twarzą w twarz

Hormony na boisku – Bruno Dequier –  „Louca – 2 – Twarzą w twarz”

Twarzą w twarz to druga część przygód Louki. Spośród wielu komiksowych propozycji od wydawnictwa Egmont to właśnie seria o ciamajdowatym nastolatku aspirującym do bycia podziwianym piłkarzem szkolnej drużyny, a w jeszcze większym stopniu do bycia chłopakiem pięknej Julii, jest jedną z lżejszych i zabawniejszych. Postać Louki nie tylko z mrugnięciem oka przypomina nam o blaskach i cieniach licealnych czasów (lub po prostu je podkreśla  –  jeśli wciąż jesteśmy w podobnym do bohatera wieku), ale także stanowi świetną rozrywkę, zapewnia mile spędzony czas przy komiksie, który, choć zabawny i lekki, wciąż ma do zaoferowania pewną tajemnicę, która czyni go dodatkowo intrygującym i nie tak zwyczajnym, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka.

Recenzję pierwszego tomu znajdziecie TUTAJ.

W pierwszym tomie serii zatytułowanym Piłka w grze! poznaliśmy chyba wszystkie słabostki głównego bohatera. Louca to sympatyczny chłopak, ale pełen wpędzających go w kłopoty pomysłów, które opierają się na wybujałej i nieco infantylnej wyobraźni, która momentami zdaje się żywcem wyciągnięta z prostych historii dla dzieciaków, w których wystarczy naprawdę niewiele, aby nasz los obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, abyśmy z dnia na dzień stali się podziwiani i szanowani. Louca wciąż żyje tym marzeniem, wierząc, że jeśli popisze się na boisku, cała szkoła zobaczy w nim niezrównanego bohatera, a Julia, piękna Julia, rzuci mu się w końcu w ramiona, wyznając miłość i wzdychając z zachwytu.

Okazja zbliża się wielkimi krokami, bo już za kilka dni drużyna, w której Louca zagrzewa miejsce na ławce rezerwowych, gra wyjątkowo ważny mecz. I choć zawodnicy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i z tego, jak bardzo potrzebne jest im zwycięstwo, to… nie mają pojęcia, że na szali leży tak naprawdę być albo nie być szkolnej drużyny, o czym wie tylko trener i czytelnik. Czy Louca, dla którego liczy się tak naprawdę tylko zwrócenie na siebie uwagi Julii, weźmie się w garść na tyle, by choć nie przeszkadzać drużynie? Niestety nic na to nie wskazuje, bo pierwsze, co robi nasz geniusz na kilka dni przed meczem, to genialnym przebraniem (co mogło pójść nie tak?) zwraca na siebie uwagę rywali, co kończy się wyzwaniem do pojedynku jeden na jednego z utalentowanym, dobrze zbudowanym i urodzonym do rywalizacji kapitanem przeciwników  –  Hugo.

Jest jeszcze oczywiście duch Nathana, który w drugim tomie o wiele częściej będzie podążał własnymi ścieżkami, a kiedy okaże się, że może zrobić, coś, czego pragnął już od dawna, ale co wydawało się niemożliwe… Nie będzie się wahał ani chwili. Autor da nam również chwilowy dostęp do retrospekcji, dzięki którym dowiemy się ciut więcej o dniu, w którym zginął utalentowany młody piłkarz, jednak wspomnienia te przyniosą jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi, dlatego pozostaje nam liczyć na to, że kolejne tomy nieco rozjaśnią ów wątek.

Louca  –  Twarzą w twarz to udana kontynuacja przygód niezdarnego nastolatka, z którym z  pewnością wielu czytelników będzie mogło się utożsamić. I choć chłopak czasami działa nam na nerwy swoją porywczością, naiwnością i tym, że po prostu nic mu nie wychodzi, to jednocześnie wzbudza nasz podziw determinacją, a także nie tyle współczucie, jak mogłoby się na początku wydawać, ile czystą sympatię, bo pod maślanymi oczami i mrzonkami nie z tej ziemi, a także wiarą w cuda i historie rodem z, ekhem, komiksów, skrywa się dobry, wrażliwy chłopak, który pragnie akceptacji, zrozumienia i odnalezienia się w wielkim licealnym świecie, który dla większości z nas nie bywał i nie bywa łaskawy.

Twarzą w twarz to opowieść pełna humoru, poprowadzona bardzo dynamicznie, w której ciągle coś się dzieje, niemal tak szybko i kolorowo jak w wybujałej wyobraźni Louki. Bruno Dequier wie, jak skupić uwagę czytelnika, wie, jak go rozśmieszyć, a także jak zatrzymać jego zainteresowanie na dłużej, a nawet zaintrygować. Retrospekcje związane z Nathanem zostały wplecione umiejętnie i z dozą doskonałego wyczucia, dzięki czemu w mgnieniu oka potrafią zmienić rodzaj napięcia i energię opowiadanej historii, by po chwili znów pchnąć ją na główne  –  szybkie i humorystyczne  –  tory. I choć tym razem Dequier okraja interakcje między Loucą a duchem nastolatka do minimum, to udowadnia, że, nawet kiedy ich losy w komiksie nie idą wspólną ścieżką, jest nadal ciekawie i z pomysłem.

Drugi tom serii Louca nie zawodzi również, jeśli chodzi o aspekt wizualny. Okładka kolejny raz utrzymana jest w jasnych barwach, a grafika ją zdobiąca jest minimalistyczna, choć pełna emocji i zdradzająca napięcie, które potem znajdziemy w treści komiksu. Jasny kolor okładki i czerwony tytuł (będący imieniem głównego bohatera), kojarzy się ponadto z koszulką piłkarską, co doskonale koreluje z fabułą i może być kolejnym czynnikiem zachęcającym młodszych czytelników do sięgnięcia po komiks. Plansze wypełnione są, podobnie, jak to było w tomie Piłka w grze!, pełnymi energii kadrami, a Bruno Dequier nie boi się zdecydowanych pociągnięć i niezwykle dynamicznych ujęć, które ukazują rozemocjonowanie nastolatka. Wyolbrzymienie gniewu i frustracji, na jakie pozwala sobie artysta, świetnie sprawdza się do podkreślenia niełatwego etapu w życiu (ach, te buzujące hormony!), na jakim aktualnie znajduje się Louca. Iście komiksowe ujęcia, wręcz momentami karykaturalne, fantastycznie sprawdzają się również w połączeniu z tym, że komiks w dużej mierze opowiada przecież o piłce nożnej, w związku z czym nie brakuje tu również samej gry, a akcja niejednokrotnie dzieje się na boisku.

Twarzą w twarz nie zawiedzie czytelnika, który, sięgając po kontynuację losów Louki, oczekiwał rozrywki przynajmniej na podobnym poziomie. Autor oddaje w nasze ręce komiks równie dobry, jeśli nie lepszy niż Piłka w grze! Kolejny raz śledzimy losy niezdarnego chłopaka, który im bardziej się stara, tym bardziej mu nie wychodzi, co jest tak bardzo ludzkie, jak to tylko możliwe. Humor stoi tu na pierwszym miejscu, ale nie brakuje również momentów, kiedy na chwilę zatrzymujemy się, by przypomnieć sobie, że Nathan, wesoły, podglądający dziewczęta w szatni Nathan, tak naprawdę nie żyje, a my wciąż nie znamy okoliczności tragedii, która się wtedy wydarzyła. Z niecierpliwością więc, podobnie z pewnością jak wielu czytelników, czekać będę na dalsze przygody Louki i Nathana, a także całej drużyny, przed którą wciąż najważniejsze starcie. Myślę, że ta seria ma duże szanse, aby i w naszym kraju, podobnie jak we Francji, znalazła spore grono fanów.

Fot.: Egmont

twarzą w twarz

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.