Mała saga, wielkie emocje – Marie-Hélène Lafon – „Historia syna”

Drzewa genealogiczne wielu rodzin skrywają sekrety, które niedostępne są teraźniejszemu pokoleniu. Takie białe plamy na historii rodziny, często coś hańbiącego, okrywającego złą sławą rodzinne kroniki, a  czasem jakaś przerażająca historia, zagadkowa śmierć. Czasami wysnuwają się z tych szczątkowych informacji – kiedy się ktoś urodził i umarł – niepojęte historie, a ułamki różnych zasłyszanych opowieści sklejają się w jedną całość. Za dużo, by powiedzieć, że bohaterem powieści Marie-Hélène Lafon jest Antoine, ale to on ostatecznie odkrywa ostatni element rodzinnej układanki. Scala ze sobą skrawki przeszłości i teraźniejszości i umiejscawia wreszcie siebie i swojego ojca w genealogii rodziny, która nie miała o ich istnieniu pojęcia. Historia syna, francuskiej pisarki Marie-Hélène Lafon, to oszczędna w słowach i zaskakująco prosta w formie powieść, która oferuje czytelnikowi ogromny ładunek emocji. To powieść o poszukiwaniu, o obecności, o rodzinie, miłości i przywiązaniu, które nie patrzy na więzy krwi. 

Kim byli i kim są bohaterowie powieści Marie-Hélène Lafon?

Każdy rozdział powieści Historia syna zabiera nas w inną dekadę, inne miejsce i z innym bohaterem. Bo bohaterów jest tu wielu, a migoczą nam oni tylko przed oczami, tak, że nie jesteśmy w stanie pojąć ich powieściowej duszy. Są tylko skrawkami, jak z nagrobnych epitafiów, które podsumowują ich życie. Gabrielle, która przenika karty powieści jak duch, którym właściwie w życiu swojego syna była. Kim jest ta intrygująca kobieta? Matką, która została tylko na moment i tylko z nazwy, gdyż oddała syna pod opiekę siostry? Kochanką, która uwiodła i została uwiedziona? Jest jeszcze Paul, najpierw dziecko, a potem młody chłopak, którego w czasie lektury próbujemy zrozumieć, ale za chwilę gdzieś nam umyka, rozmywa się i tracimy całkowity kontakt z tą postacią.  No i Andre, który jako syn Gabrielle, poszukuje swojego umiejscowienia, usynowienia, gdyż jest synem, ale bez ojca. Synem dziwnej matki i nieznanego ojca. Wydaje się, że ten brak ciąży na jego życiu, ale także na życiu jego syna. To dopiero jego syn, Antoine, zbiera się na odwagę, by poznać losy tej odłamanej gałązki własnego drzewa genealogicznego.

Piękna proza w małym wydaniu

Marie-Hélène Lafon używa niebanalnego słownictwa, celnych metafor i takiego bardzo skondensowanego stylu, wręcz ascetycznego, który zamyka rodzinną opowieść trzech pokoleń w niecałych dwustu stronach. Mała rodzinna saga, ale wielkie emocje, które u czytelnika mogą pojawić się w różnych momentach, każdy z nas bowiem ma unikalną historię, własne doświadczenia i co innego będzie na nas wpływało. Niewątpliwie są tutaj opisane bardzo skomplikowane relacje rodzinne i wydarzenia, które zyskują znaczenie dopiero z ostatnimi akordami powieści. Różne sytuacje mkną nam przed oczami, są jak kronika filmowa z rodzinnych spotkań, od narodzin do śmierci, od ważnych wydarzeń do tych całkiem błahych. Cała plejada postaci pojawia się i znika, by z takich małych kawałków ich powieściowej bytności stworzył się obraz rodzinnego dramatu, zawiłości relacji, niejednoznaczności miłości, pojmowania ról społecznych.

Oprócz tego z prozy Lafon wyłania się obraz człowieka samotnego, opuszczonego, a w nasze myśli wchodzą takie egzystencjalne rozważania o śmierci, o samotności właśnie, o umieraniu i pamięci. Również tej pamięci pokoleń, która tutaj jako najważniejsza przyświeca bohaterom, że nie mogą oni w jakiś sposób pogodzić się z przeszłością, nie poznawszy jej. To dlatego Antoine, syn Andre, raz na zawsze rozprawia się z genealogią swojej rodziny i robi to, na co jego ojciec nie miał nigdy odwagi, być może bojąc się, co zastanie po tej drugiej stronie, po stronie prawdy. Rodzice są w życiu bardzo ważni, dlatego świadomość, kim byli, jest istotna dla każdego człowieka. Ktoś tego pozbawiony traci kawałek swojej przeszłości, historii. I tak było właśnie z Andre, którego niejako definiowało to, że nie zna swojego ojca i mocno ciążyło to na jego życiu.

Wracając jeszcze na chwilę do stylu Lafon, muszę przyznać, że taka forma bardzo pasowała do wydźwięku powieści i miała duże znaczenie w jej zrozumieniu. To prosta budowa, lecz specyficzna narracja, która sunie przez różne dekady i lata bohaterów, na chwilę nas z nimi związując, ale nie dając szansy na rozgoszczenie się. Nie ma tu dialogów, bohaterowie są widziani jakby przez mgłę, a to tylko potęguje ich zagubienie w życiu. Bo ci bohaterowie są bardzo zagubieni, dryfują przez życie, są samotni. Historia syna wydała mi się przez to powieścią bardzo nostalgiczną, chwilami bardzo smutną, bo poruszała tematy różnych rodzinnych tajemnic, które odkryć można czasem, zwiedzając cmentarze i snując rozważania nad grobami dalszych i bliższych krewnych. W powieści Lafon życie wydaje się króciutkie jak ułamek sekundy, jak jeden rozdział. Mimo że wykreowany przez nią bohaterowie dożywali sędziwych lat, to czuje się u nich ten niedosyt życia. Proza oszczędna, ale trafna i celna, która na pewno w każdym czytelniku obudzi jakieś emocje. A przecież to o emocje w literaturze chodzi.

Fot.: Wydawnictwo Literackie

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.