Komiksy,Recenzje

Upiory przeszłości wracają niezaproszone – Garth Ennis, John McCrea – „Hitman”, tom 3 [recenzja]

Hitman
Hitman

Polscy fani komiksów o antybohaterach nie mają prawa narzekać, od kiedy dzięki wydawnictwu Egmont na naszych półkach może gościć seria Hitman opowiadająca w nie do końca poważny sposób o losach Tommy’ego Monaghana, który niechcący dorobił się nadludzkich zdolności. Chociaż jak na komiksowego homo superior jest dość zwykłym gościem, a jego nadnaturalne umiejętności nie zmieniły jego postępowania. Od fikuśnych trykotów i komicznych masek woli ciemne okulary i długi, czarny płaszcz, dzięki czemu bardziej przypomina ulicznego zbira, któremu lepiej nie patrzeć prosto w twarz. Jak już mogliśmy dowiedzieć się z dwóch poprzednich tomów, tytułowy Hitman żyje według własnego kompasu moralnego, który nie czyni z niego człowieka złego czy zepsutego, chociaż na pewno nie można o nim powiedzieć, że jest bohaterem pozytywnym. Wyjątkowe jest jednak w dziele Gartha Ennisa i Johna McCrei to, że widzimy stałą przemianę bohatera, a wskazówka wyżej wymienionego kompasu wciąż delikatnie zmienia własną kalibrację – Tommy Monaghan napotyka kolejne wątpliwości co do otaczającego go świata, więc również zmienia się jego percepcja na rzeczywistość.

Odnoszę wrażenie, że wraz z kolejnymi opowieściami seria Hitman staje się coraz bardziej poważna i dramatyczna, czego świetnym przykładem jest właśnie omawiany trzeci tom. Chociaż dialogi wciąż są często kąśliwe i dowcipne, a w scenariuszach Garth Ennis pozwala sobie na liczne gagi z pomocą groteskowych niekiedy rysunków Johna McCrei, to jednak nie da się nie zauważyć, że nad głową Tommy’ego Monaghana zbierają się czarne chmury. Okazuje się, że poprzednie porachunki z Dubeltzem i Mawzirem przypominają hydrę – likwidując jeden problem, mnożą się kolejne. Efektem ubocznym chwilowego zwycięstwa jest konflikt z lokalną mafią, której przedstawicielem jest karykaturalny Ojciec Chrzestny w postaci Louie Kiblarza. Ksywka jak najbardziej odpowiednia do postaci, ponieważ Louie zwykł załatwiać swoje biznesowe sprawy… na klozecie. Ma nawet specjalny telefon pod ręką, aby mieć pod kontrolą swoich ludzi. Ot, jeden z przykładów dziwacznego poczucia humoru twórców.

Problem w tym, że jednocześnie do Tommy’ego i jego kompana z wojska powraca przeszłość i zbrodnia, której przypadkowo dokonali podczas operacji wojennej i miała być już przemilczana na wieki. Do odważnych świat należy to zdecydowanie najdłuższa i najbardziej rozbudowana opowieść tego tomu, która skupia się na motywie zemsty i jej racjonalności w sytuacji, kiedy odwet ma za zadanie usprawiedliwić żądzę krwi, a nie zadośćuczynienie win. To brutalna, ale i bardzo sensownie napisana historia, dojrzała w porównaniu z dotychczasowymi dokonaniami duetu Ennis & McCrea, gdzie często pretekstem do napisania komiksu jest prosta rozrywka. Upiory przeszłości dają o sobie znać głównemu bohaterowi, co możemy zobaczyć w swego rodzaju epilogu, Drzwi do ciemności. Tommy, podobnie jak my wszyscy, przeżywa swoją przeszłość do tego stopnia, że popada w paranoję i stany lękowe utrudniające mu codzienne funkcjonowanie, co z kolei komplikuje jego relacje z najbliższymi.

Hitman jednak nie lubi siedzieć w miejscu i aby uwolnić głowę od natłoku myśli (a przy okazji trochę zarobić – Tommy nigdy nie ukrywa, że jest najemnikiem do wynajęcia za odpowiednią zapłatą) zaciąga się na kolejną misję. I znowu pakuje się w wojskowe szeregi, tym razem jako konsultant do spraw bezpieczeństwa w ramach wsparcia dla zagrożonego wojną domową państewka Tynanda. Rządzący tam generał poprosił o pomoc organizacje międzynarodowe, aby raz na zawsze uporać się z rebeliantami. Tommy szybko się jednak orientuje, że znowu będzie musiał decydować, czy ślepo służyć ludziom, którzy mają złe zamiary, czy jednak odmówić wykonania rozkazu i działać według własnego sumienia. Garth Ennis znowu uraczył nas opowieścią o niejasnych standardach moralnych i cierpieniach jednostki na rozdrożu dobrych i złych decyzji. To również gorzki komentarz, że w skorumpowanych szeregach wojskowych wciąż są prawi ludzie, jednak zabetonowany, zły system łamie tych słabszych. Tommy dla zuchwałych to kolejna już w niniejszym trzecim tomie bardzo dobra, dojrzała historia.

Petardę jednak pozostawiono na koniec, Katie bowiem to najbardziej przygnębiająca i traumatyczna dla Tommy’ego Monaghana historia. Tommy, nigdy nie poznawszy swoich biologicznych rodziców, po latach trafia na ich ślad. Przeszłość jego rodziny rozrywa serce i tutaj Garth Ennis popisał się według mnie swoim jak dotąd najlepszym scenariuszem w całym Hitmanie. Smutek wylewa się z narracji, dialogów i rysunków i dzięki tej opowieści seria Ennisa i McCrei nie jest dla mnie już tylko lekką rozrywką z wieloma strzelaninami, groteskowymi postaciami i sprośnymi żartami. Jest tu również potencjał na opowiedzenie ciężkiej, dojrzałej historii, jakiej nie powstydziłby się żaden dramat filmowy czy literatura.

Oczywiście, tak jak wspomniałem wcześniej, trzeciemu tomowi Hitmana nie towarzyszy jedynie powaga, i tu bowiem znalazło się miejsce na humorystyczną opowieść – Do licha z przyszłością to tym razem jazda po bandzie autorów i kpienie z gatunku komiksów superbohaterskich. Po kilku ciężkich historiach jest to rozluźniające zakończenie tomu, więc zamykając album, nie będziecie pogrążeni w smutku. Czy warto zatem przeczytać trzeci tom Hitmana? Skoro dotarliście aż tutaj, to chyba nie muszę Was dodatkowo zachęcać. Chciałbym podkreślić jeszcze raz, że chociaż Tommy Monaghan posiada supermoce, to często wręcz o tym możemy zapomnieć. Na kartach komiksu Tommy rzadko korzysta z możliwości czytania w myślach (w którejś z poprzednich opowieści uznał to bodajże za nieetyczne), a o zdolności infrawizji główny bohater zdaje się czasami zapominać, bo daje się zaskoczyć swym przeciwnikom. Hitman to przede wszystkim zwykły człowiek, bohater wciąż przechodzący przez kolejne kryzysy egzystencjalne i jestem przekonany, że Garth Ennis i John McCrea przygotowali kolejne ciekawe opowieści.

Fot.: Egmont

Podobne wpisy:

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *