Hit, którego nie zna nikt – „The League”

Całkiem niedawno, w finale piątego sezonu Gry o tron, Cersei Lannister przechadzała się ulicami Królewskiej Przystani w towarzystwie uroczej septy, która pobrzękując dzwonkiem, wołała co rusz „Shame! Shame! Shame!”. Dokładnie ta sama septa powinna kroczyć za każdym miłośnikiem serialowych komedii, który nie zna The League; w drodze do pracy, do kina (podczas seansu!), wszędzie. Być może irytujący dzwoneczek oraz powtarzane w kółko „Wstyd!” skłoniłoby w końcu nękanego widza, by zapoznał się z niezwykle udaną produkcją FX; być może jednak uda się to mnie w poniższym tekście i obędzie się nawet bez dzwoneczka.

Zaczniemy nietypowo, nie od opisu fabuły serialu, a od bohaterów, bo to właśnie oni w głównej mierze tworzą specyficzny klimat Wirtualnej ligi (polski tytuł). Obsadę serialu stanowią początkujący komicy oraz niezbyt rozpoznawalni aktorzy, których role w innych produkcjach są zazwyczaj epizodyczne. W skład ekipy The League wchodzą: Pete (w tej roli Mark Duplass, znany z filmu Siostra mojej siostry), wielokrotny mistrz Ligi, mający problemy z dorośnięciem; Kevin (Stephen Rannazzisi) – zastępca prokuratora okręgowego, którego największym marzeniem jest w końcu wygrać Ligę; Ruxin (Nick Kroll, chyba najbardziej znany z całej obsady) – niezwykle sarkastyczny pracownik biurowy, przekonany o swojej wyższości nad resztą grupy; Andre (Paul Scheer, Rockefeller Plaza 30) – chirurg plastyczny, uważający się za ikonę stylu, z którego reszta przyjaciół często robi sobie worek treningowi, bezlitośnie go wyśmiewając; Taco (Jon Lajoie) – młodszy brat Kevina, teoretycznie muzyk, praktycznie – etatowy palacz marihuany, którego nie obchodzi nikt, ani nic, włącznie z przyjaciółmi, których imion czasem zapomina; oraz – specjalnie na koniec, moja ulubienica – Jenny (Katie Aselton), żona Kevina, prawie że wzorowa matka, która rywalizuje z chłopakami w Lidze, a cięty język to jej znak rozpoznawczy. Traktowana jest przez resztę ekipy (poza mężem oczywiście) jak „swój chłop z cyckami”, że tak to ujmę.

LEAUGE 1

Plusem Wirtualnej ligi są także postaci drugoplanowe, gdzie wymienić można chociażby Jasona Mantzoukasa, wcielającego się w Rafiego – szalonego (dosłownie) szwagra Ruxina, który nie posiada jakichkolwiek hamulców moralnych; czy też Janine Gavankar (jako Shivakamini Somakandarkam), niesamowicie seksowna pani doktor, która seksowna nie była jednak za czasów szkolnych (stąd znają się wszyscy główni bohaterowie) i to jej imieniem nazwane jest trofeum, o które rywalizują serialowi przyjaciele.

No ale właśnie, czym w ogóle jest Liga? I tu radzę nie zrażać się opisem, który rzeczywiście może zniechęcić potencjalnego polskiego odbiorcę. Pasją szóstki bohaterów jest gra w Fantasy Football League, czyli wirtualna ligę footballu amerykańskiego. Podczas rozgrywek uczestnicy FFL tworzą wirtualne drużyny footballowe, składające się z rzeczywistych zawodników, którzy grając w prawdziwych meczach, zdobywają punkty dla wirtualnych drużyn. Nagrodą dla zwycięzcy (poza możliwością dopiekania reszcie uczestników zabawy) jest ShivaBowl – puchar ze zdjęciem młodziutkiej dr Shivakamini. Zabrzmiało słabo? Nic bardziej mylnego! Nie wiecie, kto to „quarterback”, nie wiecie co to „tight end” ani co to „przyłożenie”? Spokojnie, ja też tego nie wiedziałem i w sumie nadal większość sportowej terminologii, która używana jest w produkcji FX to dla mnie czarna magia. Nie przeszkadza to jednak w świetnej zabawie towarzyszącej każdemu kolejnemu odcinkowi The League! Sportowa rywalizacja, stanowiąca poniekąd sens serialu to tylko otoczka, gwoździem programu są jednak przede wszystkim relacje między bohaterami oraz ich codzienne zmagania z rzeczywistością.

LEAUGE 3

Wirtualna liga to serial częściowo improwizowany i jest to jego kolejny atut, pomijając już kwestię sportu, to właśnie rodzaj humoru niekoniecznie musi wszystkim odpowiadać. Żarty w serialu często bywają dość mocne, a twórcy i aktorzy nie raz otarli się już o cienką granicę dobrego smaku, wyśmiewając kogo popadnie i drwiąc z często bardzo poważnych spraw. Dobrym przykładem może tu być jeden z epizodów, w którym to Jenny zapomina upiec ciasteczka na szkolny festyn córki; przychodząc jednak na wspomniany festyn, przypadkowo głowę owiniętą ma chustą (dla ochrony przed słońcem podczas pracy w ogródku). Tak się składa, że w tej samej szkole odbywa się akurat spotkanie grupy wsparcia dla kobiet chorych na raka, kobiety te sądząc, że Jenny jest jedną z nich, przygarniają ją do siebie, tuląc i pocieszając, co też bohaterka skwapliwie wykorzystuje, ciesząc się z faktu, że udało jej się wymigać od obowiązków związanych z samym festynem.

Cięty humor to znak rozpoznawczy The League, serialu, który co by nie mówić jest jednak tworzony bardziej pod amerykańskiego widza, co ma również przełożenie w ocenie produkcji na różnych portalach, dla przykładu – na największym polskim portalu filmowym ocena serialu to 7,6 (przy znikomej ilości głosów), podczas gdy na największym (amerykańskim) portalu na świecie, ocena ta wynosi 8,4. Wirtualna liga (nadawana w Polsce na kanale FOX Comedy) to serial, któremu zdecydowanie warto dać szansę, gdyż z łatwością przebija o wiele bardziej znane i cenione hity komediowe (pierwszym z brzegu przykładem niech będzie wielokrotnie nagradzana Współczesna rodzina, której poziom nie jest nawet blisko The League). Nie wiem, czy udało mi się kogoś zachęcić do sięgnięcia po amerykański sitcom, którego finałowy – siódmy – sezon będzie miał premierę już we wrześniu, polecam jednak nadrobić zaległe odcinki, chyba że nie straszna Wam odpychająca septa, która raz po raz będzie za Wami wołać: „Wstyd! Wstyd! Wstyd!”

LEAUGE 2

Fot.: FX Network

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.