towarzyszy bohaterowi i stanowi jego asa w rękawie. Z początku KAPI potrafi tylko odwrócić uwagę przeciwnika na krótką chwilę – co już samo w sobie potrafi uratować skórę, gdy atakuje nas grupa Hollow Walkerów. Z czasem jednak znajdujemy moduły rozszerzające możliwości drona. Możemy dzięki niemu oszałamiać wrogów, a nawet razić ich energetycznymi atakami. KAPI bywa nieoceniony w krytycznych momentach walki, dodając warstwę taktyczną do starć: czy skupić się na jednym silnym wrogu w zwarciu, czy może kazać dronowi rozproszyć grupkę pomniejszych przeciwników? Tego typu decyzje czynią walkę bardziej urozmaiconą niż proste mashowanie przycisku ataku. Oczywiście, podstawy walki wymagają wprawy – blokowanie, uniki, a dla wprawnych także parowanie ciosów. Co ważne, gra nie zmusza do perfekcyjnego opanowania każdego ruchu. Sam przyznam, że nie zawsze udawało mi się wykonać idealny parry, ale zamiast tego doskonale radziłem sobie polegając na unikach i kontratakach. Twórcy nie stawiają przed nami przeciwnika, którego nie da się pokonać bez jednej konkretnej techniki – każdą potyczkę można wygrać na kilka sposobów, o ile opanujemy podstawy i zachowamy ostrożność. Jednocześnie AI wrogów jest na tyle agresywne, że odcina to drogę do zwycięstwa metodą „na pałę” – trzeba obserwować ruchy oponentów, nauczyć się ich schematów ataku (niektóre kreatury potrafią np. nagle teleportować się i zaatakować od flanki, inne szarżują niczym rozwścieczone byki). Dzięki temu każda walka trzyma w napięciu. Po kilku godzinach grania czułem już, że naprawdę opanowałem oryginalne mechaniki walki, a każde starcie, choć wymagające, stawało się dla mnie kolejnym ekscytującym testem umiejętności zamiast frustrującą przeszkodą. Warto dodać, że Hell is Us oferuje również opcje dostosowania poziomu trudności – od fabularnego spacerku po tryby, które zadowolą hardcore’owych masochistów lubiących utrudniać sobie życie (można nawet włączyć surowsze karanie za śmierć rodem z Dark Souls!). Ta elastyczność sprawia, że gra jest przystępna dla szerszego grona odbiorców, nie tracąc przy tym swojego wyważonego poziomu wyzwania na domyślnych ustawieniach.

Hell is Us 2

Klimat, muzyka i technikalia

Mroczny klimat wylewa się z ekranu od pierwszych minut. Wojna w Hadei pozostawiła po sobie spaloną ziemię, ale też mnóstwo detali budujących wiarygodność świata. Widać, że twórcy przemyśleli każdy element otoczenia – zdewastowane domy, porzucony sprzęt wojskowy, napisy na murach, ociekające krwią ołtarzyki ku pamięci poległych… Wszystko to sprawia, że eksplorując kolejne obszary czułem się, jakbym odkrywał autentyczne miejsce z własną historią. Co więcej, elementy fantastyczne (tajemnicze Timeloopy czy upiorni Hollow Walkerzy) zostały splecione z realiami wojny tak zgrabnie, że metaforycznie uwypuklają brutalną rzeczywistość. Wizualnie gra prezentuje się świetnie – modele postaci i potworów są szczegółowe i pomysłowe (białe, pozbawione twarzy maszkary naprawdę przyprawiają o dreszcze), a różnorodność krajobrazów robi wrażenie. Trafimy zarówno do ponurych mokradeł i lasów spowitych mgłą, jak i w malownicze góry nad lazurowym jeziorem – choć nawet te piękniejsze scenerie mają w sobie coś niepokojącego. Oprawa graficzna stoi na wysokim poziomie, a gra śmiało korzysta z możliwości nowych platform – oświetlenie i efekty pogodowe budują nastrój bez zarzutu. Co jednak najbardziej zapadło mi w pamięć, to muzyka. Ścieżka dźwiękowa w Hell is Us jest po prostu fenomenalna. Fenomenalna! Już dawno żaden soundtrack tak mnie nie poruszył. Kompozycje idealnie podbijają emocje płynące z ekranu – czasem są to ciężkie, przejmujące utwory podkreślające grozę i tragizm wydarzeń, kiedy indziej łapiemy oddech przy pięknych, melancholijnych melodiach, które budzą nadzieję w tym całym mroku. Udźwiękowienie otoczenia również trzyma wysoki poziom: od odgłosów odległej kanonady, poprzez jęki potworów niosące się echem po ruinach, aż po dobre (choć anglojęzyczne) dialogi postaci – wszystko brzmi przekonująco i potęguje zanurzenie w świecie gry. Cieszy mnie także strona techniczna. Hell is Us działa bez zarzutu – podczas mojej przygody nie natknąłem się na znaczące błędy czy spadki płynności. Klatki na sekundę trzymają fason nawet w najbardziej intensywnych momentach, a czasy wczytywania są krótkie. Optymalizacja stoi na solidnym poziomie, co w dzisiejszych czasach wcale nie jest normą (ileż to gier w dniu premiery potrafi działać jakby chciały, a nie mogły). Tu na szczęście twórcy odrobili pracę domową – graficznie i technicznie produkt jest dopieszczony, dzięki czemu nic nie wyrywa nas z immersji.

Hel

Podsumowanie

Hell is Us okazało się dla mnie niezwykle pozytywnym zaskoczeniem. To ambitna, unikatowa gra akcji, która odważyła się wyjść poza utarte schematy i wygrała ten zakład. Mamy tu dojrzałą opowieść o wojnie i człowieczeństwie, która naprawdę skłania do refleksji, a przy tym angażującą rozgrywkę pełną eksploracji i walki. Brak nachalnego prowadzenia gracza okazał się strzałem w dziesiątkę – dawno nie czułem takiej satysfakcji z samodzielnego odkrywania tajemnic świata. System walki z kolei zapewnił mi mnóstwo emocji: każde zwycięstwo smakowało wybornie, bo musiałem na nie zapracować, opanowując mechaniki i taktykę. Owszem, Hell is Us nie jest produkcją perfekcyjną. Niektórych graczy może momentami przytłoczyć swoim ciężarem emocjonalnym lub brakiem jasnych instrukcji. Inni wytkną drobne potknięcia w designie (zdarzyło mi się np. przypadkiem ominąć misję poboczną przez niewidoczny limit czasowy, co było nieco frustrujące). Jednak te niedostatki bledną w obliczu całości doświadczenia, jakie oferuje dzieło Rogue Factor. To jedna z tych gier, o których myśli się długo po wyłączeniu konsoli – zostawia nas z szeregiem przemyśleń i emocji, a przy tym zapewnia solidną dawkę rozrywki na wysokim poziomie. Fenomenalna muzyka, gęsty klimat, świetnie zbalansowana rozgrywka i odwaga w podejmowaniu trudnych tematów sprawiają, że Hell is Us zapadnie mi w pamięć na długo. Może i tytuł sugeruje piekło, ale dla miłośników ambitniejszych przygodowych gier akcji to będzie prawdziwa uczta dla duszy (i nerwów!)

Fot. Rogue Factor

Hell is Us

Overview

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *